Rozdajmy nauczycielom najlepsze smartfony i laptopy. Niech to oni uczą uczniów obsługi, a nie uczą się obsługi od uczniów.

Mój niepokój o istnienie gimnazjów nieco uspokoił redaktor Żakowski. Pisze, że skoro w obronie małych dzieci wielką i skuteczną działalność rozwinęli Elbanowscy – to wsparci milionami przez ministerstwo skutecznie zadziałają i w sytuacji, kiedy pojawia się nowe zagrożenie małych dzieci: włączenie do ich szkół gimnazjalistów.

Nauczyciel gimnazjum – zawód to czy czynność uboczna? Hasło to brzmi nieco przewrotnie – i nie należy go rozumieć dosłownie. Wiem, że na studiach uniwersyteckich obok kierunku zasadniczego są zajęcia przygotowujące do pracy nauczycielskiej. Sam wiele lat miałem takie zajęcia z higieny szkolnej (było kiedyś coś takiego). Wiem, że są różne kursy dokształcające i tak wprost po ukończeniu studiów nauczycielem się nie zostaje. Mnie chodzi o to, że – zwłaszcza teraz i zwłaszcza w gimnazjum – to stanowczo za mało. Współczesna cywilizacja ukształtowała nam bowiem biologiczne warunki, w których nastąpiła akceleracja rozwoju i rozszczepienie procesu dojrzewania. Wiek gimnazjalny to szczególnie trudny wiek. Są nauczyciele przez gimnazjalistów lubiani, szanowani – i są też tacy, którzy nienawidzą swego zawodu, a uczniowie nienawidzą ich.

Głoszę pogląd, że  N A U C Z Y C I E L  to zawód piękny i niezwykle ważny społecznie. Ale trudny. Ten zawód zawsze był trudny, skoro było przysłowie-przekleństwo „obyś cudze dzieci uczył!”. Twierdzę z całym przekonaniem, że przygotowanie nauczycieli do pracy w szkole – zwłaszcza do pracy z młodymi ludźmi w wieku gimnazjalnym – jest strukturalnie niedostateczne.

Gdyby tak szczerze popytać – ilu nauczycieli pełni ten zawód z wyboru i upodobania? A ilu z konieczności i „niefartu” życiowego? Ilu kandydatów na studia inne niż pedagogika czy kolegia nauczycielskie zamierza być nauczycielami? Jaki procent młodych ludzi rozpoczynających studia ma taki właśnie plan życiowy: być „przedmiotowcem”?

Być nauczycielem to sprawa nieprosta i nie wystarczy uboczne studium na uczelni czy nawet najróżniejsze kursy, studia, douczania. Do pracy w szkole potrzebne jest rzetelne przygotowanie. Dlatego postuluję specjalistyczne studia nauczycielskie. Pisaliśmy o tym w wydanej przed rokiem pracy, którą można przeczytać w całości w Internecie: Jaczewski Andrzej, Toczyski Piotr (2015). Od rozumienia ciała i psychiki do mediów i nowoczesnej techniki – o przemianach kompetencji współczesnych wychowawców szkolnych i akademickich [w:] M. Kamińska (red.) Wybrane problemy nauczania i wychowania. Z doświadczeń okresu transformacji. Płock: Oficyna Wydawnicza SWPW. Tu ją częściowo streszczam (bo długa), a częściowo rozwijam o kilka nowych wątków.

W ideale podstawowe studia nauczycielskie powinny trwać minimum trzy lata. Po tych pierwszych latach student powinien dokonać wyboru – czego chce uczyć? Następnie przez czwarty a może i piąty rok powinny odbywać się studia przedmiotowe. Ten etap mógłby obejmować dwa przedmioty: równorzędne kierunki równoległe. Na przykład: POLONISTYKĘ i HISTORIĘ. MATEMATYKĘ i FIZYKĘ. BIOLOGIĘ i CHEMIĘ.

A pierwsze trzy lata? Studia nauczycielskie powinny w pierwszym rzędzie nauczać biologii człowieka, a zwłaszcza auksologii. Na studiach pedagogicznych jest (zdaje się zanikający) przedmiot „Biologiczne i medyczne podstawy rozwoju i wychowania”. Kto chce wiedzieć, co powinien obejmować ten przedmiot, niech sięgnie do akademickiego podręcznika – który pod moją redakcją przed laty zaistniał. Drugim bardzo ważnym przedmiotem byłoby wychowanie zdrowotne – z profilaktyką i higieną żywienia i zdrowego (o ile to możliwe…) funkcjonowania w naszej rzeczywistości. W tym oczywiście – ratownictwo. Dla nauczyciela niezwykle ważna jest wiedza o patologiach społecznych, więc studium psychologiczne z podstawami psychiatrii powinno kandydata na nauczyciela dostatecznie przygotowywać do rozumienia alkoholizmu, narkomanii, patologii społecznych. Tak przygotowany student podjąłby studia nad seksuologią – zwłaszcza rozwojową – antykoncepcją i metodami edukacji seksualnej. To powinny być poważne i obszerne studia. Kolejnym przedmiotem powinna być pedagogika z historią wychowania i nauczania. W tych ramach także powinna znaleźć się obszerna wiedza w zakresie dydaktyki. Mało kto może wie – ale dydaktyka poczyniła ogromny postęp i jest obszerną wiedzą. Powinna wreszcie znaleźć dostateczne miejsce w studiach nauczycielskich. Miejsce na wiedzę o dysleksji – z wszelkimi jej odmianami jak zwłaszcza dyskalkulia, co jest już moim osobistym hobby – jest właśnie tutaj.

Rozwój naszej cywilizacji przyniósł ze sobą informatykę. Ja osobiście jestem już biernym obserwatorem – ale obserwując możliwości współczesnych informatyków pamiętam jak przed trzydziestu zaledwie laty dostałem od kolegi-profesora w Kolonii pierwszy komputer dla moich harcerzy. Zwał się „Commodore 64”… Informatyka to coś niezwykle ważnego. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której przeciętny nastolatek swobodnie operuje współczesnymi możliwościami, o których pojęcia nie ma nauczyciel, rodzice i inni dorośli. Nauczyciele powinni być objęci ustawicznym kształceniem informatycznym. Przynajmniej nauczyciele gimnazjów – o czym piszemy w przywołanym powyżej artykule – powinni być bezpłatnie wyposażani w najnowszej generacji sprzęt informatyczny. Tak, by „wyprzedzali” wiedzę i wyposażenie uczniów w tym zakresie. Nie tylko ułatwiłoby to niełatwą pracę nauczyciela jako przedmiotowca, ale też znakomicie podniosłoby to autorytet nauczycieli!

Wszystko, co wyżej wyszczególniłem jest ważne. Zasadnicze i absolutnie konieczne jest w odniesieniu do obecnego gimnazjum i kształcenia ludzi w wieku gimnazjalnym. Jest uniwersytecki kierunek „pedagogika wczesnoszkolna”, więc mogłaby być i „pedagogika gimnazjalna” (i trudniejsze to, i ważniejsze!). Powinny powstać instytuty naukowo-badawcze zajmujące się problematyką tego etapu rozwoju.

Niestety – to jeszcze nie wszystko. Jest jeszcze jedna niezwykła sprawa: osobowość. Tego się nie nauczymy. Ideałem dla mnie jako (byłego już) działacza harcerskiego byli właśnie instruktorzy harcerscy. Tu zdradzę tajemnicę ich sukcesu: drużynowy pracował z harcerzami, których akceptował i pewnie lubił, a harcerze też należeli do drużyny prowadzonej przez akceptowanego instruktora. Tego luksusu nie ma nauczyciel – ma grupę przydzieloną i nawet gdy jakiś uczeń nienawidzi swego „wychowawcy” (w gimnazjum to chyba nie rzadkość?), są na siebie urzędowo skazani.

Dlatego trzeba by wykrywać, wyszukiwać ludzi o dyspozycji osobowościowej. Tylko jak ich nakłonić, by chcieli być akurat nauczycielami?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s