Nowoczesna opera: jesteście za czy przeciw?

Jestem miłośnikiem opery. Uważam operę za szczyt artystycznej kultury. Tam jest wszystko – jakaś synteza. Muzyka. Często nauka – historia, filozofia, folklor. Jest dramat, teatr, balet. No i śpiew. Wszystko.

Pokochałem operę jak ją w Warszawie otworzyli. Bywałem tam nieraz i kilkakrotnie w tygodniu. Miałem manię zachęcania – wykupywałem lożę na 3 piętrze i zapraszałem harcerzy z mojego szczepu. Tam mogli się kręcić nikomu nie wadząc, szeptem rozmawiać, wreszcie – jak któremuś się nie podobało – mógł w środku spektaklu sobie iść do domu… Ciekawe – ilu też zaraziłem? Pewnie niewielu, ale wielu poznało co to w ogóle jest. Takie działanie poznawcze, bo wybierałem dla młodziaków opery łatwe, atrakcyjne – ładnie wystawione, o prostej ale dramatycznej akcji. Lubili „Toscę”, „Oniegina”, „Halkę”, „Straszny Dwór”… I nie tylko.

Od pewnego czasu (szczęśliwie po moim wyjeździe z Warszawy) pojawiła się moda na coś nowego. Kiedyś, jeszcze będąc w Warszawie, zaprosiłem do opery jedną panią – której z racji statusu, stanowiska, pozycji nie wypadało nie być  n i g d y  w operze. Wiedziałem, że nie jest łatwo przypaść jej do gustu – wybrałem „Oniegina”. Akurat w „Onieginie” jest zazwyczaj jak w dobrym muzeum: poznaje się styl mieszkania, obyczajów, otoczenia… Mam od dawna taką taśmę – a potem i płytkę – i nawet dzieci z mojej wsi chętnie na to przychodzą (złośliwi mówią, że kuszą ich słodycze, którymi częstuję). Ale wtedy w Operze Narodowej poniosłem fiasko. Ten „Oniegin” był praktycznie bez dekoracji, wykonawcy w jednolitych trykotach – wizualnie paskudztwo.

Wiem, że od pewnego czasu panuje taka maniera. Rezygnując z oprawy artystycznej nadaje się „sens transcendentalny”. Taka forma opery upowszechnia się. Dziś już często, kiedy usiłuję oglądać transmisję, to tak właśnie jest. Nowocześnie: czyli wystawa nijaka – właściwie żadna. I dlatego kiedyś pod wpływem złości napisałem kilka listów do ludzi, którzy według mnie powinni podobnie odczuwać. Chciałem, byśmy protestowali. Odpisała mi jedynie prof. Ewa Łętowska – że czuje podobnie, ale jest przeciw cenzurze. Inni mi – polskim zwyczajem – nie odpisali. Tak to już u nas jest.

Twórca nowego stylu wystawiania oper budził we mnie złość – a nawet więcej: nienawiść… Wyobrażam sobie, że jak teraz zorganizowałoby się wycieczkę szkolną do opery, to skutecznie by się uczestników zraziło i raz na zawsze „uodporniło”… Żal.

Ale nagle słyszę, że ten polski artysta jest rozrywany po świecie. Że przynosi chwałę polskiej sztuce. Że cenią go najszacowniejsze sceny operowe. Więc – widać idą takie czasy. Pamiętam jak moja matka przed wojną reagowała na muzykę Szymanowskiego. Jakie sprzeciwy budził pomnik Szopena w Łazienkach. A dziś? Ja Szymanowskiego kocham, a pomnik wydaje mi się jednym z najciekawszych. Naszła mnie refleksja: może moja nieukrywana nienawiść do tego współczesnego artysty jest krzywdząca i bez sensu? Czuję jakiś lekki wstyd i gdybym go znał osobiście – przeprosiłbym za przekleństwa, których mu nie szczędziłem.

Tylko czy tak wystawiana opera ma szanse przyciągać i zachęcać przeciętnego widza? Gdybym był teraz w Warszawie i działał w harcerstwie – nie odważyłbym się zorganizować wycieczki do opery… Gdzie jest więc racja? Sam oglądam z płyt stare nagrania. Ale gdy słyszę o sukcesach międzynarodowych nowej artystycznej wizji, to jako Polak jestem dumny. Takie rozdwojenie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s