Opowieści z PRL z dedykacjami dla obecnych dygnitarzy.

W czasach PRL córka moich przyjaciół ukończyła studia prawnicze. Potem jakieś tam staże – i co tam jeszcze – aż została sedzią sądu powiatowego w małym mieście. To, co przeżyła, wywołało panikę. I zmieniła zawód. Co ją spotkało?

Jak miała sądzić, wezwał ją sekretarz powiatowego komitetu PZPR. Zapytał – kogo będzie sądzić. Zdumiona zaczęła kolejno wymieniać. Reakcja sekretarza była emocjonalna: „Coo? Kowalski? Ten, co nosi chorągiew w procesji? Przywalić mu zdrowo!”. Na uwagę, że przewinienie jest nieznaczne, sekretarz orzekł: „To nieważne. Jest okazja – przy…ć mu!”.

A potem: „A co to za Janowski? Ten członek komitetu powiatowego? No, bez przesady, tego uniewinnić”. Na uwagę, że jego przestępstwo jest poważne, orzekł: „Nie przesadzajcie, towarzyszko!” (choć nie była partyjna). „Tego uniewinnić!”.

Zrezygnowała z zawodu. Pewnie nie ona jedna. I pewnie nie tylko w tym miasteczku odbywano takie „konsultacje”. Pewnie to była norma w pewnym okresie (czy przez cały czas?) w PRL.

Opowieść tę dedykuję panu prokuratorowi czasu stanu wojennego – posłowi Piotrowiczowi, którego działanie w komisji sejmowej obserwowałem. Czy PiS naprawdę nie miał nikogo z lepszą przeszłością? Czy musiał wystawić na kandydata właśnie Piotrowicza? Słyszałem jak głosił, że jego praca jako prokuratora była – jak Wallenroda – ochroną opozycji. I mam pytanie: czy mógłby po imieniu wskazać kogo chronił? I czy IPN to potwierdza?

Kiedyś spotkałem na terenie prywatnym byłego pierwszego sekretarza komitetu partyjnego. Piliśmy wódkę – nie ukrywam. I zapytałem go, czy w jego powiecie wielu było księży konfidentów SB – czy on to wie? Potwierdził – byli (liczby nie przytoczę, ale nie było to zjawisko wyjątkowe). Zapytałem czy wie, którzy to byli. Powiedział, że wie, oczywiście – ale nie ujawni ani jednego. Bo wszyscy byli prowokowani, szantażowani i podejmowali wspołpracę tylko dlatego, że zorganizowano „dla każdego coś miłego”: osobę poniżej 15 roku życia, kupno kradzionej blachy na dach – itp. Żaden nie był konfidentem z własnej nieprzymuszonej woli (choć ja akurat znałem i takiego…).

Tę z kolei opowieść dedykuję ministrowi Kamińskiemu. Wiem na jakich wzorach i doświadczeniach się opierał.

Czy tak będzie zawsze w MOIM KRAJU?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s