Prawie 70 lat temu: UB żąda wydania dwóch sztandarów.

W roku 1947 zostałem hufcowym hufca żoliborskiego. Warunki naszej działalności były dość dobre – korzystne środowisko, niezła tradycja, dobra kadra. No i własny dom – willa przy ul. Pogonowskiego.

Nazwę ulicy wkrótce zmieniono na Zaułek; poprzedni bohater był legionistą, a władza ludowa w takich nie gustowała. Sprawę zmiany nazwy przyspieszył pewnie fakt, że trzy wille od nas siedzibę miał dzielnicowy Urząd Bezpieczeństwa.

W naszym hufcu były dwa sztandary. Na wszystkie uroczystości maszerowały dwa poczty sztandarowe, i istniał spór: który ważniejszy i powinien iść pierwszy?

Jeden sztandar był przedwojenny. Na Bielanach, w klasztorze ks. Marianów przed wojną, jak i w pierwszym okresie po wojnie, istniała dość prężna  drużyna. Drużynowym był ksiądz, zdaje się Henryk Honkisz. Był wspaniałym instruktorem, wychowawcą, po prostu kumplem. Nigdy nie widziałem go w sutannie.

Ich sztandar był wykonany przed wojną i był chyba haftowany przez fachowców. Był „dostojny”. Przed wojną grupa harcerzy zawiozła go w wyprawie rowerowej do Watykanu – tam poświęcił sztandar Papież – z czego byli dumni. Była to taka trochę relikwia. Normalnie wisiał na ścianie w kościele na Bielanach, a zdejmowany był tylko na różne uroczystości. Kto wie, czy na ten sztandar nie składał przyrzeczenia harcerskiego Wojciech Jaruzelski, bo przed wojną był wychowankiem internatu ks. Marianów – i był harcerzem owej WDH.

Drugi sztandar był znacznie młodszy i znacznie skromniejszy. Wyhaftowali go (o ile można to tak nazwać) Zawiszacy z Marymontu, z drużyny im. Arciszewskiego. Była w hufcu aktywna grupa pod wodzą dwóch braci Duchowskich, z których starszy Tymoteusz „Motek” był jednym z czołowych i bardzo aktywnych instruktorów. Grupę dokoła tych braci stanowili byli Zawiszacy z Marymontu: z tejże drużyny rekrutowali się byli powstańcy, a po wojnie bardzo aktywni harcerze. Oni, choć sztandar ich był artystycznie skromniutki (no, nie powiem przez szacunek, że był brzydki), bardzo go szanowali. Był to relikt okupacji i konspiracji i przez to miał swoją legendę i wartość. Sztandar tych Zawiszaków stał w rogu mojego gabinetu. Zawsze z wielką atencją wynoszony przez poczet Duchowskich i współ-Zawiszaków z okupacji, uczestniczył w różnych imprezach.

Czasy się zmieniały, naciski polityczne były coraz silniejsze. Niejaka „Druhna” Pelagia Lewińska propagowała Makarenkę jako alternatywę wobec założyciela skautingu Baden-Powella. Coraz bardziej naciskano nas, byśmy wzorowali się na ruskim pionierze; przemiany zaczęły się od chust.

Drużyny miały swoje tradycyjne chusty, których kolor był tradycją. Wprowadzono więc chusty jednolite dla hufca – by zniszczyć tę tradycję drużyn. Nam przydzielono kolor niebieski i dla zachęty chusty niebieskie rozdawano za darmo. Po niedługim czasie, kiedy tradycje drużyn już przygasły, na 1 maja 1948 roku rozdano chusty czerwone – jednolite w całej chorągwi. Był pewien opór, ale raczej psychiczny niż manifestowany. I tak powoli toczyły się przemiany. Harcerstwo w tym czasie zostało dość intensywnie doinwestowane, a hufcowych wzięto nawet na etaty (mnie też, na krótko…).

I w tym czasie, któregoś dnia zjawił się u mnie ubowiec z urzędu z sąsiedztwa, znany mi zresztą z widzenia – i przedstawił żądanie, bym wydał mu sztandary. Wiedział, że są dwa. Wyjaśniłem, że jeden wisi w kościele Kapucynów na Bielanach i musi się tam pofatygować, a drugi, wskazałem, stoi w kącie. Ubowiec zabrał się do ściągania pokrowca i okazało się, że pod pokrowcem nie ma sztandaru… a drzewce owinięte czerwoną szmatą.

Nastąpiła konsternacja. Mnie, mimo że miałem stracha, łatwo było udawać głupiego – bo naprawdę nie wiedziałem kiedy i kto dokonał tej zmiany. Ubowiec klnąc poszedł, a ja obawiałem się konsekwencji. Ale ich szczęśliwie nie było.

Nie miałem i nie mam wątpliwości, że była to akcja „Motków” Duchowskich i ich przyjaciół. Ale szczęśliwie nikt nas nie nękał, jakoś nam darowali.

Wspominam ten incydent, bo był to jawny element oporu. Owa grupa byłych Zawiszaków, w tym i ja, wkrótce pożegnaliśmy się z harcerstwem na kilka lat. Nie wiem, co stało się z tym sztandarem, niewątpliwie go gdzieś przechowali. Czy zaistniał po reaktywowaniu harcerstwa, też nie wiem. I nie wiem czy wciąż istnieje, a jeżeli tak, to gdzie.

A ten drugi, też na swój sposób relikwia, zapewne wisiał (i wisi być może?) w owym kościele. Nie słyszałem, by go stamtąd rekwirowano.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s