Szczepienia to polskie dziedzictwo historyczne, ale uporządkować musi je minister zdrowia.

Pisałem kiedyś o szczepieniach ochronnych. Sam od 10 lat szczepię sie przeciw grypie – i od tego czasu nie chorowałem. Tak, wiem że to żaden dowód, toteż tak tego nie traktuję. Ale się cieszę.

Dostałem list mailowy od rodziny wielodzietnej – akurat z Bielan – że w zakresie szczepień dzieci panuje bałagan. Że nie jest proste zaszczepić dzieci – że szczepionek brakuje. Apelowano, bym o tym napisał – co czynię. Jeżeli chcemy, by szczepienia były popularne – i pełne – to musi panować w tym zakresie dobra organizacja. Tym bardziej, że szczepienia w znacznym stopniu zepchnięto na rodziny, likwidując szkolną służbę zdrowia. Jeżeli bałagan i trudności panują w większej ilości środowisk – to źle. Może nowy zespół w Ministerstwie Zdrowia sytuację poprawi?

Tak jak zwykle – a w każdym razie często – skojarzyło mi się z tym wpisem kilka spraw.

Po pierwsze, nikt pewnie nie wie (poza garstką fachowców), że w zakresie szczepień to my, Polacy, mamy tytuł do dumy. Dwa szczepienia wynaleźli i opracowali Polacy! Przeciw durowi: Rudolf Stefan Weigl. Przeciw chorobie Heinego-Mediny: Hilary Koprowski. Przypomniała mi to piękna i bardzo mądra książka Marka Boruckiego pt. „Polacy, którzy zmienili świat”. Jest tam jeszcze m.in. biogram wynalazcy witamin – Kazimierza Funka – no i wiele innych postaci z innych dziedzin.

Mnie ciągle oburza i martwi polski obyczaj, że czci się bojowców, powstańców (ostatnio styczniowych z 1864 r.) i wojaków, a nie pamięta się wielkich – nieporównywalnych – zasług cywilnych, pokojowych. Ta książka mogłaby przyczynić się trochę do wypełnienia braków w świadomości Polaków.

A po drugie, przypomniała mi się pewna historia trochę związana z tematem. Otóż dr Michalina Wisłocka w czasie okupacji pracowała w PZH, w wytwórni szczepionek przeciw durowi dla armii niemieckiej. Michalina i jej mąż byli zatrudnieni przy karmieniu własną krwią wszy zakażonych durem (był to etap produkcji szczepionki, pewnie dziś już brzmi to jak prehistoria?).

Szefem wytwórni był lekarz, Niemiec z Kolonii. Na parę dni przed Powstaniem Warszawskim zawołał Michalinę i jej męża i polecił im wyjechać z Warszawy… bo za parę dni wybuchnie powstanie (!). Wyjechali i może dlatego przeżyli (przypominam: zginęło 200 tysięcy cywilów).

Michalina, kiedy dowiedziała się, że jeżdżę do Kolonii, prosiła, bym odnalazł tego lekarza i bym go pozdrowił. I bym spowodował, że wiedza o tym, iż był to niezwykle porządny człowiek – choć z aparatu okupacyjnego – zaistniała publicznie. Niestety, moi przyjaciele – którzy bardzo się starali – tego lekarza nie odnaleźli. Szkoda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s