Kolejna minister znikąd nie chce w szkole edukacji seksualnej, a chce religii.

Zacznijmy od pytania: kto wie, skąd się wywodzi i kim jest minister edukacji Anna Zalewska? Dla mnie jest to bowiem osoba „znikąd”. Oglądałem panią tą w telewizji zaledwie kilka razy. Do niedawna występowała rzadko, ostatnio częściej. Niedawno poleciła, żeby lekcje rozpoczynać piętnastominutową lekturą na głos. Nawet się ucieszyłem, że nie modlitwą albo czytaniem Biblii. Jednak po doniesieniach o wypowiedziach pani minister w Tok FM (tu cała audycja) stwierdzam, że może to jeszcze przed nami.

W długiej rozmowie pojawiły się trzy zasadnicze tematy.

Pierwszy temat: religia na maturze. Minister mówi, że oczywiście tak – bo przecież zdarzają się maturzyści, którzy idą do seminariów albo na studia teologiczne. Ja mówię: zdarzają się, ale wielu ich nie jest. Czy rzeczywiście potrzebna jest religia na powszechnej maturze, żeby dogodzić tym kilku czy kilkunastu? To oczywiście nie odpowiedź na potrzeby, tylko ukłon w stronę biskupów. A to nie koniec ukłonów…

Drugi temat: edukacja seksualna w szkole. Pani minister głosi, że uświadomienie seksualne to dzieło dla rodziców, a nie dla szkoły. Tu minister wykazuje kompletną ignorancję. Powszechnie wiadomo, że akurat rozmowy dzieci z rodzicami na ten temat są rzadkością. Jest jakiś głęboki powód, jakaś blokada psychiczna. Wtedy, kiedy są to sprawy szczególnie ważne – w wieku gimnazjalnym – rozmowy o seksualności są niezwykle rzadkie.

Trzeci temat: nauczyciele biologii jako edukatorzy seksualni. Tezą pani minister jest to, że nauczyciele biologii są doskonale przygotowani do prowadzenia zajęć w zakresie seksuologii. Tu kolejny raz minister wykazuje ignorancję. Nauczyciele biologii są  p r z e d m i o t o w c a m i  – na większości wydziałów w ogóle nie uczą się auksologii, a już na pewno nie uczą się psychologii dojrzewania i seksuologii. Ignorancję w tej sprawie mogłaby wykazywać woźna z siedziby MEN w Alei Szucha – ale nie minister!

Minister edukacji okazuje się więc osobą – jak to mawia jej lubujący się w przymiotnikach „wysokiego sortu” szef – „skrajnie” niekompetentną. A przy tym równie pewną siebie. Jednym słowem: pani od oświaty okazuje się jak zwykle byle kim. Jak zwykle – bo takimi była też, niestety, większość ministrów odpowiedzialnych za wychowanie w kolejnych gabinetach III RP.

Jak pisałem – zupełnie nie wiem jakie są plany Kaczyńskiego. Może i nie są głupie, bo Polsce zmiany są potrzebne. Ostatnie lata obfitowały w błędy i zaniechania – dużo by o tym mówić. Ale jedno jest pewne: najmądrzejszych i najsłuszniejszych planów nie zrealizuje się z byle kim. Nie z takimi ludźmi jak maniak (od obrony), człowiek skompromitowany (od sprawiedliwości) czy osoba niekompetentna (od edukacji). A taki właśnie jest zespół Kaczyńskiego. Dlaczego?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s