Seks „7 razy dziennie czy 7 razy w życiu?” raz jeszcze.

Pisałem już o tej historii pod hasłem „7 razy dziennie czy 7 razy w życiu?”. Ale chcę nieco przemyśleń do niej dodać. Dla przypomnienia: miałem zaprzyjaźnioną starszą (mocno już…) panią, z którą ćwiczyłem konwersację w niemieckim. No to przy kawie rozmawiało się o tym i owym. Ona wiedziała oczywiście, że jestem lekarzem zajmującym się m.in. seksuologią i skarżyła się na swój los. Miała trzech mężów, była teraz wdową i bardzo chciała mieć kolejnego partnera. Nawiązała kontakt z sąsiadem, też „słusznego” wieku, i opowiadała mi jak rozwija się znajomość. Niepokoiła się, że ów pan jakoś nie dąży do zbliżeń, ale cierpliwie czekała. Jako że o czymś musieliśmy rozmawiać, byłem dość szczegółowo informowany o rozwoju sytuacji. A właściwie o niepokoju, bo rozwoju kontaktu nie było. Starszy pan chętnie grabił jej liście w ogrodzie, dokonywał drobnych usług – ale do pieszczot kompletnie się nie kwapił. Znudziła ją ta sytuacja i, mówiąc wprost, zaczęła się do niego – jak się to mówi – dobierać. I poniosła klęskę, bo sąsiad zrejterował i przestał w ogóle do niej przychodzić.

Bardzo ją to zabolało i zapytała mnie, co też może taka sytuacja oznaczać. Wyjaśniłem, że pewnie po prostu jest stary i już impotent, więc trzeba mu dać spokój. Na następnym spotkaniu zapytała, czy jako lekarz nie mógłbym dać jej jakiegoś środka, lekarstwa, by jednak doszło do jej wymarzonego romansu. Odpowiedziałem, że nie znam takich środków i że na wszystko jest właściwy czas, a seks na starość jest raczej rzadkością. Bardzo się zmartwiła i na następnym spotkaniu wykazywała depresję, przygnębienie. Zapytała wprost: czy ja sugeruję, że jej seks się już skończył i że nie ma szansy na kolejny romans? I wtedy powiedziała coś bardzo ważnego – co zapamiętałem mimo że to już przeszło pół wieku. Powiedziała: „Panie Andrzeju! To po co żyć? Jak bez seksu, to życie nie ma sensu. Jeżeli ja już nie mam szansy na seks, jeżeli rzeczywiście to już koniec – to ja nie mam po co żyć. Życie bez seksu jest dla mnie nie do akceptacji i nie do wytrzymania. Po co żyć?”. Pocieszałem jak umiałem, ale nie o to w tej relacji chodzi. Chodzi mi o pewną mentalność, sytuację, postawę.

I wtedy zdarzyło się coś ciekawego.

W tym samym czasie współpracowałem z pewną bardzo już starszawą nauczycielką – wybitnie kulturalną, inteligentną i mądrą kobietą. Bardzo ją szanowałem i chętnie z nią rozmawiałem. I pewnego dnia mi powiedziała: „Panie Andrzeju! A wie pan, jak pięknym staje się życie, kiedy kończą się te cholerne hormony? Kiedy człowiekowi odechciewa się seksu? Ile spokoju, ile czasu i sił na piękne zainteresowania, na doznania, których przedtem się nie dostrzegało! Coś pięknego! Życie tak naprawdę, to mądre i sensowne, zaczyna się jak kończą się hormony. Jak kończy się seks, to człowiek tak się uspakaja, że ma czas na prawdziwe mądre życie, zainteresowania, ciekawość świata. Ma taki wspaniały spokój, którego te cholerne hormony nie dawały. Jak kończy się seks – zaczyna się prawdziwe piękno życia”.

Wspominam często te dwie staruszki i ich – jakże inną, wręcz biegunowo, krańcowo inną – ocenę seksu i erotyki.

Wbrew temu, co mogło wynikać z mojego poprzedniego wspomnienia na ten temat, uznaję obie te wizje seksualności człowieka za różną mądrość dwóch tak różnych staruszek. To one nauczyły mnie tego, co już towarzyszy mi przez całe dalsze życie: że bywa krańcowo różnie, że niczemu nie trzeba się dziwić, że niczego nie należy wartościować. Dwie tak różne kobiety wiele mnie nauczyły. Pamiętam dobrze obie – i obie wspominam jako mędrców.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s