Jak skutecznie uczyć się języków obcych? Z emerytami. Na szkołę nie liczcie.

Nie wiem jak oceniacie i zniesiecie nowego prezydenta USA. Czy to – jak niektórzy sugerują – już koniec snu o Ukrainie w Unii Europejskiej, a może w ogóle i koniec samej UE? Czy przeciwnie – Europejczycy zaczną liczyć na siebie wzajemnie i się jednak teraz bardziej zjednoczą? Pamiętajcie, że to zależy nie tylko od rządzących, ale i od naszego nastawienia. Dam przykład: moje życie zawodowe było jak na czasy „żelaznej kurtyny” mocno międzynarodowe, bo prowadziłem przez siedemnaście lat zajęcia na Uniwersytecie w Kolonii.

Niedawno chwaliłem się (z mieszanymi uczuciami) tym, że Niemcy napisali do mnie, by uroczyście uznać mój wkład w „rozwój społeczno-emocjonalny i w wartości [jakimi według ich obserwacji wówczas żyłem] tworząc związki wzajemności: między Zachodem, Wschodem, Północą i Południem, ludźmi młodymi i starymi, osobami sprawnymi i niepełnosprawnymi, ludźmi żyjącymi w potrzebie i w wygodzie” (taki jest oficjalny opis tej nagrody). Otóż przy okazji wyboru przez Amerykanów prezydenta przypomniał mi się pewien epizod z mojego życia, który nie ma nic wspólnego z samym Trumpem, ale właśnie z nastawieniem na wymianę międzynarodową, na integrację: i między krajami, i między pokoleniami. Jakoś łączy wszystkie te sprawy, które realizowałem z Niemcami – i najpierw ucząc się ich języka. 

Około pół wieku temu znajomość języków obcych była mało potrzebna, więc korzystałem ze szczególnej formy nauki: brałem konwersacje ze starszymi (naprawdę starymi) ludźmi. Tak kolejno miałem czterech nauczycieli niemieckiego – emerytów, którzy nie mieli nic wspólnego z zawodem nauczyciela. I chyba nawet nie znali gramatyki. Ale dwa razy w tygodniu odwiedzali mnie na godzinę – piliśmy kawę i przy tej kawie (wtedy początkowo była tylko zbożowa) gadaliśmy. Opowiadali po niemiecku – bo tak jakoś trafiały mi się „gaduły” – o swojej młodości, o tym co im się za młodu wydarzało. Czasem mnie mobilizowali, bym też coś (oczywiście w obcym języku) poopowiadał. I to była prawdziwa nauka języka, a nie szkolne oszustwo.

Za to uogólnienie o szkolnym oszustwie od razu przepraszam tych nielicznych nauczycieli języków obcych, którzy w szkole jednak czegoś potrafią nauczyć (i bardzo ich pozdrawiam!). Wiem jednak, co mówię: za moich szkolnych czasów jeszcze nie było aż takich oszustów, którzy potrafią uczyć w szkole przez dziesięć lat języka i w tym czasie  n i c z e g o  swoich uczniów nie nauczyć! A i ja to, że mogłem w Kolonii pracować ze studentami, zawdzięczam właśnie konwersacjom, o których tu piszę – nie szkole (i tak dalece lepszej pod tym względem niż dzisiejsza). Nie kosztowało to dużo, a było i frajdą dla starych emerytów, i znakomitą nauką dla mnie! Niektóre ich opowieści były zresztą tak ciekawe, że aż warte utrwalenia. Niektóre już tu nawet wykorzystywałem.

Pisałem niedawno o wspomnieniach: żeby je notować, by nie ginęły. Sam nasłuchałem się wspomnień od ludzi starych, łącząc to z nauką języka. Dlatego proponuję i namawiam: też stwórzcie sobie takie szczególne okoliczności. Rozejrzyjcie się dookoła wśród ludzi starych. Poszukajcie takich, którzy naprawdę znają języki (są tacy!). I wykorzystajcie ich możliwości z korzyścią i dla siebie, i dla nich. Oni się na starość nudzą, mają poczucie pustki, a parę groszy im się przyda. A Wam przyda się znajomość języka obcego. Bo nawet gdyby zaistniała nowa „żelazna kurtyna”, to będą też różne możliwości przenikania przez nią. Ale to dla tych, którzy umieją porozumiewać się nie tylko po polsku. Na dowód: dyplom, jaki mi Niemcy wypisali po niemiecku.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s