To ja stworzyłem Macierewicza.

Ostatnio mówi się dużo o polityce historycznej, o „prawdziwej” edukacji, o wpajaniu poczucia dumy narodowej. Przy okazji odzywają się takie głosy „chwały”: jacy to byliśmy (zawsze?) wspaniali, jacy waleczni, patriotyczni.

Regularnie w niedzielę słucham na „Polonii” mszy. Bardzo to mnie umacnia w moich poglądach. Z kazań nic nie rozumiem (pewnie nie tylko ja). I może to o to chodzi? W niedzielę była msza spod Kielc. Byli przebierańcy ku czci Powstania Styczniowego (chyba miało bilans najgorszy ze wszystkich?). I nawet wspominano Piłsudskiego (rośnie na BOHATERA). Ale nie wspomniano jak to Piłsudskiego przyjęli Kielczanie i jak doznał największego chyba w życiu szoku: kiedy legionistów nikt nie witał…

Wysłuchałem także Kaczyńskiego, tym razem z Torunia (na widowni był tylko jeden biskup – bojkotują go?). Znów pobrzękiwała ta duma narodowa, ta potrzeba edukacji i deprecjacja „Okrągłego Stołu” (choć siedział tam przecież jego ukochany brat). Otóż boję się tej historycznej edukacji, tego „powstawania z kolan”, tej chwały narodowej.

Okrągły Stół uważam za jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Mojego Kraju. To tytuł do dumy – potrafiliśmy się porozumieć, a Jaruzelski i potężna jeszcze siła (wylęknionych funkcjonariuszy – bojących się zemsty) potrafili oddać władzę pokojowo. Nikt mi nie powie, że nie mogli wezwać na pomoc „sojuszników” i chwycić Kraj za gardło, i kolejny raz spławić Polskę krwią. Domagam się takiej właśnie prawdy historycznej – a nie sugestii, że to była zdrada czy sprzedanie Polski przy wódce w Magdalence. To bardzo rzadki (jedyny?) przykład udanej zmiany w naszej historii.

Wiem, że były siły wrogie takiemu rozwiązaniu. Że przebierali nogami amatorzy konfrontacji, którzy teraz będą kształtować obraz historii. Myślę, że nie jestem bez winy. To my, przy ogniskach harcerskich wpajaliśmy kult Powstania – wszystkich powstań. To my śpiewaliśmy, że „na tygrysy mają visy”, a nie wspominaliśmy, że do walki słano półdzieci bez broni. To my nie wspominaliśmy o oporze cywilnym, o cierpieniu i ofierze nie zawsze świadomej i dobrowolnej ludności cywilnej. To my wychowaliśmy chłopaków takich jak ci, którzy przyszli do mnie 13 grudnia i pytali skąd wziąć broń i jak walczyć. To my – przepraszam za otwartość – wychowaliśmy Macierewicza i jemu podobnych, którzy potem (i dziś też) wychowywali amatorów siłowej konfrontacji. Wychowaliśmy zwolenników konfrontacji – a dziś twórców bojówek.

Bardzo się boję, że po 70 latach mamy pokolenie, które nam zazdrości „przygody zbrojnej” (tfu…). Znam to i znam takich, którzy mówią: jesteście szczęśliwi, bo walczyliście – a my co?

Jestem za edukacją historyczną. Ale uczciwą – pokazującą, że nie tylko walczyliśmy (z reguły „braliśmy w dupę”), ale że był i opór cywilny, że istniał pozytywizm. I że nie zawsze byliśmy tacy wspaniali. Potrafiłbym opowiedzieć wiele historii dwuznacznych, a nawet jednoznacznych negatywnie – z tego tylko, co sam widziałem!

Jak chcecie, to mogę to i owo z moich wspomnień opisać. Tylko… czy obronicie mnie wtedy przed „Trzema Jeźdźcami Apokalipsy”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s