Żołnierze Wyklęci? Niech mundury i ordery nie zasłonią wątpliwości, a młodzi rosną w duchu refleksji, nie kultu ofiary.

1 marca został ogłoszony „Dniem Żołnierzy Wyklętych”. Dostałem maila: zgłoś się tu a tu, dostaniesz mundur z ryngrafem. Wydaje zawsze chętny do walki – a stuknięty – dygnitarz. Nie zgłoszę się.

Mam pełne moralne prawo w tej sprawie się wypowiadać. Niech zaświadczą o tym dwa opublikowane już teksty. Pierwszy: Janusza Zabłockiego („Krzysztofa”) – „Kawałki pociętego sztandaru”, wyd. Fundacja Szarych Szeregów i ODiSS. Drugi: moja relacja w książce pod redakcją Andrzeja Pettyna „Kiedy Milanówek był stolicą”, Wydawnictwo AULA. Pragnących zapoznać się bliżej ze sprawą odsyłam do tych wydawnictw. Zdaje się, że Janusz Zabłocki pisał o tym i w swoich „Dziennikach”.

Byłem „żołnierzem wyklętym”, ale wtedy nikt nas tak nie nazywał. Nasza bardzo aktywna działalność na terenie powiatu grodziskiego trwała krótko. Skończyła się katastrofalną klęską i śmiercią trzech chłopaków z wyroku sądu. Życie kilku uległo – można rzec – zwichnięciu. Konsekwencje tego epizodu mego życiorysu długo ciążyły na moim życiu. Gdy myślę o swoich doświadczeniach, mam zawsze bardzo mieszane uczucia. Do dziś wiele spraw z tym związanych – to sprawy równie trudne, co niejasne.

Zasadnicze jest pytanie, na które przez 70 lat nie umiemy sobie odpowiedzieć.

C Z Y  B Y Ł O  W A R T O ?

C Z Y  M I E L I Ś M Y  P R A W O  T A K  P O S T Ą P I Ć ?

J A K I  J E S T  B I L A N S ?

Dziś, z odległości kilkudziesięciu lat, jestem niestety przekonany, że odpowiedź musi być negatywna.

Walka nasza nie miała szans – przeto była bez sensu. Nie mieliśmy cienia szans na jakiekolwiek powodzenie. Musiało skończyć się tak, jak wielokrotnie w naszej historii: bezmyślną, bezcelową daniną krwi. W naszym wypadku – co najmniej tych trzech chłopaków zamordowanych wyrokiem sądu. A ofiar śmiertelnych byłoby więcej: „Krzysztof” miał zaoczny wyrok śmierci, a gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności (?), to pewnie w tym procesie i ja – wtedy 16-letni chłopak – podzieliłbym los trzech kolegów. A pewnie i „Tadek” – i być może jeszcze inni.

Na co można było liczyć, porywając się na naszych kolejnych okupantów: Armię Czerwoną i ZSRR – nawet z dobrym uzbrojeniem? Na trzecią wojnę światową? Dziś wiemy, że to była iluzja. Może jednak jedyna wtedy racjonalna nadzieja? Jednak dziś jestem głębokim pacyfistą. Oceniam negatywnie „czyny zbrojne” naszej historii – przynajmniej te od 1863 roku. Może dla takiego wniosku trzeba było doświadczeń drugiej wojny światowej, Powstania Warszawskiego – i właśnie doświadczenia „Grupy Krzysztof”?

Tak, dziś łatwo to mówić. Ale wtedy tylko jeden chłopak z mojej drużyny Szarych Szeregów – Mirosław Józefowicz – potrafił odmówić udziału. Powiedział: dziś czas na odbudowę, na budowę Kraju, walka nie ma sensu! I miał rację. Nie miała sensu.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo obawiam się kolejnej „akcji wychowawczej”: kultu owych ofiar walki w okresie – jak to nazwać ? – początków niewolnego, satelitarnego państwa. Nie chciałbym, żeby mundury i ordery zasłoniły wątpliwości. Wychowujmy młodych nie w duchu ślepego kultu „czynu zbrojnego” i ” ofiary krwi”. Niech historia oceni obiektywnie te straszne wydarzenia. Niech młodzi rosną w duchu refleksji – a nie kultu ofiary na ołtarzu ojczyzny. Boję się zafałszowania historii i bezmyślności. Domagam się rzetelnej oceny przeszłości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s