Dlaczego kocham UE, a nie kult żołnierzy wyklętych?

Na wstępie zastrzeżenie. Ja, jak mało kto już dziś, mam pełne prawo pisać o zbrojnym oporze. Brałem w nim udział – a kto chce sprawdzić (czy ocenić) moje moralne uprawnienia, niech sięgnie do książki Janusza Zabłockiego, ps. „Krzysztof”, pt. „Kawałki pociętego sztandaru: nieznane karty z dziejów Szarych Szeregów 1945-1947”. Znajdzie tam nawet moje zdjęcie z tamtych lat. Tak.

Nie na takie „wyzwolenie” się szykowaliśmy latami. Nie dla takiego „państwa” ginęli moi koledzy. Mnie też niewiele brakowało – kilku moich kolegów dostało w sądach wyroki śmierci i wyroki te wykonano.

Społeczeństwo tamtych dni dzieliło się wyraźnie na dwie kategorie. Jedno obie łączyło; aż do zdarcia nosiliśmy wszyscy biało-czerwone opaski na ramionach – z jakimiś emblematami (my z lilijką) albo i bez. To dotyczyło wszystkich. Ale dzieliło coś niepomiernie ważniejszego: stosunek do nowego „państwa”.

Byli tacy – i to są głownie „wyklęci” żołnierze – którzy bez walki, bez broni i trupów, nie potrafili żyć. To dotyczyło zwłaszcza partyzantów. Jak ktoś parę lat spędził w leśnych bojach – nie potrafił już żyć normalnie. Miał jeszcze ideologię: nie takiej Polski chcieliśmy. A fakt oddania nas Stalinowi, głównie przez Roosevelta, za udział bolszewików w walce z Japonią nie był znany w kraju. Tym większy był szok.

Byli tacy, którzy w żaden sposób nie mogli się z tym pogodzić – nie przyjmowali tego do wiadomości. Byli pewni trzeciej wojny i o niej marzyli, do niej się gotowali. Dopiero po tej trzeciej wojnie miała przyjść wolność. Ocena działania wszystkich tych, którzy wtedy stawili czynny opór, jest nie tylko trudna, ale chyba w ogóle niemożliwa.

Możliwa jest jednak lista zabitych, zamordowanych. Byli zbrodniarze z urzędów bezpieczeństwa i lista katów, którym wyrok i śmierć się należały. Można jedynie stwierdzić, że „wyroki” wtedy zapadały jakby prywatnie (sądów przecież nie było) i że ludzkie życie było w niskiej cenie. I że przy okazji dokonano także czysto osobistych porachunków. Jak trudne są do oceny te sprawy – to przykład „Ognia” z Podhala. Dla jednych bohater, a dla niemałej grupy – bandyta i zbrodniarz. Myślę, że ocena historyczna tamtych wydarzeń jest trudna – i w dużej części w ogóle niemożliwa.

Piszę o tym, bo ja sam w tym uczestniczyłem i co przeżyłem, dobrze pamiętam. Nie zazdroszczę IPN – owym młodym ludziom, którzy dziś dość łatwo oceniają Prawdziwej, uczciwej i sprawiedliwej oceny nie będzie. Bo być po prostu nie może.

Dlatego sam nigdy nie nazwę się „żołnierzem wyklętym”.

Była jednak poza tymi autentycznymi ideowymi „żołnierzami” jeszcze jedna grupa Polaków. I to wcale niemała. Znacznie liczniejsi od bojowców byli ludzie, którzy przystąpili do odbudowy kraju. Byli cisi, traktujący swoją działalność jako coś zwykłego – oczywistego. Gdyby im ktoś powiedział, że będą w historii opisani jako np. „bohaterscy budowniczowie”, zaśmialiby się głośno.

Robili to, o czym marzyli latami – budowali Kraj. Że nie wolny? Że kierowany zdrajcami? Na ten temat w ogóle nie myśleli. Zresztą w pierwszym okresie istniały iluzje, zmyłki. Był system pseudo-wielopartyjny, był PSL Mikołajczyka – opozycyjny do władzy. Była „Gazeta Ludowa” wyraźnie pozbawiona cenzury (na razie). Były hasła, akademie, wiece… To mogło mylić.

Odbudowa kraju, wszelkich przejawów funkcjonowania państwa, postępowała w tempie niewyobrażalnym. Razi mnie szerzony kult wątpliwych „żołnierzy wyklętych”, a całkowite pomijanie bohaterów dnia codziennego. Chciałbym innej proporcji: nauczania w szkołach jak odbudowywano kraj. Kto tym kierował – nawet jeżeli był PRL-owcem. Kto i jak odbudował Warszawę: inną i lepszą niż przedwojenna. A Wrocław? Był zniszczony w analogicznym do Warszawy stopniu. Ruszyły fabryki, uczelnie, szkoły, szpitale. Kto tego dokonał ? „Duch Święty”? Dlaczego o nich, o ich bohaterstwie dnia codziennego nie mówimy? Nie wieszamy tablic pamiątkowych? Nie nazywamy ich imieniem ulic i placów?

Dość w historii mieliśmy walk, krwi, trupów. Okrągły Stół wzbudził we mnie nadzieję. Wiem, że i wtedy byli chętni do kolejnej krwawicy. I że jednak naród wybrał pokojową zmianę ustroju. Że niedoskonałą? Że zrezygnowano z zemsty? To prawda. Ale to tak niepolskie…

Dlatego budzi mój niepokój kult „żołnierzy wyklętych”. Dlaczego wpajamy młodym znowu kult walki nawet beznadziejnej? Czyżbyśmy wracali do tradycji, niczego się nie nauczyli?

Na przekór temu pokochałem ideę Unii Europejskiej. Unię bez wojen. Cywilną. Owoc współpracy i przyjaźni narodów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s