Kibice! Hymn się śpiewa, a nie ryczy… [EURO 2016]

Pierwszy od dawna raz odnieśliśmy sukces w piłce nożnej. W innych grach i sportach też ostatnio nie jest najgorzej. Entuzjazm kibiców porusza (kibole to inna sprawa i na inną okazję). Te tłumy, ten entuzjazm, TA JEDNOŚĆ!

Tylko dwie sprawy napawają mnie niesmakiem. Właściwie to gorzej niż niesmakiem: często zażenowaniem i wręcz obrzydzeniem. Pierwsza to wrzaski kibiców, a druga – śpiew hymnu. Dziś kibice go nie śpiewają. Oni go ryczą. Inaczej tego nie można nazwać. Drą się – niestosownie, bo hymn to jednak nie jest wrzaskliwa forma dopingu.

Hymn mamy jaki mamy. Pisałem o tym, że daleki jestem od uwielbienia. Oczywiście wszyscy znają tylko pierwszą zwrotkę, a głupiej treści w ogóle nie rozumieją. Gdybym dziś miał wpływ, to bym od razu hymn zmienił. Słowa zamówiłbym bardziej uniwersalne – i (ośmielę się stwierdzić) – po prostu mądrzejsze. Dałbym spokój temu Bonapartemu (wymordował kwiat narodu i nawet nie dał nam państwa), i temu Dąbrowskiemu (zróbcie test – ilu Polaków wie kto zacz to był i o co tu chodzi?). A już ten „ojciec cały zapłakany” (no, szczęśliwie znajomość pieśni już tego momentu nie sięga, więc problemu nie ma)…

Ale i melodię bym zmienił. Kiedy grają hymny innych państw, to często aż przyjemnie posłuchać. Słów nie oceniam, bo na ogół ich nie znam – ale hymny Niemiec i Unii Europejskiej to fragmenty symfonii, odpowiednio Haydna i Beethovena. Ja poprosiłbym muzykologów o wybranie czegoś stosownego z Chopina.

Zaraz po wojnie był pomysł zmiany hymnu – mówiło się, że będzie nim „Piosenka o mojej Warszawie”. Też nie byłoby doskonale, sami zobaczcie tekst: „Jak uśmiech dziewczyny kochanej / Jak wiosny budzącej się wiew / Jak świergot jaskółek nad ranem / Młodzieńcze uczucia nieznane / Jak rosa błyszcząca na trawie / Miłości rodzącej się zew / Tak serce raduje piosenki tej śpiew / Piosenki o mojej Warszawie”. Pomysł ucichł, bo Bierut (albo Stalin – sam już nie wiem) nie chciał Polaków zmianą hymnu drażnić.

Dziś mamy taki prawie-hymn – „Polska: Biało-Czerwoni!”. Kibice (nawet ci o kulturalnym wyglądzie) i tymi słowami się drą, nie śpiewają. Sam tekst akurat jest obojętny – ani głupi, ani mądry. Może dałoby się wprowadzić mądrzejszy i go rozpropagować? Na pewno potrzebna decyzja: ma to być śpiew czy wrzask? Chcemy uczyć śpiewać czy wykrzykiwać?

Cała ta straszna sytuacja z hymnem i prawie-hymnem jest po prostu wynikiem braku edukacji. W polskiej szkole nikt już nie uczy śpiewu – w tym nawet hymnu. Postuluję, by jednak przynajmniej śpiewu hymnu uczono. Może w szkołach, może w klubach kibiców, może w radiu, może w telewizji (Pamiętam, że przed wojną był program radiowy nauki śpiewu – audycje prowadził niejaki pan Rutkowski i naprawdę fajnie śpiewali!). Byleby go Polacy umieli śpiewać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s