Czy dziś Piotr Czajkowski nie zostałby zaszczuty?

Sprawa VII symfonii Piotra Czajkowskiego wywołała oddźwięk. We wszystkich dostępnych mi źródłach do dziś podają, że symfonii było tylko sześć. Nie ukrywam, że najbardziej byłem dumnym z wpisu z Petersburga – aż tam mnie czytają! No, miło. Wpis z Rosji wyjaśnia sprawę owej VII symfonii. W całości go przytoczyłem w tłumaczeniu na polski (przy okazji składam serdeczne podziękowanie za współpracę p. Ani, która tłumaczy). Był też komentarz cytujący dane na temat ostatnich dni życia Czajkowskiego: o sądzie kolegów, który zmusił kompozytora do samobójstwa. Z wdzięcznością i  podziękowaniem do niego odsyłam. List i komentarz są tutaj. 

Od niejasności na temat symfonii doprowadził nas do prywatnego życia Piotra Czajkowskiego. Wydawane w czasach komuny biografie były dziwaczne, niespójne i niepełne. Dziś wiemy znacznie więcej, a wiadomości układają się w logiczną, choć tragiczną całość: Piotr Czajkowski był gejem i choć dziś jest to bez znaczenia (na pewno?), to przeszło 100 lat temu zaważyło na jego życiu.

Widziałem gdzieś zdjęcie grupowe Czajkowskiego. Był tam z nim przystojny chłopak, ładnie ubrany, w meloniku. Z podpisu wynikało, że chłopak ów był osobistym służącym. No, nawet wtedy w takie podróże nie brało się służących. I się ich tak nie traktowało. Dziś mogę z dużym prawdopodobieństwem sugerować, że artystę z chłopakiem wiązało znacznie więcej. I bardzo dobrze, bo przez parę lat miał uregulowane sprawy osobiste, więc mógł poświęcić się muzyce.

Drugi wątek jest bardziej dziwaczny. Autorzy radzieccy nie próbowali nawet go tłumaczyć. Hrabina Meck, bogaczka-wdowa była miłośniczką muzyki, a Czajkowskiego szczególnie. Nawiązała z Piotrem korespondencję. Czajkowski bardzo liczył się z jej opinią, oficjalnie poświęcił jej kilka chyba utworów. Listy między nimi były więcej niż serdeczne, a pani hrabina jako milionerka zaczęła muzyka wspierać finansowo. To bardzo ważne, bo młody wtedy muzyk miał na pewno kłopoty finansowe – i dzięki stypendium czy pensji mógł poświęcić się twórczości. Mógł także podejmować podróże na Zachód – co wtedy było bardzo ważne, bo Rosja była odciętą od świata prowincją.

Czytając listy można się wzruszyć. Nie żałowali sobie już nie tylko czułości, ale i prawie wyznań miłosnych (pamiętać trzeba jednak, że wtedy panowały inne obyczaje). Czajkowski spędzał lato w pałacu (i na koszt…) hrabiny. Co jednak dziwne – nigdy się osobiście nie spotkali i ze sobą nie rozmawiali.

Ten związek trwał długie lata, był dziwny. No ale cudactw nie brakowało. Nagle, zupełnie niespodziewanie został przez hrabinę zerwany. Można by powiedzieć – brutalnie. Nie odpowiadała na tęskne listy, prośby o wyjaśnienie. Warto wspomnieć, że wtedy już Czajkowski był dość zamożny i subwencje hrabiny nie odgrywały większej roli. Jednak dziś można by podejrzewać, że do hrabiny dotarły jakieś materiały obciążające Piotra: już może nie tylko plotki (bo te pewnie kursowały, tak sądzę), ale jakieś dokumenty, wiarygodne relacje. Ot, hrabina była osobą dostojną, cnotliwą i gejostwa nie ucierpiała. Tak można sądzić.

Ale to nie koniec przygód. Owóż wcześniej jeszcze w Petersburgu do Czajkowskiego, można to mało elegancko określić, przyczepiła się jego uczennica i postanowiła wyjść za niego za mąż. Z rozpaczliwych listów do przyjaciół wnosić możemy, że biedak oganiał się, bronił jak mógł. Bezskutecznie! Owa dama, jak się okazało, była nie do końca normalna: skończyła w psychiatryku.

Odbył się ślub – i jak głosi legenda, wiarygodna – małżonek Piotr Czajkowski uciekł od żony w noc poślubną. Może byłoby to małżeństwo dla Piotra alibi – nie wiem, czy wtedy był taki zwyczaj. Ale fakt, że biedak od „małżonki” nijak odczepić się nie mógł. Być może ona sądziła, że jednak go uwiedzie i doprowadzi do łóżka. Piotr płacił jej regularnie, a gdzieś kiedyś czytałem list Czajkowskiego do „żony”, w którym dość brutalnie żądał spokoju, grożąc że jeżeli się nie odczepi, to wstrzyma wypłatę jej pieniędzy.

Czytałem kiedyś list, jaki Piotr pisał na dzień przed ślubem do brata. Trudno sobie wyobrazić bardziej tragiczne wyznania. Reasumując przytoczone relacje (na pewno już dziś, po upadku komuny i przemianach obyczajowych są pełniejsze) ogarnia człowieka głębokie współczucie. Współcześni relacjonują, że Czajkowski był bardzo delikatny, subtelny a może i neurasteniczny.

Opowieść budzi wstręt i odrazę do „sądu honorowego”, ale i poczucie nadwrażliwości ofiary. Nie musiał chyba dokonywać samobójstwa – a jak jeszcze uwzględnimy sposób, w jaki się to odbyło relacja nabiera jeszcze większego podziwu – i żalu. Otóż w Petersburgu panowała wtedy cholera. Newa była zakażona. Czajkowski zażądał od kelnera w restauracji szklanki wody z Newy. Wodę, mimo protestów obecnych, wypił. W dwa dni zmarł na cholerę – tu jako lekarz stwierdzam, że była to straszna choroba i straszna śmierć…

Jak wiele się zmieniło w ciągu tych stu z górą lat! Jeszcze pół wieku temu zaszczuto niejednego geja. Dziś Piotr Czajkowski tworzyłby nadal swoje wiekopomne dzieła. Jak pomyślimy, że ów „sąd honorowy” z pewnością pozbawił świat wielu jeszcze wspaniałych dzieł, które by Czajkowski napisał, to złość i odraza potęguje się.

Namawiam moich czytelników, by sięgnęli po VI „Patetyczną” symfonię. Było to niewątpliwie dzieło pożegnalne. Znając życie, a zwłaszcza śmierć, wielkiego twórcy, w tej i tak pięknej symfonii odnajdziemy jeszcze inne wartości.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s