Brak dotyku jest zły.

Dyskusja pod wpisem o dotyku (może lepiej pieszczotach) bardzo mnie ucieszyła. Przypominają mi się czasy sprzed 60 lat. Jak byłem ordynatorem w Gorlicach (miałem 23 lata…), to obowiązywał rygor:  n i k t  nie może odwiedzać dzieci. To, co się tam działo, było piekłem. Te odrywane matkom siłą niemowlaki – i potem typowa reakcja: wściekłość, furiackie pobudzenie, wyrywanie się z „uprzęży”. Ta reakcja rozpaczy była typowa  i  s t r a s z n a !  Po tym następowała faza wyłączeniowa. Dziecko leżało zrezygnowane, obojętne – apatyczne. I występował tzw. „spasmus mutans” – kołysanie się z boku na bok bez sensu, ssanie czego tam, kiwanie, a nawet walenie głową w ścianę. Ale przeważało psychiczne zobojętnienie – nazywało się to „chorobą sierocą” (albo mądrzej: hospitalizmem; tak naukowo!).

Po trzech latach nakazu pracy wróciłem do Warszawy. Zdałem na aspiranturę (to taka radziecka organizacja studiów) w Instytucie Matki i Dziecka. I tam spotkałem bardzo dwuznaczną osobę (dla prawdy historycznej opiszę ją kiedyś). Docent Izabela Bielicka na opisywaniu owego „hospitalizmu” robiła karierę (nie używam tego określenia jako czegoś pejoratywnego).

To jaka jest prawda o rygorystycznym zakazie? Otóż myśmy panicznie bali się infekcji. Niemowlęta marły jak muchy. Nie mieliśmy (w Gorlicach – bo w IMiD już tak) antybiotyków. Dlatego była ta izolacja. By nie wnieść dodatkowo infekcji.

W 50 lat po mojej działalności w Gorlicach zostałem zaproszony na Dzień Kobiet na jakiś – ja wiem? – wiec. I wtedy uroczyście przepraszałem za to izolowanie niemowląt (dzieci starszych też). W sali były także kobiety, które były moimi pacjentkami. Ale tłumaczyłem: takie były czasy, tak baliśmy się infekcji, byliśmy bezbronni, bezradni! Nikt mnie nie obrzucił wyzwiskami, bo – jest taka legenda, ale prawdziwa – wtedy ograniczyliśmy drastycznie umieralność niemowląt! I ludzie to pamiętali.

Dziś są inne czasy, inne zagrożenia. Matki zostają z dziećmi w szpitalu. I dobrze (choć może kłopotliwie?). Choroba sieroca musi odejść do historii, bo za dużo o niej wiemy.

Jak więc się ma powyższa opowiastka do tematu pieszczot? Kolosalnie. Po pierwsze: nie wiem, jak się to ma do wychowania w żłobku, ale na pewno jest związek. Po drugie: ludzie, nie zważajcie na zagrożenia „pedofilią”! Pieśćcie dzieci dokąd one tego chcą – dotykajcie i przytulajcie! (A czy ta histeria, jaka zapanowała, to dzieło feministek? Nie mam pojęcia. Niektóre feministki lubię i szanuję. Byłyby tak głupie, by rozpętać histerię? Jakoś mi nie pasuje…). 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s