Dawajmy dzieciom błogostan istnienia, a nie żłobki. Prawidłowy rozwój emocjonalny to wielka sprawa dla cywilizacji.

Udzieliłem wywiadu „Newsweekowi” – tu można przeczytać. Jest w dużej mierze poświęcony roli dotyku jako formy pieszczot w rozwoju dziecka. No, nie tylko – ale ten temat chciałbym tu rozwinąć.

Tu zastrzeżenie: ja w swej praktyce lekarskiej miałem szansę (może szczęście) zapoznać się tak naprawdę z wieloma aspektami pediatrii. Byłem także m.in. lekarzem żłobka – mało tego, miałem tam przez rok ćwiczenia ze studentami oddziału pediatrycznego Akademii Medycznej. Więc to, co piszę o żłobkach – to nie jest oparte, tak jak często moje wpisy w blogu, jedynie na wrażeniach, skojarzeniach, przypuszczeniach.

Jestem kategorycznym wrogiem żłobków! Do prawidłowego rozwoju – mniej fizycznego (choć też!), a bardziej emocjonalnego – dziecko od urodzenia potrzebuje intensywnego kontaktu z matką. Kontakt ten to nie tylko (choć to niezmiernie ważne) karmienie piersią. To dotyk – pieszczota. To „rozmowa” (na razie bardziej jednostronna) – głos matki. To też jej zapach (każdy pachnie – vide węch psów policyjnych).

Co parę godzin niemowlę jest głodne, tzn. ma niski poziom glukozy we krwi. Uczucie głodu jest dojmujące – i wtedy pojawia się ta właśnie  M A T K A  ze wszystkimi swymi cechami. I gasi głód. Upraszczając – kontakt dziecka z matką jest niezbędny, by między dzieckiem a matką wytworzyła się  W I Ę Ź  emocjonalna, która kiedyś w przyszłości odtworzy się jako potrzeba więzi – jak mówili neofreudyści: „Kontakt-Trieb”. Powstaje poczucie bezpieczeństwa – pewien błogostan istnienia. To, co piszę, dotyczy na pewno małego dziecka – przez pierwsze 1,5 roku (jak sądzą jedni) czy 3 lata (jak sądzę między innymi ja).

Żaden żłobek tego nie zapewni. Wtedy – pół wieku temu – mówiono, że dziecko ze żłobka korzysta lepiej, bo jest pod ochroną specjalistów – a w domu matka bywa głupia. Fakt, tylko że dziś jestem głęboko przekonany, iż nawet najgłupsza matka jest dla niemowlęcia lepsza niż wspaniała, oparta na wiedzy, spełniana przez fachowców opieka w żłobku.

Wiem, że matki idą do pracy i że żłobek – dla tych, które nie mają szczęścia posiadania w zasięgu własnej matki, czyli babci dziecka, jest jedyną formą opieki. I wiem, że kobiety postanowiły wyjść z domu i iść na studia, później do pracy. Tylko (przepraszam, że tak mówię – wiem, że to wywoła oburzenie) „wychodząc z domu” nie ustaliły najpierw jednego… Co będzie z dzieckiem?!

Tak – wiem: kobiety chcą się rozwijać zawodowo, status matki i gospodyni w domu jest mało atrakcyjny. Nikt – nawet ten, kto uznaje, że  N I E  M A  W A Ż N I E J S Z E J  I  P I Ę K N I E J S Z E J  roli niż być matką i wychowywać dziecko – nie będzie miał odwagi tego głośno mówić. Tak, wiem że jest to wielki, może jeden z największych, dylematów tej cywilizacji.

Ale jak niedawno zobaczyłem w telewizji salę przygotowaną dla niemowląt – w niej rzędy łóżek wspaniałych według wymogów higieny – to przypomniała mi się moja praca sprzed pół wieku. I ogarnęło mnie przerażenie i ból – że do każdego takiego higienicznego pudełeczka włoży się idealnie zadbane dziecko, codziennie ważone i badane, karmione według bieżących naukowych wskazań – ale skaże się je na godziny samotności, na brak kontaktu z matką… To jest straszne.

Ja nie wiem jak rozwiązać problem. Nie wiem jak zaspokoić potrzebę demograficznej równowagi i potrzebę pracy kobiet, ale też przecież ich potrzebę bycia zaangażowaną matką małego dziecka. To przerasta moją wiedzę, kompetencję, wyobraźnię. Ale chcę, by matki i ojcowie – tak! – decydując się na umieszczenie dziecka w żłobku wiedzieli o tym, co powyżej napisałem…

A teraz tak dla odprężenia o tym, co było zanim jeszcze zostałem zatrudniony w Kolonii. Często wówczas bywałem w NRD (potem, gdy już pracowałem w RFN, nigdy mnie nie zaprosili). Był tam wspaniały Instytut Higieny Dzieci i Młodzieży profesor Evy Schmidt-Kolmer. I przyjechałem do nich (zawsze wiele się tam uczyłem) akurat po VIII zjeździe wschodnioniemieckiej partii. Był wielki entuzjazm, bo na zjeździe uchwalono, że każde niemowlę będzie miało miejsce w żłobku. Wyraziłem swoje wątpliwości, mniej więcej takie jak wyżej. A oni zareagowali ostro: jakie masz wymierne dowody na to, że mówisz prawdę? Skąd wiesz, że rozwój w żłobku pod opieką  f a c h o w c ó w  jest gorszy niż u matki?! Przyszło mi do głowy, że czytałem akurat gdzieś o dzieciach wychowywanych w żłobku: że później mówią i mają mniejszy zasób słownictwa. A oni: to wstawimy na sale dzieci głośniki, by stale słyszały mowę i opóźnienia nie będzie! A mnie nazwali „wulgarnym freudystą” i – o ile dobrze pamiętam – właśnie to był mój ostatni u nich pobyt…

A dla zainteresowanych tematyką żłobków w Polsce wyniki badania opublikowane w 1964 roku. Można je znaleźć tutaj:

Wolański N., Charzewska J., Charzewski J., Kowalska I., Lasota A., Mięsowicz I., Physical development of family children and of nursery children. In „Care of Children in Day Centres”, Public Health Papers, 24:118-126, WHO, Geneva 1964 – https://docs.google.com/file/d/0B9sJeNN4BE1uSFYyR2RaUlVwREE/edit

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s