No to wspomnijmy pochody pierwszomajowe: raz ze szturmówkami, raz w czerwonych skarpetach…

Zaprzyjaźniona osoba zwróciła mi uwagę, że moje blogi są z sensem – ale pesymistyczne. Że tego pesymizmu dość. Że warto ludziom dać coś ciekawszego, pogodnego! I zapytała, czy w moich wspomnieniach nie ma nic takiego, a może i czegoś śmiesznego? Skoro ma być pogodnie, ze wspomnień – no to próbuję. Fakt, że w PRL nie zawsze i nie wszystko było smutno-szare. Bywały i draki, i śmieszne hece. Ot – młodość.

Akurat mieliśmy Święto 1 Maja, więc od razu przypomniałem sobie dwie anegdotki.

Jak byłem na studiach, to 1 maja na pochodach sprawdzano listę. W roku 1949 – jak co roku – maszerowałem więc ze studentami. Na miejscu zbiórki przy ulicy Oczki koledzy bardzo chętnie brali szturmówki. Zdziwiłem się, bo to żadna przyjemność je dźwigać.

Wtedy jeszcze pochód szedł Alejami Jerozolimskimi, a trybuna była gdzieś tam, gdzie potem był „Dom Partii”. Maszerowaliśmy wygrażając pięściami i krzycząc „Stalin – Bierut – pokój!”. Blisko trybuny ci ze szturmówkami zaczęli oddawać je tym, którzy do tej pory ich nie nieśli. Akt sprawiedliwości – więc udawało się komuś je wcisnąć.

Kiedy mijamy trybunę, gnają nas na Most Poniatowskiego. Koło Parku Skaryszewskiego pochód rozwiązują. I jest problem: co z tymi cholernymi szturmówkami? Aktywiści zarządzają: macie je odnieść na Oczki! Czyli Mostem Śląskim i dookoła przez pół Warszawy!

Tam zrozumiałem taktykę cwaniaków. Ale jeden z wrobionych w tę szturmówkę odstawił ją, oparł o murek i oświadczył, że nie odniesie. Na to aktywiści zagrozili, że jak nie odniesie, to go wywalą ze studiów. I to nie była czcza pogróżka…

Po latach, z harcerzami z Liceum im. Lelewela nawet chętnie chodziliśmy na te pochody. Było to niedługo przed pochodem pierwszomajowym, pamiętam jak dziś. Na jednej zbiórce w lesie Puszczy Kampinowskiej, gdzie chętnie chodziliśmy, przestrzegałem że do białego munduru nie mogą być pstre skarpety – tylko szare, czarne itp. Bo u nas w szczepie obowiązywał biały żeglarski strój. Tak sobie uchwalili i to ładnie wyglądało. (Tyle że musiały te mundury być czyste. Pamiętam jak jednego harcerza – dziś znanego dziennikarza, ciekawe czy pamięta? – odesłałem ze zbiórki, bo mundur co prawda miał biały, ale brudny.)

I ktoś z druhów i druhen zapytał: a dlaczego te skarpety nie mogą być inne, jeśli tak uchwalą – byle jednakowe? Powiedziałem: jak uchwalicie, że czerwone i to przegłosujecie – to proszę bardzo! Byle jednakowe. I oni – chyba mnie na złość – przegłosowali, że mają być właśnie czerwone…

Latami później było tak, że nawet ja – w mundurze oficera marynarki, w czapie z daszkiem (twarzowa!) – kroczyłem w tych cholernych czerwonych skarpetach! Nawet jak byliśmy na spływie Dunajem, to w Bratysławie czy Budapeszcie paradował taki „oficer marynarz”, któremu – a jakże! – salutowali milicjanci i wojskowi. A paradował w tych czerwonych skarpetkach! (Co prawda jak tylko odłączyłem się od grupy, to w bramie skarpetki zmieniałem – ale przed powrotem na łodzie znów były czerwone…)

I tak sobie myślę: pamiętają to dziś podstarzali prawie emeryci – ówcześni harcerze? I jak to w ogóle było, że nas wówczas władze nie rozgoniły?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s