O Żydach, żołnierzach wyklętych, i tajnych kompletach: odpowiadam na komentarze.

Wpis o powojennych dziejach grupy „Krzysztofa” wywołał sporą reakcję. W komentarzach były pytania i uwagi. To po kolei.

1. Niestety, nie jestem pochodzenia „starozakonnego” i nie mam ani szczypty krwi żydowskiej. Ale szanuję Żydów, doceniam rolę jaką odegrali w naszej nauce, kulturze, sztuce. Holocaustu – którego elementy widziałem – nie zapomnę. Przykro mi, że my Polacy (tutejsi Żydzi też byli Polakami – innej ojczyzny wtedy nie mieli) nie zrobiliśmy wtedy wszystkiego, co było możliwe. Wiem, że za pomoc Żydom groziła śmierć, znam to zagrożenie z własnych obserwacji. Ale były i mniej ryzykowne możliwości pomagania… Trudno.

2. Żydom w Milanówku przed wojną nie wolno było (urzędowo!) mieszkać. Tak więc ten trop ocalenia Milanowian w czasie likwidacji grupy „Krzysztofa” – chybiony. Fakt, że w powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa pracował jeden inteligent-oficer Żyd (używający nazwiska Zdanowski; z moich doświadczeń wynika, że zachowywał się przyzwoicie) – jednak nie miał aż takiej władzy. Nie odnoszę wrażenia, by w tym szukać wyjaśnienia tego, że oszczędzono Milanowian. Koncepcja była taka, że aparat bezpieczeństwa miał być wyjątkowo prymitywny – np. głównym śledczym w powiecie był niejaki Kuczyński, szewc z Grodziska.

3. Janusz Zabłocki (ps. „Pionier”, „Krzysztof”) miał w tym czasie 18 lat. Miał dopiero zdawać maturę, ale rzeczywiście miał autorytet. Dziś sądzę, że rola jaką odegrał zaraz po wojnie (ale i w czasie wojny) była trudna do pozytywnej oceny. Może jeszcze do sprawy wrócę – teraz zainteresowanych ponownie odsyłam do książeczki, którą napisał. Kiedy tworzył swoją grupę, nie miał kontaktu z żadną organizacją. Wiem, bo pełniłem funkcję łącznika z instruktorem harcerskim z Błonia (nazwiskiem Topczewski), o którym „Krzysztof” sądził, że ma kontakty z Podziemiem (chyba nie miał). Grupa była całkowicie wynikiem inicjatywy „Krzysztofa” i wiem, że inni instruktorzy Szarych Szeregów nie akceptowali tej działalności. Mój drużynowy Mieczysław Trząski („Pantera”) wtedy wyjechał na Śląsk – kiedy potem się z nim spotkałem, inicjatywę tę oceniał negatywnie. Jak ją oceniał Zabłocki – nie wiem, bo nigdy z nim na ten temat nie rozmawiałem (choć gdzieś po roku 1960 mieliśmy codzienny prawie kontakt). Sam ledwo uniknął śmierci z wyroku i mógł mieć poczucie winy za ofiary, których śmierć była wynikiem jego (niestety) decyzji. Myślę, że taka świadomość mogła ciążyć. Nie dowiemy się, czy tak było – bo już nie żyje.

4. Komentator zastanawia się kim byli uczestnicy grupy. W mojej części byli to chłopcy 15-16 letni, dawni „Zawiszacy”, a w Grodzisku chyba nieco starsi rówieśnicy Zabłockiego. Myśmy wzrastali w atmosferze kultu Powstania. Pamiętam te ogniska harcerskie i śpiewanie pieśni powstańczych (w tym idiotycznej „na tygrysy mają visy”). Był ślepy, bezrefleksyjny – żeby nie powiedzieć bezmyślny – kult Powstania. Biblią nam były „Kamienie na szaniec”, których pierwsze wydanie dostaliśmy jeszcze w czasie okupacji. Skąd nasza bezrefleksyjna lektura tej – dziś uważam, że bardzo dyskusyjnej – lektury? To chyba tak już jest, że w pewnym wieku tęskni się za przygodą (moi harcerze wiele lat później mówili: „wam to było dobrze, mogliście walczyć!”)…Taka była wtedy atmosfera i mało było dorosłych, którzy by przemawiali swoim dzieciom do rozsądku, jak ojciec Józefowicza.

5. Mnie razi, denerwuje, oburza – i jak tam jeszcze – kult wątpliwej walki zbrojnej, a zupełne pomijanie wartości autentycznej, niewyobrażalnej walki cywilnej. Próbowałem upamiętnić tajne komplety w Milanówku. Przez całą wojnę funkcjonowały i chciałem, by w rocznicę dnia i godziny kiedy to Niemcy zarządzili zamknięcie szkoły – rozległa się syrena a nauczyciele przerwali lekcje. I by powiedzieli właśnie o tym, że jest to 70 rocznica i dziś już lekcji nie będzie – a w holu gimnazjum i liceum nastąpi odsłonięcie pamiątkowej tablicy. Ponieważ byłem blisko organizacji tego nauczania (znałem nauczycieli – kolegów mego ojca), to za parę tysięcy ufundowałem tablicę kamienną ze wszystkimi nazwiskami nauczycieli kompletów. Była to okazja, by nie tylko odwalić zawieszenie tablicy, ale też by zadziałać na wyobraźnię, na emocje uczniów. Proponowałem sesję popularną na ten temat, a największy (i jedyny?) badacz i znawca problematyki, prof. Walczak, zaoferował swój udział. Tablicę powieszono tak, byle była, bez obchodów. Na mój list dyrektor szkoły w ogóle nie odpisał. Cóż – o batalionach, potyczkach, Powstaniu wszyscy wiedzą bardzo dużo, a o tajnych uniwersytetach w Warszawie nic. O tak szalenie ważnej oświacie nielegalnej nie mamy nawet elementarnych informacji (zresztą władze mojego Uniwersytetu Warszawskiego nie robiły i nie robią nic, by było inaczej). Zepchnęliśmy w niepamięć opór cywilny, a historię przytłoczyliśmy „czynem zbrojnym”.

* * *

Za życzliwe komentarze dziękuję – to one mnie mobilizują wtedy, kiedy rozważam, czy opisywać wspomnienia sprzed 70 lat. Pewne sprawy „zalegają” w mojej świadomości od dziesięcioleci. Mam wątpliwości, niepokoje – a że jestem już dziś bardzo stary i moje relacje nie mogą nikomu zaszkodzić (bo pozostali uczestnicy nie żyją), to zbieram się na odwagę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s