Polacy też uciekali z kraju, pamiętam ten widok…

Stan wojenny został wprowadzony w niedzielę w nocy 13-go, a ja 11-go wracałem z Kolonii do domu. Jechałem jak często przez Wiedeń (niezbyt po drodze), ale i przez Ołomuniec – bo w Czechach miałem duże (stosunkowo) pieniądze za tłumaczone książki, które to pieniądze zgodnie z prawem czeskim mogłem wydawać tylko w CSRS.

Dojechałem do granicy – odprawiłem się u Austriaków i za ich szlabanem zobaczyłem niesamowity widok. Na odcinku szosy, do placówki czeskiej – jakieś 2 km – kłębiła się masa samochodów: prawie wyłącznie „Syrenek”. Koczowały w nich – brudne, potargane, zrozpaczone – rodziny Polaków. Bo właśnie od doby austriacki rząd zabronił wpuszczania Polaków na swój teren. Przy masowej emigracji tysięcy Polaków do Austrii (w nadziei, że pojadą dalej) Austriacy chcieli wymusić udział, pomoc państw zachodnich w przyjmowaniu uciekinierów z Polski. Czesi ich wypuszczali (z satysfakcją) i patrzyli jak coraz więcej samochodów z polskimi rodzinami grzęzło w tej przestrzeni – już nie Czech a jeszcze nie Austrii.

Polacy byli całymi rodzinami. To ci, którym udało się dostać paszport – którzy sprzedali mieszkania, cały dorobek – i z poukrywanymi dolarami gdzieś w zaułkach tych żałosnych syren cieszyli się, że już opuścili ten obóz socjalizmu. Tylko… Zachód ich nie przyjął.

Poprzedniego wieczoru w telewizji premier Austrii zapowiedział, że koniec z przyjmowaniem Polaków. Że oni są za biedni, by wchłonąć taką masę. Że zakazem chcą wymóc na Zachodzie solidarną pomoc…Widoku tych koczujących Polaków nie zapomnę. Z obłędnym wzrokiem – kompletnie psychicznie rozbici – kłębili się praktycznie bez nadziei i bez koncepcji. Bardzo nieliczni próbowali zawrócić przez granicę do Czech. To byli nieliczni – większość nie miała gdzie wracać i nie miała pieniędzy. Pochowane dolary w tej sytuacji były bezużyteczne. Byli brudni (nie było wody!), byli załamani psychicznie, niektórzy głodni. Los stanął im w poprzek drogi wtedy, kiedy już opuścili blok wschodni – i kiedy czuli się, jak się okazało złudnie, w wolnym świecie.

Wróciłem do austriackiej placówki granicznej. Zapytałem co będzie dalej – jak długo i po co mają te całe rodziny z małymi dziećmi koczować. Oficer powiedział, że są w stałym kontakcie z władzami, władze wiedzą o sytuacji – że on liczy, że jednak Polacy ci zostaną wpuszczeni…

Czesi nie ukrywali satysfakcji i uciechy. Polacy widząc co się dzieje – zatrzymali się przed granicznymi szlabanami. Też nie mieli gdzie wracać, nie mieli paliwa i pieniędzy na paliwo (dolary, jakie z reguły mieli pochowane, w tej sytuacji były bezużyteczne. Pamiętam, że pożyczyłem pieniądze na benzynę jakimś „syrenkarzom”. Pieniądze mi potem odesłali.

Nie wiem jak długo trwała ta tragedia. Oczywiście ani polskie ani zachodnie środki informacji o tym nie mówiły. Ale tego tragicznego widoku tłumu zdesperowanych, załamanych psychicznie ludzi nie zapomnę. Przyjechałem do Warszawy, a następnej nocy wprowadzono stan wojenny.

Wpisy w odpowiedzi na mój blog apelujący o solidarność z uciekinierami są krytyczne. Nie znam problematyki szczegółowo – może mają rację komentatorzy zarzucający mi naiwność, łatwowierność. Pewnie słusznie. Ale widok z granicy czechosłowacko-austriackiej na pewno zaciążył na moim odczuciu. Tyle że chyba dziś skala problemu jest niewspółmiernie większa. I że tym razem nie dotyczy Polaków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s