Uchodźcy z (!) Polski są naszym dziejowym zobowiązaniem.

Mam takie wspomnienie – o którym pisałem i tutaj, i w felietonie w tygodniku „Faktycznie” (mam tam stałą rubrykę). Otóż wracałem do Kraju na kilka dni przed stanem wojennym. W strefie między austriackimi a czechosłowackimi szlabanami granicznymi natknąłem się na tłum koczujących rodaków. I starcy i dzieci, głównie w „syrenkach”. Byli u kresu sił – stanowili obraz nędzy i rozpaczy. Udało się wyjechać z Polski, przekroczyć granicę – ale nie udało się dostać do Austrii. Rząd austriacki – przerażony zalewem Polaków – zaszantażował Zachód: albo pomożecie zagospodarować te tłumy Polaków – albo zamkniemy granice.

Tego upiornego widoku nie zapomnę. Gdy dziś widzę uciekinierów z Bliskiego Wschodu – przed oczami stają mi ci uchodźcy z Polski. Nie trzeba historyków z IPN (dla których i tak ważniejsze wydaje się, czy Wałęsa jako dziecko nasikał do chrzcielnicy…), by zdać sobie sprawę, że jesteśmy narodem, który emigrował masowo. W różne strony świata i z różnych powodów: niezbyt dobrowolnie w 1968 roku, za lepszym życiem do Anglii czy Niemiec teraz… Ale przede wszystkim przypomina mi się wojna: wrzesień 1939 roku i Węgrzy, ale też jakoś szczególnie (bo mało się o tym mówi) Rumuni. Zaleszczyki pamiętamy, ale fakt że sojusznik Hitlera odmówił wydania polskiego Prezydenta, a znienawidzony przez Niemców minister Józef Beck mieszkał – internowany – w pałacyku, jakoś nam umyka. Beck nigdy nie został wydany Niemcom. Całkowicie zapomnieliśmy też dwie polskie szkoły z internatem, gdzie (w tym biednym kraju!) kształciły się polskie dzieci i młodzież.

Długa mogłaby być lista krajów, narodów, społeczeństw, którym zawdzięczamy gościnność. Często było to dzielenie się miejscem w swoich ziemiankach (Kazachstan), a czasem i ostatnią kromką chleba… Ile  M I L I O N ó W  Polaków skorzystało z gościnności różnych narodów? Ilu dzięki niej przeżyło? Może ktoś pokusi się i dokona takiej analizy?

A mimo to „my” dziś – nasz rząd – oferujemy jedynie 6 tysięcy miejsc dla uchodźców spod bomb w Syrii? A minister, którego wcześniej miałem za inteligenta, sięga po nowosłów „multikulti” i opowiada, że niby naszej katolickiej – a jakże! – kulturze (tej nadzwyczajnej, swojskiej, polskiej) zagrażają inne kultury? Owe 6 tysięcy to górny pułap braku zagrożenia dla kultury i tożsamości 38-milionowego kraju? Już średniowieczna Europa była „multikulti”, a przypominać Szekspira, Gogola, Bacha, gotyk i barok trochę wstyd… Czym byłaby Polska izolowana od zagranicznych kultur, nauk, sztuk, literatur? Apelowałem już: Otwórzmy się na uchodźców. To jakby nasz dług wobec świata. A może takie otwarcie pozwoli uniknąć cywilizacyjnego zderzenia?”. Czy może nie jesteśmy nic dłużni światu i wystarczy nam Watykan? Jeśli tak, to dlaczego szukamy Ukraińców w miejsce naszych młodziaków, którzy wybrali lepsze życie i (uwaga, panie ministrze!) inną niż katolicka kulturę i obyczajowość? Dlaczego młodzi ludzie tak emigrują z kultury katolickiego miłosierdzia?

Świat się kurczy. Zanikają (mimo marzenia Kaczyńskiego i Orbana) granice. Oszustce, która wyliczyła owe 6 tysięcy jako kres możliwości, nikt już nie wierzy (za wiele publicznie obiecywała…). Nie jestem ekonomistą, kiepsko liczę, ale jeśli jest w Polsce 20 tys. parafii katolickich, to czy miłosierdzie nie nakazywałoby każdej parafii przyjąć jedną uchodźczą rodzinę? Fachowiec od „multikulti” niech się nie boi – tak rozproszeni muzułmanie nie zagrożą naszej kulturze! Zwłaszcza, że akurat do Polski wcale się nie spieszą…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s