Jaka muzyka klasyczna dla dziesięciolatka?

W moim urzędzie pocztowym pojawiły się do kupienia płyty: okazuje się, że wydawnictwo „Fakt” wydaje płyty z muzyką klasyczną dla dzieci. Coś wspaniałego! Płyty są tanie i zawierają naprawdę fajne „kawałki”. I chwała za to. Może w tym głuchym i ogłupianym Kraju (Moim Kraju!) coś drgnęło – przynajmniej w tej dziedzinie. Naprawdę chwalę wydawcę.

Ale – jak to zawsze – coś tam stuknie. Mam więc uwagi.

Po pierwsze – nazwa płyty: „Muzyka klasyczna dla bobasa”. No i na okładce właśnie takie pyszczki niemowląt czy lalek. Mnie trochę – nie wiem czemu – kojarzą się z… kulkami lodów na talerzyku. To pierwszy błąd: okładka ma przyciągać. Już druga płyta (z tej serii) ma na okładce buzię ładnej dziewuszki, która śpi. Okładka ładna. Wróćmy do nazwy. Rozumiem (może niezgodnie z intencją wydawcy), że może to być muzyka dla nastolatka – no, może ośmio- czy dziesięciolatka. I dobrze. Ale „dla bobasa”? Gdyby trafiło w ręce dziesięciolatków, to trzeba wiedzieć, że oni w tym wieku są ogromnie wrażliwi. I obrażalscy.

Przypomniała mi się moja przygoda. Otóż jak przed 40 laty wydawałem książeczkę „uświadamiającą” dla chłopców, to tytuł był „Między nami mężczyznami”. I na okładce figurka i gapiące się dzieci. I byłem na spotkaniu z chłopcami w szkole, rozmawialiśmy o seksie, dojrzewaniu. I chłopcy powiedzieli mi wtedy: „Pan sobie robi kawał, kpiny, a nam głupio. Bo jak ja, jedenastolatek, mam przyjść do ksiegarni i żądać książki „Między nami M Ę Ż C Z Y Z N A M I”? A jaki ja tam mężczyzna? Tytuł niech pan zmieni na obojętny, tak bym nie czuł się w księgarni głupio! I już potem do dziś (fenomen – książka ukazuje się do dziś!) ma tytuł „Książka dla chłopców”. Ci chłopcy nauczyli mnie, że tytuł musi być obojętny – no, może atrakcyjny – ale nie żenujący. Tak jest i z tym „bobasem” (gdyby chłopcy mieli po niego sięgnąć). Kto Wam zaproponował coś takiego? 

Przypomina mi się jeszcze, jak pół wieku temu jeden lekarz-oficer napisał książkę dla żołnierzy. I dał tytuł „Żołnierz dziewczynie nie skłamie” (wtedy była taka piosenka). Było to samo: żołnierze wstydzili się kupować w księgarniach.

No i ostatnie „wybrzydzanie”. Pierwszy utwór – to oczywiście przepiękna „Aria na strunie G” Bacha… Błąd. To wspaniałe dzieło, ale nie na początek kontaktu z muzyką klasyczną. Powinno być cos „chwytliwego”. Coś, co „łapie za serce” od pierwszych tonów. Może coś wesołego? Coś popularnego, co nawet w tym głuchym kraju się słyszało? Ja wiem… „Marsz Turecki” Mozarta? „Menuet” Paderewskiego? „Humoreska” Dworzaka? No a „Aria na strunie G” – też, ale w dalszej części płyty. Bo tu już trzeba trochę cierpliwości, by wysłuchać i zachwycić się.

Mam nadzieję, że mojej krytyki wydawnictwo nie uzna za wrogą. Sprzyjam z całego serca – róbcie tak dalej! Wydawajcie płyty dla nastolatków. Może niektórzy wykorzystają szansę i tak jak kochają swoją muzykę – pokochają także muzykę klasyczną!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s