Byłbym za protekcją.

Coraz bardziej podejrzewam że w Moim Kraju wiele (grubo zbyt wiele) spraw opiera się na mniej lub bardziej jawnych łapówkach. Przykładem wyjątkowo drastycznym jest kolej – rozkradziona, likwidowana z dziesiątkami zarządów honorowanych milionowymi „poborami”. A likwidują to, co dobrze funkcjonowało: sam jeździłem pełnymi pociągami na liniach, których już nie ma: np. Jasło – Stróże.

Jednak o tym cisza, natomiast toczy się dość podejrzana awantura o „ustawianie konkursów na stanowiska”. No i ciąga się jakiegoś posła Burego za „ustawianie” konkursów, Kwiatkowskiego z NIK za protegowanie na ewentualne stanowiska. Mam bardzo mieszane uczucia, bo sam byłem kiedyś kierownikiem – choć nie wielkich instytucji. I tak sobie myślę, że nie chciałbym zatrudniać ludzi z konkursu, ludzi których nie znam i na konkursie nie mam żadnej szansy poznać. Chciałem zatrudniać ludzi, których znałem osobiście i takich, których znali i polecali mi ludzie, do których miałem zaufanie: uczniów, doktorantów. Współpracowników zatrudniałem wedle mojej jednostkowej oceny. Po prostu chciałem z nimi pracować, znałem ich i miałem do nich zaufanie.

Czy więc kierownik nie może dobierać sobie współpracowników? Rozumiem jakichś wysokich dygnitarzy, kiedy dobierają równie ważnych kierowników niższych szczebli. Tam może i potrzebne jest badanie kwalifikacji, chociaż osobowości i w ogóle cech psychicznych na konkursie nie zbada się dobrze.

Pisałem kiedyś o tym, jak odbywało się przyjmowanie ma studia medyczne w czasach, kiedy studiowałem (1947 rok). I o protekcji, za którą dziś by pewnie ciągał prokurator. Tylko zwracam uwagę, że w bardzo rzadkich przypadkach przyjęcie do pracy (np. na klinikę) odbywało się na zasadzie osobistych powiązań. Były bardzo rzadkie przypadki, gdy plotkowało się jak to jakiś profesor przyjął na asystentkę osobę, hmm… estetycznie nie obojętną mu.

Miałem nieograniczone zaufanie do moich profesorów. Wspominam ich ze wzruszeniem – daleko im było do bogactwa naszych politykierów. Ale za to cieszyli się zaufaniem. Władysław Szenajch, Jan Bogdanowicz, Mieczysław Michałowicz (zresztą też polityk), Jan Kosakowski, Zofia Lejmbach… I wielu, których nazwisk tak ot, z pamięci nie wymienię. Gdybym miał takie zaufanie do obecnej klasy rządzącej – gdybym nie miał głębokiego podejrzenia, że większość to są po prostu ludzie korupcji – byłbym przeciw konkursom. Byłbym za tym, by działała protekcja. Ale w polityce degrengolada zaczęła się już w PRL. Przez 25 lat III Rzeczypospolitej doszliśmy chyba do dna. Dziś nikomu wierzyć nie można, a za wszystkim stoi pieniądz (niemały!).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s