Jeszcze raz o PRL i o tym, co dzisiaj.

Ja czasem coś z PRL wspominam pozytywnie. Nie jest tak nigdy, by nie było czegoś dobrego. Żeby była jasność: nie kochałem PRL, nie byłem w żadnych władzach, a na profesurę czekałem do upadku PRL – i otrzymałem przy pierwszej nominacji od rządu Mazowieckiego. Byłem – jak wszyscy prawie – w „Solidarności” (i dlatego szlag mnie trafia, że grupka cwaniaków zawłaszczyła sobie logo i nazwę!).

Po blogu na temat smogu dostało mi się sporo krytyki. I słusznej. Ja tak „chlapnąłem”, że w PRL było dużo świeżego powietrza, bo za nie się nie płaciło. Ale fakt (wiem, pamiętam) – były zatrucia, i to groźne. Ale nie wszędzie. Były regiony bez zatruć. Ciekawe, że był Sanepid, była Przemysłowa Służba Zdrowia – a były i wredne zatrucia. Fakt! „Odszczekuję”.

Nie odwołując kajania się za ten nieszczęsny smog – myślę jednak, że warto dostrzegać i to, co było dobre. Awans społeczny i edukacyjny, większą równość w biedzie (to cholerne rozwarstwienie na milionerów i biedotę mamy teraz), chyba niezłą oświatę. Nie wiem, nic nie przesądzam – ale warto, by historycy bez emocji (nie te głupki z IPN) ocenili np. Warszawską Spółdzielnię Mieszkaniową. To było coś więcej niż pozytywnego. A co przyszło w to miejsce? Milionerzy (deweloperzy – tfu), którzy stworzyli rynek mieszkań tylko dla bogaczy? Przeciętny pracownik, młode małżeństwo – nie mają  ż a d n e j  szansy na mieszkanie! Ot – wiele do przemyślenia, oceny.

A teraz – żeby było milej – o edukacji muzycznej. Ubolewam, że jest tak niski poziom i że jak chcę podsunąć młodym (mało chętnych – oj, mało…) jakąś lekturę – to takiej popularnej nie spotykam. Może jest, a ja nie wiem? Przed pół wiekiem (znów PRL…) była taka książka Stefana Kisielewskiego „Gwiazdozbiór muzyczny”. To był zbiór felietonów o kompozytorach – napisany ciekawie, zwięźle, popularnie. Pamiętam tylko, że Kisielewski nie znosił Wagnera i się nad nim pastwił (ale wtedy taka moda panowała, bo Wagnera kochał Hitler – to wystarczyło…).

Oczywiście książki nie mam. Wiadomo – jak się pożyczy komuś (nawet najsolidniejszemu), to już książka nie wróci. Ja chyba tak rozprowadziłem kilka egzemplarzy. Zresztą – jak komuś pożyczam, to nigdy nie liczę na zwrot… Może by więc tak ten „Gwiazdozbiór” wznowić?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s