In vitro: wywoływanie poczucia winy jest obrzydliwe. Spytajmy może: jaki jest wpływ katechetów na samobójstwa uczniów?

Unikałem tematu „in vitro” – ponieważ wydaje mi się, że moje wykształcenie lekarskie do zabierania głosu mnie nie upoważnia. Nie mam wiedzy fachowej – ale wierzę fachowcom: setkom, jeśli nie tysiącom lekarzy. In vitro to nie nowinka – praktyka wykazała wartość tej metody. Za „moich czasów” o in vitro nikomu się nie śniło… A propos: pamiętam jak odkryto chromosomy – i ile było z tego atrakcji, uciechy.

Jednak teraz o in vitro grzmią kompletni analfabeci (oby będący takimi tylko w sprawach zapłodnienia). Grzmi senator Kogut, który był… zawiadowcą pobliskiej stacji kolejowej. Gdyby opublikować listę parlamentarzystów głosujących przeciw, to jego akurat można by pominąć (bo to w ogóle hańba, że człowiek tej kompetencji i intelektu występuje z trybuny Senatu…). Ale grzmią i niektórzy biskupi (np. w niedzielę bp Dzięga). I wszyscy oni tylko próbują podpierać napaści wiedzą fachową. A mają one jednak charakter ideologiczny.

Trudno mi więc wytrzymać w milczeniu. Zacznę od tego, że widzę co najmniej dwa problemy.

Podstawowa sprawa to „troska” o życie zarodków. Dyskusja – czy zarodek jest już człowiekiem, czy jeszcze nie – jest jak scholastyczne dociekanie „ile diabłów mieści się na szpilce”. Przypomina mi się, że jeden z „Doktorów Kościoła” głosił, iż dusza wnika do płodu w przypadku męskim w czwartym tygodniu, a w żeńskim w szóstym (ta „nauka” musi być frajdą dla feministek). Czyli – wcześniej nie ma duszy. Jak więc bez duszy ma być człowiek?

Kościół jest znany z niekonsekwencji – niektóre „prawdy” zapomina, a inne tworzy doraźnie. Przykładów moc – ale nie to jest przedmiotem moich rozważań. To nie mój kłopot. Chodzi mi o coś zasadniczego: Kościół ma prawo niedyskusyjnie głosić wymagania  S W O I M  W Y Z N A W C O M – nawet najdziwniejsze. Nie ma jednak prawa ograniczać ludzi spoza swej społeczności, a więc nie ma prawa narzucać poglądów – i konsekwencji ich – ludziom spoza Kościoła. I tak jest z in vitro: może zabronić wiernym, ale nie ma prawa blokować ustawy, która dotyczy wszystkich – także tych, których Kościół i jego poglądy po prostu nie obchodzą.

A swoją drogą zastanawia mnie zawziętość akurat w walce o te nieszczęsne zarodki. Karze śmierci nie sprzeciwia się Kościół w wielu krajach. Sam zresztą, bywało, uczestniczył w morderstwach. Kapelanów w wojsku (przeznaczonym do zabijania) utrzymuje. Czemu nie zajmuje się sprawami ważniejszymi: rolą katechetów w wychowaniu (w nowomowie: „formacji”) młodzieży? Spytajmy: jaki jest wpływ katechetów na społeczności gimnazjalne, które niszczą (aż do samobójstw!) uczniów odrzucanych, słabszych, biedniejszych? Nie ma tu nic do zrobienia? Tylko te zarodki są ważne?

I druga sprawa – osobliwie obrzydliwa. Wmawianie tym, którzy żyją dzięki in vitro – że oni są pośrednio winni „śmierci” nienarodzonego rodzeństwa. Takie wywoływanie poczucia winy znam z praktyki lekarza młodzieży: otóż kiedyś wmawiano poczucie winy masturbantom. Nie bez – tragicznych – skutków…

W sprawie in vitro, przy tworzeniu prawa  D L A  W S Z Y S T K I C H głos powinni zajmować przede wszystkim lekarze (ci kompetentni – bo już dochowaliśmy się i oszołomów…). Tylko lekarzy powinni w tej sprawie słuchać parlamentarzyści. Dlatego inspirowany przez rówieśników, lekarzy-emerytów, napisałem list do prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej – którego odpis wkrótce załączę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s