Dentystyczne autokary? Nie czekajcie na nie. Nie liczcie na władzę.

Podobno próchnicę zębów ma ponad 90% uczniów (wydaje mi się to prawdopodobne). To przykre, bo nieleczone zęby są źródłem najróżniejszych schorzeń, często już kiedyś zlikwidowanych. 

Dostęp do stomatologów wcale nie jest prosty – nawet jak ma się za to słono zapłacić. Skończyły się przeglądy i leczy się dopiero te dzieci, których twarz puchnie. Zaryzykuję hipotezę: nawet rodzice świadomi i zamożni nie chodzą z dziećmi na przeglądy stanu uzębienia. Idą do lekarza jak jest już źle, bo bardzo boli – często o wiele za późno.

I pewnie dlatego pani minister edukacji zapowiedziała, że uczniowie będą objęci opieką stomatologiczną. Jednak obawiam się, że jest to kolejne kłamstwo. Po pierwsze – bo to są ogromne koszty. Po drugie – bo nie będzie lekarzy, którzy powróciliby do pracy w szkole. Pani (skądinąd umiarkowanego intelektu) skierowana do reformy wychowania młodego pokolenia albo tego nie rozumie, albo świadomie kłamie. Coś tam plotła o autobusach, a w nich fotelach dentystycznych i lekarzach. Tak, objazdowe leczenie teoretycznie jest możliwe – ale w praktyce to wciąż ogromny koszt i nie znajdzie się przecież dość fachowego personelu.

Pozostaje mi apel. Rodzice (ci odpowiedzialni, świadomi, mający możliwości) – nie liczcie na władzę. Nie czekajcie na te dentystyczne autokary. Chodźcie regularnie z dziećmi na przeglądy stanu uzębienia. Róbcie to na własną rękę, we własnym zakresie – bo to naprawdę ważne. Powiem więcej: konieczne.

Wspomnijmy jednak piękną przeszłość. Kiedyś była powszechna i dobrze działająca szkolna stomatologia. W szkołach miejskich były przyzwoite gabinety – o dostatecznym standardzie. I byli lekarze (w moim „Lelewelu” w Warszawie nawet dwie lekarki). Wszyscy uczniowie byli poddawani okresowym przeglądom, a ci wymagający leczenia byli leczeni. Na wsiach było może nieco gorzej, ale uczniów prowadzano do  ośrodków zdrowia na przeglądy.

Opiekę stomatologiczną uczniów zlikwidowano jeszcze za PRL. Stało się to wraz z likwidacją medycyny szkolnej i jest to jedna ze zbrodni tamtego aparatu władzy. Czy dziś możliwy jest powrót do tego, co było (do czasu) w PRL? Nie. Jak się odbyło to zlikwidowanie medycyny szkolnej? Pewna „uczona” wróciła ze stypendium z Ameryki i ogłosiła wszem, że o zdrowie dziecka mają dbać rodzice. Że to błąd i demoralizacja, jak się z nich zdejmuje odpowiedzialność za  zdrowie dzieci. Władza ucieszyła się okropnie i korzystając z autorytetu „uczonej” zlikwidowała szkolnych dentystów. To była przecież spora oszczędność. Orzeczono: nie szkoła, a rodzina ma prowadzić dzieci na przeglądy stanu uzębienia. Zmarnowano wyposażenie gabinetów. No i mamy to, co mamy.

Medycyna szkolna była jedną z moich działalności, które zakończyły się fiaskiem. Tak nawiasem: zestawiłem sobie, że wszystko w moim dojrzałym życiu, czemu poświęciłem wysiłek, kończyło się klęską. Opublikuję tu taki wykaz, bo choć nie jest to przedmiotem mojej zgryzoty, to jednak przykro…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s