O seksie, lekarzach, księżach i dziewictwie do ślubu: odpowiadam Małgorzacie Terlikowskiej.

W ramach dyskusji nad moim wywiadem wszystko jakoś się pogubiło. Na bardzo emocjonalny tekst p. Małgorzaty Terlikowskiej odpowiem wybiórczo.

1. W polemice czytam: „Prof. Jaczewski jako pediatra i seksuolog powinien wiedzieć (i zapewne wie), jakie konsekwencje rodzi prowadzenie nieuporządkowanego życia seksualnego, wielość partnerów, przygodne miłości. Ile ludzkich tragedii można by uniknąć, gdyby ludzie szanowali swoją płodność i seksualność”.

Nie wszystko rozumiem: np. co to jest „nieuporządkowane” życie seksualne? Ja rozróżniam pozytywne (kiedy nikogo się nie krzywdzi) – i naganne, kiedy zaspakajając swoje popędy czyni się krzywdę. Ot i tyle.

2. Czytam też: „W sumie podobne zdanie można by napisać o środowisku lekarskim, wszak też są czarne owce wśród wielu uczciwych i zaangażowanych lekarzy, którzy biorą łapówki, walczą o władzę, za pieniądze obiecują cuda, bez koperty nawet na człowieka nie spojrzą. I pewnie prof. Jaczewski zna takie osoby. I co? To znaczy, że wszyscy tacy są?”.

Zgadzam się, że są wredni lekarze – niestety znałem takich też; tu p. Terlikowska ma rację. Mnie – jako byłego lekarza i uczestnika kształcenia lekarzy – od lat gnębi problem, którego nie ukrywam i który wielokrotnie podejmowałem. Pani Terlikowska ma rację: JEST WIELU LEKARZY, KTóRYCH POSTAWY NIE JESTEM W STANIE AKCEPTOWAĆ! Tylko to za późno. Lekarzy trzeba już jako studentów wychowywać!

Tę myśl rozwinę.

Akademie Medyczne (czy jak je tam zwą) są szkołami technicznymi. Od profesorów wymaga się czterech talentów: by był dobrym lekarzem specjalistą; by był naukowcem – badaczem, autorem; by był dydaktykiem; i na koniec – by był dobrym administratorem (bo klinika to zakład pracy), czyli kierownikiem zespołu itp. Uff… Dużo tego. Bywają tacy utalentowani – ale ilu ich jest? A już nowoczesnej dydaktyki (to wiedza, nauka i praktyka – w tym nowoczesna, elektroniczna) nikt profesorów medycyny nie uczył i nikt nie wymaga tu od nich kwalifikacji.

I teraz najważniejsze: dyplom lekarza jest czymś wyjątkowym. Nie ma innego dokumentu w naszej cywilizacji, który dawałby takie uprawnienia. Dla przykładu: niekontrolowane dysponowanie środkami leczniczymi, a w tym niekiedy przecież truciznami! Takie uprawnienia otrzymuje człowiek,  K T ó R E G O  N I K T  N I E  Z N A. Na każdych studiach akademickich pisze się pracę dyplomową. Np. u nas na pedagogice Uniwersytetu Warszawskiego przez dwa lata trwały seminaria magisterskie i w małej grupie studenci spotykali się regularnie z promotorem. Ja zwykle miałem sześciu magistrantów. Przez dwa lata poznaje się człowieka – a z nieskromnością powiem, że i  W Y C H O W U J E. Niczego takiego nie ma na medycynie. Nikt tak naprawdę nie zna osobiście absolwenta, który po zdaniu kolejnego – ostatniego – egzaminu dostaje dyplom lekarza! Wiem: zaraz powie ktoś, że są praktyki, staże itp. Ale to za mało: nie ma promotora, który byłby jednoosobowo odpowiedzialny moralnie za to, kto dostaje dyplom.

Ja jeszcze postuluję i inną rekrutację. Nie każdy nadaje się na lekarza (jak i na psychologa czy pedagoga). Postuluję przynajmniej półroczny staż w hospicjum, domu starców czy ewentualnie, w domu dziecka (póki te jeszcze – niestety! – istnieją). I dopiero jak ktoś nauczy się trzymać za rękę umierającego, pielęgnować niesprawnego – to mógłby podjąć studia medyczne. A tymczasem – może wiecie – jaki był pierwszy element moich studiów? Fakt, że to już prawie 70 lat temu i może jest teraz inaczej, ale było to prosektorium i trup na stole – którego do dziś pamiętam. Mówiło się: lekarz musi być twardy, odporny. Tak – ale przede wszystkim musi (jak by powiedziała – i słusznie – p. Terlikowska) umieć kochać bliźniego. O mojej wizji kształcenia lekarzy pisałem wielokrotnie, ale zdaje się, że nigdy tego nikt nie wydrukował…

3. P. Terlikowska pisze: „Doświadczyłam spotkania z księżmi zaangażowanymi, pełnymi wiary, a jednocześnie niesamowicie skromnymi. Nie było tam drogich samochodów, markowych ciuchów. Była za to ogromna chęć służby ludziom dwadzieścia cztery godziny na dobę. Były wielogodzinne rozmowy i spowiedzi. Było wszystko to, czego kamery czy łamy liberalnych mediów zobaczyć nie chcą”.

Zgadzam się z polemistką, że są wspaniali księża – i zresztą mówiłem o tym w wywiadzie i pisałem w blogu. Sam znałem takich.

4. Czytam też: „Bo ludzka miłość i płciowość, żeby móc być miejscem uświęcania małżonków, musi być miłością czystą. Bo tylko taka miłość nie rani drugiego człowieka. A wręcz przeciwnie, pozwala mu w pełni otworzyć sią na małżonka, w całej swojej intymności”.

Może jeszcze kiedyś napiszę dlaczego przeciwny jestem zawieraniu ślubu w stanie dziewiczym. Ale to sprawa całkiem „z innej beczki”. I tu na pewno każde z nas zostanie przy swoim zdaniu.

Polemistkę pozdrawiam i dziękuję, że zadała sobie tyle trudu, by ze mną polemizować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s