Reprywatyzacja Warszawy? A może rekompensaty na Ziemiach Zachodnich?

Dyskutowaliśmy tu niedawno o odbudowie Warszawy. Teraz podyskutujmy o reprywatyzacji. Dawno zmarły przyjaciel mawiał: „Przez nasz Kraj przetoczył się potworny walec. Tego co było – nie odtworzymy. To jest zjawisko ostateczne”. Dlatego reprywatyzacja w Warszawie budziła zawsze moje wątpliwości. Nawet więcej – mój wewnętrzny sprzeciw.

Jestem jednym z pewnie już niewielu, który pamięta dobrze Warszawę w roku 1945. Gdy się stanęło nad wąwozem jaki pozostał z ulicy Wolskiej – widać było pustynię gruzu i tory kolejowe w okolicy Dworca Gdańskiego. I myśmy odbudowywali – słowo daję, własnymi rękami – to Miasto. Tworzyliśmy sznury robocze i podawaliśmy sobie z ręki do ręki cegłę, gruz, kamienie. Tak uprzątaliśmy zgliszcza pod budowę.

Mówiąc o „dekrecie Bieruta” niepotrzebnie robi się zbrodniarzowi reklamę. Jego dekret był jedyną możliwością, bo inaczej miasto by nie odżyło. A jeśli – to nieprędko i jako jakiś potworek. Odbudowę miasta uważam za jedno z największych osiągnięć naszego Narodu. O materiały nie było przecież ani łatwo, ani tanio (choć robotnikom oczywiście płacono grosze). Każdy odbudowany dom cieszył. Chodziło się oglądać jak do muzeum.

Miasto powstało na nowym planie. To musiała być akcja państwowa, społeczna. Przed wojną wielki prezydent miasta (komisaryczny…) Starzyński napotykał niepokonane trudności z tworzeniem nowych arterii. Boże, jak trudno się jechało ze Śródmieścia na Żoliborz… Nikt by nie uwierzył. Tamtego miasta odtworzyć by już nie można było. I tak się stało: po tej tragedii, katastrofie – miasto jest inne, nieporównywalne.

Reprywatyzacja od początku budziła wewnętrzny sprzeciw z kilku powodów. Po pierwsze – inne były plany miasta. Dawne posesje w większości nie istniały. Odbudowaliśmy kamienice, zbudowaliśmy bloki. Konserwowaliśmy i użytkowaliśmy je, a teraz po latach przychodzi ktoś inny i mówi: to moje – oddajcie. Jego była działka, ale dom odbudowaliśmy my. A on teraz odbiera dom. Często go sprzedaje, usuwając użytkowników, którzy latami utrzymywali obiekt: konserwowali, odnawiali. Jak to jest, że teraz ten szczęściarz, którego działka nie poszła np. pod ulicę czy plac – odbiera ją z odbudowanym domem? Tych, którzy odzyskali, było wtedy mało. Ale już wśród nich, tych pierwszych „odzyskujących” bywali i oszuści. Tak czuliśmy i to się potwierdziło.

Twierdzę, że słusznie upaństwowiono – uspołeczniono – grunty Miasta.

Czy była to krzywda? Wszyscy wtedy ponieśliśmy krzywdy, straty.

Czy można było po wojnie oddawać grunty, domy? N I E. Sprawiedliwie tego dokonać nie było można. Wiadomo było, że reprywatyzacja w Warszawie była niemożliwa. Groziły szwindle, kanty, złodziejstwa.

Czy należało dać rekompensaty? Skoro uzyskaliśmy Ziemie Zachodnie, to może tam należało je dawać. Nie wiem.

Kto odpowiada za przeciągnięcie tego do dziś? Za to, że od razu nie uregulowano sprawy, odpowiadają kolejne ekipy rządzące. Wszystkie.

Jak to rozwiązać? Nie wyobrażam sobie teraz uczciwej sprawiedliwej regulacji prawnej dającej rekompensaty. To jeden ze skutków strasznej wojny, której rocznicę wybuchu właśnie obchodzimy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s