Kiedy powstanie pomnik Tajnego Uniwersytetu Warszawskiego?

Do Przewodniczącego

Towarzystwa Przyjaciół UW

Prof. dr hab. Janusza Adamowskiego

 

Wielce Szanowny Panie Profesorze!

 

Najpierw chciałem podziękować za to, że mi Pan Profesor odpowiedział – i to tak wyczerpująco i obszernie. Potem chciałem Pana przeprosić, że dopiero teraz odpisuję. Niestety, wiek mój (88 lat…) spowodował, że jestem już praktycznie niewidomym w zakresie druku czy pisania. Korzystam z dobrodziejstw pomocy. Dlatego zapoznanie się z informacjami od Pana Profesora trwało tak długo. Postanowiłem odpowiedzieć publicznie, bo temat uważam za doniosły. 

Ucieszył mnie Pan Profesor – naprawdę! – tym, że historia tajnego uniwersytetu została opracowana i jest jakby zabezpieczona przed zapomnieniem. Wiadomość, że istnieje obszerny rozdział w książce – http://www.wuw.pl/data/include/cms/monumenta-ebook/pdf/Dzieje-Uniwersytetu-Warszawskiego-1915-1945.pdf – to wspaniała wiadomość. Teraz już mogę sobie wyobrazić postępującą poprawę w zakresie popularyzacji wiedzy na podstawie tego opracowania, znacznie wykraczającą poza zasugerowaną przez Pana Profesora ciekawą audycję (http://www.polskieradio.pl/80/179/Artykul/1498039,Od-nauki-do-szpitala-UW-w-czasie-II-wojny-swiatowej).

Bo też jak dotąd – niestety, Panie Profesorze – wiedza o Tajnym Uniwersytecie jest w szerszym zakresie prawie żadna. Już pomijam, że ja sam aż dotąd nie wiedziałem kto był inicjatorem, kto organizował, kto był tajnym Rektorem. Zrobiłem sondaż – oczywiście w małym zakresie – i nazwiska uniwersyteckich wykładowców w Warszawie pod okupacją nie są dziś znane powszechnie. Nikt z zapytanych przeze mnie pracowników UW nic nie umiał mi o tym powiedzieć, nikogo wymienić.

Pisze Pan Profesor o walkach, o oddziale „Krybar”. Ależ tak: wiedza o walkach, o Powstaniu, o uczestnikach (a przede wszystkim dowódcach) jest powszechna. I dobrze. Jak jednak czytam w poleconym przez Pana Profesora artykule: „Uczeni, którzy doświadczyli represji, miewali opory przed podejmowaniem działalności dydaktycznej. Przełamanie własnego oporu było aktem odwagi.” I to tę ich odwagę, ukierunkowaną nie na walkę zbrojną, a na kształcenie młodych ludzi, chciałbym upamiętnić. Na stronie 442 polecanej przez Pana Profesora książki (http://www.wuw.pl/data/include/cms/monumenta-ebook/pdf/Dzieje-Uniwersytetu-Warszawskiego-1915-1945.pdf) są nazwiska inicjatorów Tajnego UW: Witold Cybulski, Alicja Dorabialska, Kazimierz Drewnowski, Marian Gieysztor, Roman Kuntze, Edward Loth, Józef Patkowski, Stefan Pieńkowski, Wacław Roszkowski, Józef Zawadzki. Czy choćby tę grupę inicjatywną Tajnego UW upamiętniają dzisiaj ich następcy? Ja o to właśnie zabiegam.

Bo też kamienie z napisami i tablice pamiątkowe, jak mi zreferowali proszeni przeze mnie pracownicy UW (którzy na moją prośbę dokonali „wizji” terenu) dotyczą tylko bojowników i zamordowanych pracowników UW. A przecież – szczęśliwie – nie wszyscy wykładowcy zginęli. Dlaczego nazwiska tych, którzy przeżyli, nie są upamiętnione? Dlaczego nie jest upamiętnione ich odważne dydaktyczne dzieło, za które mogła grozić i śmierć?

Myślę, że nie jest to przypadek. Jak pamiętam, władza komunistyczna nie wspominała o Państwie Podziemnym i jego agendach. Wyjątek stanowiły nielegalne komplety średniego szkolnictwa. Na przypominanie o tajnych wyższych uczelniach nie było miejsca.

Skoro jednak dokumentacja teraz już jest (co mnie niezmiernie cieszy) – to trzeba jeszcze popularyzacji. Oto więc cztery moje propozycje.

Pierwsza: między portretami Rektorów w rektoracie powinien znaleźć się portret Rektora (czy rektorów) Tajnego Uniwersytetu z czasu wojny.

Druga: na wydziałach, które mają taką tradycję, powinny powstać sale pamięci (a przynajmniej stałe gabloty, może multimedialne?) z pamiątkami i dokumentacją.

Trzecia: powinien ukazać się w wielkim nakładzie ilustrowany monograficzny album poświęcony Tajnemu Uniwersytetowi – wręczany doktorantom z dedykacjami promotorów jako prezent-pamiątka, a oczywiście jeszcze szerzej popularyzowany.

Czwarta: poza cennymi audycjami w Polskim Radiu, powinny też pojawić się liczne publikacje w środkach masowego przekazu – i przy rocznicowych okazjach, i bez takich okazji.

Ale pójdźmy w tej wizji dalej. Wyobraźmy sobie choćby uogólnione (mocno symboliczne) upamiętnienie nieznanego wykładowcy Tajnego UW, profesora czy adiunkta dojeżdżającego kilka razy w tygodniu spod okupowanego miasta. Jak czytam (w tym samym rozdziale Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016) o jednym z nich: „długie godziny w pociągu dojazdowym, piesze wędrówki ze stacyjki na Służewcu, gdy do tramwaju dostać się nie było można, ciężki plecak wyładowany książkami, wszystko to nie zachwiało jego wewnętrznej równowagi” – „z uśmiechem zjawiał się na kompletach i nigdy nie kazał na siebie czekać.” Wyobrażam sobie takie symboliczne miejsce pamięci, rzeźbę ciężkiego plecaka wyładowanego książkami, z właściwym opisem, gdzieś na dzisiejszym Uniwersytecie. Może i jako pomnik na dziedzińcu?

Panie Profesorze, niech Pan wybaczy starcowi, że może i trochę majaczy. Ale niech Pan weźmie – na moją korzyść – pod uwagę, że studiowałem na UW (wtedy medycyna była na UW) od 1947 roku. A znakomita większość moich ówczesnych nauczycieli i ich asystentów byli to ludzie Podziemnej Uczelni, Tajnego Uniwersytetu Warszawskiego, medycznej Szkoły Zaorskiego. Gdyby nie było tych inicjatyw, wręcz nie miałby kto nas wtedy uczyć… 

Raz jeszcze serdecznie dziękuję za Pana dotychczasową reakcję na moje zapytania i sugestie, a może i majaczenia.  

 

Łączę wyrazy szacunku,

prof. dr hab. medycyny i pedagogiki Andrzej Jaczewski,

emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego 

 

Ropki, czerwiec 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s