Uniwersytety lekceważą tajne nauczanie. A powinny je wyryć złotymi zgłoskami.

Mamy czas inauguracji roku akademickiego. Dla wielu – zwłaszcza tych wybranych, którzy dostają uroczyście indeksy – duże święto. Choć mówią mi młodzi, że teraz zamiast indeksów dostają jakieś karty elektroniczne.

Ja bardzo żałuję, że nie mogłem odzyskać mojego indeksu. Cóż to byłaby za pamiątka. Zwłaszcza że teraz, po 70 latach, mogę się przyznać: przez dwa lata nie uzyskałem  A N I  R A Z U  więcej niż dostateczny mniej… Słowo! Dopiero od trzeciego roku miałem lepsze stopnie – a pod koniec prawie same piątki! To też coś znaczy: to jakoś sytuuje studia medyczne tamtych czasów.

Czy wiele się zmieniło? Nie wiem – od paru lat szukam jakiegoś młodego lekarza lub studenta kończącego studia, by dowiedzieć się jak jest teraz. Bo mam wizję studiów medycznych i sądzę, że mam nawet kwalifikacje, by proponować jak powinny wyglądać. Co prawda: kto by się przejął ględzeniem starca? Ale może wiele już zrobiono, zmieniono?

Przy okazji inauguracji chcę przypomnieć raz jeszcze najpiękniejszą i najważniejszą kartę naszej historii okupacyjnej. Wiem, że Dziekan Wydziału Pedagogicznego UW w zeszłym roku, w mowie inauguracyjnej, mówiła o tajnej pedagogice. Ale to pewnie w Warszawie tylko ona. Może w Krakowie jest lepiej? Nie wiem.

Trzeba zacząć w całej Polsce przypominać w trakcie inauguracji roku akademickiego, że podczas wojny istniały nielegalne uczelnie. Pamięć okupacyjnych nielegalnych uczelni powinno się hołubić. Gdyby nie one – mielibyśmy po wojnie czarną dziurę cywilizacyjną. To było ważniejsze niż „na tygrysy mają Visy”. Mamy piękne muzeum Powstania. A pamięć uczelni, tajnego nauczania?

Dużo wiem o tzw. „Szkole Zaorskiego” – to była autentyczna konspiracyjna medycyna w Warszawie. Na ten temat jest dużo w internecie (chyba zasługa syna prof. Jana Zaorskiego – Andrzeja). Chcieliśmy, by warszawska uczelnia medyczna uczciła Jana Zaorskiego przyjęciem jego imienia. Był nawet taki nieformalny komitet. Korespondencja z Rektorem bezskuteczna. Z tych, którzy zabiegali o to, zostałem ja sam. Pozostali wymarli (pisałem o tym).

Czy w 200-lecie istnienia Uniwersytetu Warszawskiego ta najpiękniejsza i najważniejsza karta jego historii znajdzie należne miejsce? Coś niestety wątpię. Pytałem kilku starszych już wiekiem profesorów: co wiedzą o tajnym uniwersytecie? Praktycznie nic. Tyle, że był. A nazwiska tych, co to inspirowali i realizowali – powinny złotymi zgłoskami zdobić główny gmach!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s