Czego nas uczy starość Michaliny Wisłockiej?

Ostatnio dużo jest o Michalinie Wisłockiej: wznowiona „Sztuka kochania” już w księgarniach, a lada dzień film i druga już książka – jakoś tam biograficzna. Udzielam przy tej okazji różnych wywiadów, komentarzy i ocen, bo przez naprawdę wiele lat współpracowałem i przyjaźniłem się z Michaliną. Nasz kontakt znacznie osłabł dopiero w ostatnich latach jej życia – bywałem coraz rzadziej w Warszawie, a i wtedy nie zawsze miałem czas. I mam w związku z tym (a wiem, że nie tylko ja) wyrzuty sumienia. Swoje wiem.

Otóż dla mnie, jak dla siedmiu milionów nabywców jej książek, Michalina była Nauczycielką Życia: erotycznego, satysfakcjonującego, szczęśliwego. Jednak i jej starość jest dalszą, jakby już niemą, nauką. Ta druga nauka Michaliny jest znacznie mniej radosna od nauki kochania, ale jakże ważna. Brzmi tak: „Staruszkowie! Nie śpieszcie się z przekazywaniem swojego dorobku, jaki by nie był. Niech spadkobiercy poczekają”.

Była jedną z najzamożniejszych osób z kręgu moich przyjaciół. Milionowe nakłady książki w jedenastu językach to nie byle co, więc miała i piękne mieszkanie na Starówce, i kawał ziemi nad Rawką z dwoma domami. Dużo podróżowała i jakoś nie wyobrażałem sobie, że z czasem może jej nie być stać na stałą opiekunkę, która by z nią mieszkała, i na utrzymanie ukochanego jamnika. Od pewnego momentu mówiła jednak wprost, że żyje w nędzy. To oczywiście pojęcie względne, ale na pewno chorowała leżąc samotnie w łóżku w pustym mieszkaniu i choć być może była regularnie odwiedzana, to jednak żaliła się na samotność.

Skarżyła mi się na warunki życia, więc czuję się winnym – i powiedziałem to już publicznie – że nie zrobiłem zbiórki, by zapewnić Michalinie jaki taki komfort starości. Wtedy nie przyszło mi to do głowy – i wstyd mi, i żal. Nikt mnie nie przekona, że jej skargi na niedostatek to majaki sklerotycznej bełkotnicy. Byłem i widziałem jak żyła – naprawdę bytowała w bardzo marnych warunkach.

Nie wracałbym do sprawy, ale skoro wnet pojawi się w kinach film o Wisłockiej, to ta dyskusja i tak wybuchnie. Michalina stała się jakąś ikoną, budzi zainteresowanie – dlatego nie próbujmy przemilczeć czy przekłamać ważnego fragmentu jej życia.

Zapyta ktoś: jaką była matką? Tego nie wiem. Nie mam pojęcia jaką była matką, bo nigdy na ten temat nie słyszałem od niej jednego słowa. Znałem za to wnuka i wiem, że go kochała – woziła ze sobą po świecie, a raz nawet był u mnie na obozie harcerskim. Tyle wiem o jej rodzinie i nie moja to sprawa. Może i była matką marną, jak piszą anonimowi komentatorzy w internecie, ale Michalina miała majątek, który powinien wystarczyć na dostatnią opiekę i godną starość, a także i – daj Boże każdemu – spadek dla córki. Na tym chciałbym zakończyć dyskusję, która niedługo się zacznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s