Doskonale wyobrażam sobie kraj, w którym aborcja byłaby taką rzadkością jak katastrofa kolejowa.

Na początku tego roku przepowiadałem, że wkrótce ustawa o dopuszczalności aborcji zostanie w Polsce zmieniona. I oto sprawa aborcji wywołała wielką burzę. I słusznie. Chyba tylko te tłumy kobiet mogłyby wywołać jakąś refleksję u tej „władzy”. I kto wie czy tak się właśnie teraz nie stało.

Cofnijmy się jednak o ponad sześćdziesiąt lat – do czasów stalinowskich. W roku 1952 odbywałem zajęcia medyczne w Zakładzie Medycyny Sądowej.  C o d z i e n n i e  tam spotykałem minimum jednego noworodka znalezionego na śmietniku. Stale też robiliśmy sekcje młodych kobiet zmarłych z powodu powikłań po znachorskiej aborcji. Pamiętam kawałek drewna – gałązkę, którą wyjęliśmy z macicy w trakcie sekcji zwłok. Co wtedy wyprawiały te tzw. „babki” (znachorki-skrobaczki), to w głowie się nie mieści.

Aborcja z zasady jest bowiem zabroniona w krajach o ustrojach totalitarnych. Zarówno w Niemczech hitlerowskich, jak i Związku Radzieckim i krajach satelickich był ostry zakaz aborcji (pisałem o tym tutaj). Aborcje są zakazane i brutalnie zwalczane w państwach totalitarnych, a taka była Polska w czasach stalinizmu. Po złagodzeniu prawa po 1956 roku (jeszcze przed tzw. „Październikiem”) sytuacja się diametralnie zmieniła. Zgony po aborcji już wówczas legalnej też się trafiały (w wyniku przebicia macicy i zapalenia otrzewnej), ale była to rzadkość. Natomiast wciąż jeszcze w Instytucie Matki i Dziecka – gdzie w latach 1956-1960 pracowałem – pojawiali się rodzice urodzonych już dzieci z wodogłowiem i trwała tragiczna „gra”: usiłowali porzucić dzieci na terenie szpitala i zbiec, a portierzy mieli na krok nie odchodzić i pilnować…

Dlatego jeśli mielibyśmy teraz całkiem wrócić do takiej sytuacji, jak przed rokiem 1956 – po sześćdziesięciu latach? – to już prędzej byłbym za dopuszczalnością aborcji w każdym przypadku, kiedy tego żąda matka. Można postulować, by z nią przedtem ktoś sensowny pogadał (dyplom psychologa to mało) i nakłaniał, by nie dokonywała zabiegu. By ktoś  O F I A R O W A Ł  P O M O C  I  W S P A R C I E. Ale decyzja byłaby tylko matki. Jej ciało – jej wola.

Jedną z cech państw demokratycznych jest liberalny stosunek do aborcji – co nie oznacza entuzjastycznego ich pochwalania. W krajach o ustrojach demokratycznych aborcja jest jednak z zasady dopuszczalna.

To teraz deklaracja (pewnie dla niektórych sensacyjna – choć już to pisałem): otóż jestem  p r z e c i w aborcji! Aborcja – poza decyzją lekarzy o ciężkim uszkodzeniu płodu – jest wynikiem albo braku odpowiedzialności, albo braku wiedzy, albo braku możliwości zdobycia środków antykoncepcyjnych. Dlatego szkoda, że podziemie aborcyjne jest niedostępne badaniom naukowym. Gdybyśmy więcej wiedzieli o kobietach, które dokonują aborcji, łatwiej byłoby opracować skuteczną profilaktykę (inna rzecz, że ta władza – oby przejściowa – i tak nie ulegałaby sugestiom profilaktycznym).

O zajściu w ciążę bez udziału kobiety w całej historii ludzkości słyszałem tylko raz (i ciąża ta była raczej nieoczekiwana niż niechciana). Współcześnie niechciane ciąże są wynikiem zaniechań osobistych lub systemu wychowania. Dlatego doskonale wyobrażam sobie kraj, w którym aborcja byłaby taką rzadkością jak katastrofa kolejowa.

Czego byłoby trzeba, żeby nie trzeba było dokonywać aborcji? Potrzebne są naprawdę konsekwentne i szerokie działania (przede wszystkim w szkołach, ale nie tylko).

Po pierwsze: trzeba dobrej edukacji, i to już w gimnazjum. Edukacji – a nie oszustwa. W znanej mi okolicy było w jednym roku siedem ciąż uczennic. Z prof. Izdebskim napisaliśmy taką małą książeczkę „Tajemnice inicjacji seksualnej”. Firma farmaceutyczna wydała  m i l i o n  tych tzw. „niebieskich książeczek” i rozdawała je bezpłatnie. Rozprowadzałem wówczas w okolicy bezpłatnie setki tych „dzieł”: leżały w aptece i na poczcie – rozdawałem wszelkimi sposobami. I przez kilka lat na tym samym terenie nie było ciąż uczennic. Oczywiście nie twierdzę (bo nie mam dowodu), że taka poprawa sytuacji nastąpiła dzięki naszej broszurce.

Po drugie: trzeba bardzo tanio udostępnić prezerwatywy. Powinny być w automatach (a może i w bankomatach, skoro tyle ich jest?).

Po trzecie wreszcie: kiedy młodzi ludzie pytają, trzeba z nimi mówić otwarcie. Bez obsesji i bełkotu.

Natomiast w kraju prymitywnym, półdzikim, przy zakłamanej edukacji i terrorze (także Kościoła) aborcje będą się odbywały. Kościół niech oczywiście naucza po swojemu – niech straszy piekłem i nie daje rozgrzeszenia – ale jedynie swoich wyznawców. Z dala od całego (coraz bardziej przecież ateistycznego) społeczeństwa i z dala od ustawodawstwa. Bo – jak już pisałem – kiedy ktoś jest dość zamożny i zaradny, to aborcję zawsze sobie zorganizuje. Restrykcje uderzają przede wszystkim w osoby niezamożne i niezaradne.

Pół roku temu napisałem też, że przede wszystkim jestem twardo za wolnością obywateli – i przeciwko pięciu sprawom. Ten tekst, właśnie o aborcji, był udostępniony na Facebooku ponad 2,5 tys. razy. I dziś też go polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s