O zakazach i nakazach

Przyjazna mi osoba zwróciła uwagę, że blogi moje są smętne, smutne – prawie depresyjne. Może trochę przesadziła. A może i tak jest? Bo wielu powodów do radości to nie mamy…

W każdym razie zgodnie z zaleceniem przedstawiam kolejne wspomnienia o niegdysiejszych obyczajach.

Kiedy pracowałem w warszawskim liceum imienia Lelewela, to obowiązywał atrament i stalówka. Pamiętam, że stalówki były różne: „rondówki”, „z serkiem”, „z krzyżykiem”. Po szkole chodziła woźna i dolewała atrament do kałamarzy. Wówczas wprowadzano właśnie pisadła zwane „kulkowymi” – obecne długopisy. I proszę sobie wyobrazić, że w szkole był… zakaz stosowania tych nowych pisadeł.

Z ówczesnych obyczajów wspominam jeszcze, że jedna (niezbyt lubiana zresztą) nauczycielka podnosiła problem. Regularnie, pod koniec każdej sesji nauczycielskiej, domagała się ustalenia… dopuszczalnych kolorów pończoch uczennic.

Natomiast chłopców z długimi włosami czekała uwaga wychowawcy, a potem rozmowa z dyrektorem szkoły. Wtedy nie wolno było nie być ostrzyżonym – a chłopcy akurat chcieli zapuszczać długie czupryny. Nie mam pojęcia dlaczego.

Ostatnią z tych trzech spraw udało się jednak zmienić – uczniowie znaleźli sposób. W obiegu były wtedy dwie dziesięciozłotówki: jedna z Kopernikiem, a druga z Kościuszką. Obaj mieli piękne pukle włosów. I chłopcy pytali: ci wielcy Polacy mogli mieć długie włosy, a my nie? I skutecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s