Jakie skutki może mieć brak przytulania niemowląt dla naszego życia społecznego?

Szykowałem wystąpienie na konferencję o miłości. Główne tezy są takie, że kobieta naszej cywilizacji postanowiła iść do pracy, ale wychowywanie instytucjonalne, nawet najlepsze, nie zastąpi matki. Wyrośnie cywilizacja ludzi emocjonalnie zimnych, egoistycznych i pewnie agresywnych. To zagrożenie gorsze niż ocieplenie klimatu. Konferencja została przełożona, więc na razie tekst poddaję pod dyskusję poniżej.

Slogan „miłość niejedno ma imię” mówi tyle, że różni ludzie określać będą pojęcie miłości na różne sposoby. Będzie to zależne choćby od ich wykształcenia czy statusu zawodowego. Chcąc opisać genezę miłości i groźbę jej braku, spróbujmy połączyć tak odległe spojrzenia na człowieka jak te wywodzące się z pediatrii i seksuologii, z tymi próbującymi objąć szersze całości społeczne. Sprawa dotyczy bowiem pojedynczego człowieka, ale przecież i tego jakim zbiór pojedynczych ludzi staje się społeczeństwem.

Ludzkie zachowanie w znacznym stopniu determinują dwie potrzeby: potrzeba więzi (Kontakttrieb) oraz popęd płciowy przejawiający się w napięciu seksualnym i dążeniu do jego rozładowania (Detumescenztrieb). Ideałem jest, gdy obie te komponenty są jakoś proporcjonalnie wyrażone, a obiektem ich zaspokajania jest ta sama osoba. Skupiając się na więzi między partnerami seksualnymi i ich potomstwem zauważmy, że więź może dotyczyć nie tylko człowieka, ale też idei, społeczeństwa, narodu, a nawet jakichś hobby.

Przejawy wykształconej więzi zna każdy z nas. Ciekawie opisywał to Lorenz i etolodzy. Owa więź opisywana wśród ptaków była cechą wrodzoną i niezwykle silną. Jak opisywali klasycy etologii, mogła dotyczyć także przedmiotu, np. piłki futbolowej. Przed laty nieznane były struktury biologiczne odpowiedzialne za rozwój więzi, ale było jasne, że jest to zjawisko na pewno uwarunkowane biologicznie i że tylko kwestią czasu jest odkrycie i opisanie struktur w obrębie mózgowia czy hormonów odpowiedzialnych za więź. Dziś zainteresowanych można już odesłać po szczegóły do neurobiologów.

Potrzeba więzi u człowieka nie wydaje się być cechą wrodzoną. To prawda, że niektórzy położnicy i neonatolodzy zalecają zaraz po porodzie układanie noworodka nagą skórą na piersi matki. Trudno sugerować, czy takie zachowanie ma wpływ na przyszłość, na powstanie i rozwój potrzeby więzi. Wiele obserwacji wskazuje, że po cierpieniach porodu niektóre matki nie wykazują pozytywnych emocji i nie są to chyba przypadki wyjątkowo rzadkie, skoro prawodawca łagodniej traktuje morderstwo potomka bezpośrednio po porodzie. Już ponad pół wieku temu personel kliniki wcześniaków uderzało zanikanie przejawów zainteresowania matki dzieckiem, jeżeli jego pobyt w cieplarce (a więc izolacja) trwał zbyt długo. Można było odnieść wrażenie, że jeżeli matka nie ma kontaktu fizycznego z noworodkiem, to nie wytwarza się u niej więź emocjonalna (jednak nikt nie badał zjawiska – komentowano pojedyncze przypadki).

Można więc przyjąć uproszczony model, według którego po urodzeniu się dziecka matka uczy się więzi. Zapominając o cierpieniach porodowych, zaczyna coraz silniej odczuwać więź. Nieco poetycko powiedzielibyśmy, że matka uczy się kochać dziecko. Intensywny kontakt z pewnością ma ogromne znaczenie. Niektóre matki karmiąc doznają satysfakcji, której nie śmiałyby nazwać seksualną – znany jest fakt ścisłego związku rejonu ust z odczuwaniem seksualnym i znane są relacje matek przeżywających orgazm w czasie karmienia piersią. Natura wyposażyła więc relację matki z dzieckiem w mechanizmy wywoływania czy wzmacniania więzi. Na tym wczesnym etapie kontaktu niektórzy położnicy (jak m.in. Michalina Wisłocka ) zalecali obnażanie dziecka i okolic piersi matki, tak by w czasie karmienia następował wzajemny dotyk nagiej skóry matki i dziecka. Związaną z nim pieszczotę uznawali za niezwykle ważną.

A co czuje noworodek? Najpierw znosi bardzo wiele przeżywając szok porodowy – gwałtowną zmianę środowiska, na którą składa się choćby różnica temperatury otoczenia. Jest jednak niezwykle intensywnie przygotowany na ową zmianę środowiska i nie widać, by było to dla niego jakimś straszliwym przeżyciem. Noworodek, jak i potem niemowlę, jednego nie znosi bez protestu: głodu. Ma znikome zapasy substancji odżywczych i wyjątkowo duże zapotrzebowanie na substancje energetyczne i materiały budowlane (w rok ma potroić swój ciężar urodzeniowy). Do tej pory spoczywał jakby w cieplarce i nie musiał we własnym zakresie dbać o stałą ciepłotę ciała. Zjawisko dużych wahań poziomu cukru we krwi i mniej lub bardziej nasilonej hipoglikemii co parę godzin wywołuje dyskomfort – a wówczas pojawia się matka z pokarmem. Taka „huśtawka” powtarza się co trzy godziny. Dla obserwatora widoczne jest zwłaszcza zjawisko gwałtownego niepokoju, wrzasku, agresji ruchowej i zaspokojenia tej gwałtownej potrzeby.

Ale dla dziecka wiąże się to również z tym, że matka pachnie, mówi, przytula i pieści. Następuje kojarzenie z dotykiem głosu matki, jej zapachu, niebagatelnego przecież zaspokajania głodu, komfortu temperatury otoczenia i w wyniku częstego przewijania także czystości.

Neonatolog powie, że noworodek jest w fazie przełomu hormonalnego: wyposażony przez matkę przed porodem m.in. w hormony płciowe, ma duże jak na swój rozmiar ciała genitalia, zdarzają się wzwody czy wydzielanie śluzu z pochwy i ślady krwawienia, a już prawie zawsze ginekomastia. Seksuolog dostrzeże w karmieniu i odczuwanie dotyku ust, przyszłej okolicy silnie erogennej – co może mieć dodatkowe znaczenie. Czy to wszystko nie stanowi podatnego gruntu do powstania elementów więzi emocjonalnej? Mamy chyba prawo powiedzieć, że okres noworodkowy to okres szczególnej podatności na kształtowanie się więzi emocjonalnej matki i dziecka.

Dalej element głodu i „huśtawki” glikemicznej traci na znaczeniu, a pogłębia się wszystko to, co było zalążkiem więzi: potrzeba bliskości, potrzeba pieszczoty, a pewnie przede wszystkim (bo jak to zbadać?) potrzeba bezpieczeństwa. Dziecko przywiązuje się do matki i oczekuje objawów troski, więzi emocjonalnej matki z nim. Pieszczenie, czyli jak najbardziej rozległy dotyk nagiej skóry staje się oczekiwaną, a niekiedy wymuszaną potrzebą. Niemowlę odczuwa wyraźną satysfakcję, a znakomita większość matek w pieszczotach tych ochoczo uczestniczy. Wydaje się, że im dziecko jest starsze, tym bardziej elementy fizjologiczne tracą na znaczeniu wobec poczucia bliskości, pieszczoty i w miarę rozwoju – poczucia bezpieczeństwa.

To wszystko matka zapewnia wtedy, gdy wychowuje dziecko osobiście. Rolę analogiczną do matki biologicznej może z powodzeniem odgrywać osoba jakby „zastępcza” – babcia czy jakakolwiek kobieta która przejmuje na siebie rolę matki. Kiedyś w zamożnych domach była też instytucja piastunki, niańki czy bony.

We współczesnej cywilizacji pieszczoty nabierają często dwuznacznego charakteru i zdarzają się rodziny hołdujące „zimnej metodzie wychowania”. Podkreślmy więc, że pieszczoty – a więc jak najrozleglejszy bezpośredni kontakt skóry – są niezbędne do dobrego samopoczucia dziecka i do wykształcenia oraz potem rozwoju potrzeby więzi. Czyli mówiąc wprost: dla wykształcenia zdolności do kochania potrzebny jest dziecku dotyk, a nie tylko karmienie.

Przychodzi wiek, kiedy pieszczoty nie są już konieczne a nawet nie są pożądane. Z wiekiem dziecko coraz bardziej „odpępnia” się psychicznie od matki i wyrusza w coraz odleglejszy świat. Ma jednak wciąż potrzebę pewności, że w każdej chwili może do matki wrócić i się przytulić.

W okresie dojrzewania następuje pierwszy wiraż obiektu więzi: w miejsce matki pojawia się rówieśnik, z reguły płci własnej. Ale nawet wtedy, kiedy dziecko ma ukochaną przyjaciółkę czy fascynującego przyjaciela – w zachowaniu dziecka możemy obserwować jakby nawroty do matki jako obiektu pieszczot. Wiek, w jakim wiraż ten następuje, jest różny (wszystko okresie dojrzewania traci walor chronologiczny) i nawet u nastolatków – jeżeli tylko matka reaguje pozytywnie – możemy stwierdzać chęć przytulania.

Jako istotny element rozwoju potrzeby i umiejętności więzi opisujemy dotyk. Tylko jest jedno bardzo zasadnicze zastrzeżenie : tylko taka pieszczota daje satysfakcję i spełnia swoją role , w którym to układzie partnerskim dziecko czuje, wie że pieszczota sprawia obu uczestnikom satysfakcję. Dziecko musi czuć się kochanym , i wiedzieć że osoba pieszcząca ma w tym także przyjemność ,że do tego dąży , że chętnie realizuje potrzebę dziecka.

A co z ojcem? Jaka jest jego rola? Czy on nie ma uczestniczyć w kształtowaniu potrzeby więzi? Czy jest tak, że skoro przyroda wyposażyła w możliwość karmienia piersią kobietę, to konsekwencją tego jest również zasadnicza rola matki w budowaniu potrzeby więzi i potrzeby bezpieczeństwa? Nie wykluczając możliwości zaangażowania ojca, trzeba zauważyć, że pielęgnacja niemowlęcia i pieszczenie dziecka przez ojca jest w naszej obyczajowości raczej rzadkie.

Potrzebę pieszczot jako element więzi obserwujemy także w okresie dojrzewania. Nie wyklucza jej homofilna faza rozwoju. Dziewczęta pieszczą się namiętnie i często, a pieszczoty te nie mają chyba charakteru seksualnego czy erotycznego. W gorszej sytuacji są zazwyczaj chłopcy. Do okresu fazy heteroseksualnej okazywanie czułości i pieszczoty wśród chłopców należą do rzadkości i nie są akceptowane, a w gronie rówieśników mają dwuznaczne, negatywne konotacje.

Trzeba z całą mocą podkreślić, że zarówno dziewczęta jak i chłopcy powinni mieć komfort dotyku do kiedy tylko chcą i musi to być dotyk czuły, nie może mieć charakteru mechanicznego. Młodzi muszą czuć, że będące u podłoża dotyku uczucia do rodziców są odwzajemnione. Muszą czuć, że pieszczenie sprawia przyjemność nie tylko im, ale i osobie pieszczącej.

Sygnalizowanie, że pieszczoty są istotną potrzebą w każdym wieku i powinny dla prawidłowego rozwoju emocjonalnego być i uprawiane i akceptowane, to trudny i może nawet niebezpieczny problem. Dotyka sprawy, którą obecnie nagminnie wiąże się ze zjawiskiem pedofilii. Jeżeli tylko dotyk jest inicjatywą dziecka czy nastolatka i jeżeli przy tym nie dochodzi do kontaktów stricte seksualnych (petting, masturbacja), to takie pieszczoty powinny być akceptowane. Obecnie w naszej cywilizacji doszło do źle pojętej „ochrony dzieci”. Trzeba je chronić wtedy, kiedy im coś zagraża, a nie wtedy, gdy podejrzliwość i obsesja dorosłego tak sobie wyobrażą (nieuzasadnione „zalecenia” dla wychowawców i nauczycieli przytoczone są w całości w książce „Seksualność dzieci i młodzieży”).

Jak pogodzić sugestię matczynej opieki i pieszczot z pracą zawodową matki? Niektóre zawody i czynności zawodowe można wykonywać w domu, całkiem lub w znacznej części. Może sobie na to pozwolić tłumaczka literatury, redaktorka czy uczona pracująca teoretycznie, o ile nie zajmuje się głównie dydaktyką. Ale na przykład lekarka? Gdyby wzięła urlop na trzy lata (a mając dwoje dzieci już na pięć lat), to musiałaby uczyć się zawodu na nowo. To dotyczy wszystkich dziedzin, w których dokonuje się szybki postęp. Jak pogodzić aspiracje zawodowe z rolą „pieszczącej matki”? To jest dylemat, który można scharakteryzować krótko: kobiety postanowiły wyjść z domu do pracy, ale wychodząc z domu nie ustaliły co ma być z dziećmi.

Współczesna kobieta ma ambicje zawodowe: nie po to studiuje i zdobywa zawód, by siedzieć w domu i wychowywać dzieci. Powiedzmy nieco przewrotnie: kobieta postanowiła wyjść z domu i zająć się pracą zawodową, tylko wychodząc z domu nie ustaliła  C O  M A  B Y Ć  Z  D Z I E C K I E M. Państwo podpowiada: zbudujemy żłobki! Przypuszczalnie żłobek nie jest w stanie zapewnić dziecku emocjonalnego komfortu. Wychowanie w żłobku wpływa niekorzystnie na rozwój psychoruchowy (to pół biedy), ale i zwłaszcza na emocjonalny. Nie znamy żadnych w tym zakresie badań. Byłyby one – o ile mają być miarodajne – niezwykle trudne. Musiałyby polegać na ocenie życia rodzinnego byłych wychowanków żłobków. Trzeba by znaleźć dostateczną próbę osób w wieku co najmniej już 50 lat, które były wychowywane w żłobku. Następnie trzeba by dokonać analizy ich własnego, dorosłego życia rodzinnego – i porównać z grupą kontrolną osób wychowywanych w domu rodzinnym. Dopiero różnica (lub jej brak) odpowiedziałaby nam na pytanie zasadnicze: czy wychowanie w żłobku jest dla rozwoju potrzeby więzi i umiejętności w tym zakresie obojętne czy też nie. Nie trzeba jednak podstaw empirycznych, by wyrażać niepokój tym, jakie mogą być (i jakie bywają) konsekwencje braku potrzeby więzi dla rodziny, dla społeczeństwa i solidarności społecznej, dla patriotyzmu a może i dla kryminalistyki.

Czy przestępcy agresywni i w ogóle ludzie agresywni, wrodzy (a jest ich, wydaje się, coraz więcej) to nie są ci, którzy (upraszczając) w niemowlęctwie nie zaznali pieszczot i nie powstała u nich potrzeba więzi, zdolność do empatii, współczucia, a obok nich nieumiejętność trwałej miłości? Nie słyszałem, by ktoś robił badania w więzieniach i sprawdzał, czy ludzie agresywni byli wychowywani przez matki czy w żłobkach, czy matki w okresie niemowlęctwa pracowały i czy miały czas i głowę, by dziecko przytulać? Tę hipotezę opartą tylko na intuicji warto byłoby włączyć do badań, jakich dużo się dziś prowadzi.

Pisałem już kiedyś i na koniec powtórzę, że „rozwój emocjonalny to także wrażliwość na ludzkie losy – umiejętność współczucia, solidarności, lojalności. To także wrażliwość na sprawy grupy, w której się tkwi – w tym poczucie więzi z krajem i współplemieńcami. Tu jakby łączy się rozwój erotyczny i patriotyczny. Wiem, że to brzmi może nieco dziwnie, może zaskakująco, ale jestem głęboko przekonany, że tak właśnie jest”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s