Zmarła współautorka „Rozwoju erotycznego”. Z opiniami niewielu psychologów tak się liczyłem.

Dostałem wiadomość o śmierci prof. IRENY OBUCHOWSKIEJ. Czułem od pewnego czasu, że coś złego się dzieje – bowiem urwała się dość intensywna korespondencja mailowa jaką od dawna prowadziliśmy. Ona w Poznaniu, ja na swojej beskidzkiej wsi – nie mieliśmy szansy na osobiste spotkania. Ale kontakt był bardzo bliski.

Profesor Irena Obuchowska była jedną z najpoważniejszych (nestorem?) w psychologii rozwojowej. Nas łączyły – poza licznymi kontaktami – dwie sprawy.

Pierwsza: byliśmy współautorami monografii na temat rozwoju erotycznego. Przed kilkudziesięciu laty PZWS (wydawnictwo szkolne) wydawało serię monografii na temat psychologii rozwojowej. Nasza monografia była jednym z tomów tej serii. Była zresztą wznawiana.

Druga: kontakty z naukowym środowiskiem niemieckim. Była wielokrotnie zapraszana do udziału w międzynarodowych seminariach w Sonnenbergu. To bardzo zasłużona instytucja – chyba założona przez zachodnich okupantów po wojnie, w ramach szerzenia nauki i demokracji. Z upływem lat ośrodek ten stał się poważną placówką naukową, szerzącą wiedzę. Irena była tam bardzo ceniona – poza wiedzą i kulturą osobistą biegle mówiła po niemiecku.

W tym samym czasie, kiedy rozpocząłem pracę na Uniwersytecie w Kolonii, także Irena zaczęła swoją współpracę z tą uczelnią – a w niej z prof. Karlem Kluge (moim szefem w Kolonii). Także i tu była bardzo ceniona za wysokie kwalifikacje naukowe, ale także za wysoką kulturę osobistą, takt i delikatność – które Ją cechowały.

Nie jest tajemnicą, że mnie z psychologami współpracowało się… hmm – różnie. Irena była jedną z nielicznych, z których opinią naprawdę się liczyłem. Irena była jednym z psychologów, z którymi mnie osobiście bardzo dobrze się współpracowało. Cechowała Ją wysoka odpowiedzialność za wyrażane opinie – wysoka kompetencja.

Przez ostatnie lata była na emeryturze. Mieszkała nadal w Poznaniu – po śmierci męża (też profesora, psychologa) sama. Syn emigrował przed laty do USA. Jednak podkreślała serdeczne kontakty, pewną opiekę, stałą więź z byłą swoją Katedrą. No, nie jest to regułą.

Irena miała bardzo bolesne dolegliwości w kręgosłupie – chodziła coraz trudniej, skarżyła się na narastające bóle. Z tego, co wiem – miała wypadek. Upadła w domu i uszkodziła jeszcze dodatkowo kręgosłup – tak stan się znacznie pogorszył. Niestety, nasz bardzo intensywny kontakt po wypadku urwał się. Wiedziałem, że dzieje się coś złego. To już nie trwało długo…

Tak więc odeszła kolejna znacząca osoba z grona moich przyjaciół. Przykre to – ale normalne i nieuniknione – że grono moich rówieśników przyjaciół znacznie się kurczy… Nasze pokolenie i tak jest pierwszym które charakteryzuje się taką długowiecznością.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s