Samobójstwa młodzieży: co władza na to 50 lat temu i dziś?

Prawie dwa lata temu pisałem: „Samobójstwa uczniów: władza zachowuje się jak w PRL. A winna szkoła, rodzina i agresja”. Nie było wielkiej dyskusji. Teraz, po nagłośnionym przypadku samobójczym ucznia, komentatorzy sami podjęli sprawę samobójstw młodzieży. A że akurat w tej sprawie jestem „historycznie” kompetentny – wracam do tematu.

Poprzednio pisałem: „A jak jest teraz? Chyba doszedł jeszcze jeden czynnik – agresja. Agresja w stosunku do słabszych, biedniejszych (gorsze ciuchy i telefony) – i takich w ogóle uznanych za ofiary, często nie bardzo wiadomo dlaczego”. Pół wieku temu ten czynnik również istniał, tyle chyba że grał mniejszą rolę.

Ale od początku.

Pół wieku temu, w latach 60. w Europie Zachodniej, pojawiło się coś w rodzaju epidemii samobójstw uczniów. U nas triumfowano: „Proszę! Zgniły Zachód – skutki! Naszą młodzież chroni ustrój”. Ale – jak wszystko – z pewnym opóźnieniem ta fala samobójstw pojawiła się i u nas.

Byłem wtedy kierownikiem ciekawej inicjatywy: „Poradni na Nowogrodzkiej”. W stróżówce Domu Sierot Boduina była „Poradnia Higieny Wychowania”. Tak ją nazwali – a pracował tam, w warunkach dość skandalicznych, zespół: kilku przyszłych profesorów, także Michalina Wisłocka, psychiatrzy, psycholodzy. I najważniejsze: grupa studentów-wolontariuszy z różnych uczelni, kompletnych amatorów.

I wtedy, gdy dotarła do Polski fala samobójstw, minister oświaty prof. Jabłoński zlecił nam podjęcie ogólnopolskich badań nad zjawiskiem i przyczynami. Dali sporo – jak na tamte czasy – pieniędzy. I zobowiązali instytucje oświaty, służbę zdrowia i milicję do współpracy. Badaniami kierował socjolog – Marek Zuern. Najlepiej układała się współpraca z milicją: referenci do spraw nieletnich bardzo rzetelnie z nami współpracowali. Ciekawe: jednym ze znawców problemu był młody wtedy ksiądz Małkowski (tak, ten od „miesięcznic” na Krakowskim Przedmieściu; wtedy był mądrym, młodym facetem i zapraszałem go do wygłaszania nam wykładów).

Miały być dwa etapy badań. Kiedy napisaliśmy raport z pierwszego, w ówczesnym Ministerstwie Oświaty minister już był nowy. I nikt tam nie chciał tego raportu od nas wziąć. Co więcej, kategorycznie zabronili cokolwiek publikować. I oczywiście o drugim etapie badań – dużo ważniejszym – mowy już nie było…

Co wyszło z badań?

1. Otóż panował wówczas taki ruch – podkultura zwana „gitowską”. Jego założenia wywodziły się z więzień: więzienna była ideologia i obyczajowość. I bywało analogicznie do niedawnego przypadku samobójstwa: tak zwani „git-ludzie” zaszczuwali „f r a j e r a” lub „c w e l a” – i często dochodziło do samobójstw. Ten ruch gitowski to był wielki problem – trwał kilka lat i… jakoś sam zniknął.

2. Z pierwszego etapu badania wynikał wniosek, że znacznie więcej było zamachów samobójczych bez chęci odejścia niż autentycznych konsekwentnych samobójstw. Pisałem już, że „wtedy wyróżnialiśmy demonstracyjne próby zamachu na życie – i autentyczną chęć odejścia”, i że „demonstracje były znacznie częstsze u dziewcząt, a w ogóle znacznie częstsze niż chęć odejścia”.

3. Poza presją „gitowców” przyczyny tkwiły przede wszystkim w szkole. „Zgnojony” przez rówieśników i szkołę uczeń, niekiedy jeszcze dodatkowo niszczony przez rodzinę, załamywał się psychicznie. Czasem próba samobójcza była tragicznym wołaniem o pomoc, czasem wynikiem ciężkiej depresji. Przypomnijmy: „Z naszych badań odnosiliśmy wrażenie (miało by się to ewentualnie potwierdzić w ich drugim etapie), że głównym winowajcą jest przede wszystkim szkoła. Oczywiście – i rodzina. Bo jeżeli ucznia gnoiła szkoła, to mądrzy rodzice mogliby udzielić wsparcia i na przykład zmienić szkołę. Dopiero ów tandem – szkoła i dom rodzinny – decydował o depresji, beznadziei i chęci odejścia”.

4. Chociaż „git-ludzie” zaszczuwali innych jako „c w e l i”, to sprawy seksu nie odgrywały większej roli. Kultura gitowska akceptowała bowiem nawet pewne formy homoseksualizmu. Ostatecznie wywodziła się przecież z więzień dla młodocianych, gdzie akceptowane były pewne formy zachowań homoseksualnych. Starzy geje pamiętają ówczesną wielką falę prostytucji homoseksualnej (podczas gdy prostytucja dziewcząt nie wykazywała jakiegoś szczególnego wzrostu). Dziewczęta były zresztą tylko wyjątkowo związane z grupami gitowców. 

5. Ciekawostka statystyczna: prawie nie było zamachów (udanych bądź nie) w okresach wakacji. Nasilenie i wzrost ich liczby był w okresach klasyfikacji w szkole, czyli w trakcie wystawiania uczniom ocen. Najwięcej prób samobójstwa przypadało na czerwiec, tuż po promowaniu – rozdaniu świadectw.

Samobójstwa były tylko jednym z kilku działów i tematów pracy zespołu. Czegośmy się tam nauczyli, tego już nikt nam nie odebrał. To były bardzo ciekawe badania i bardzo owocna praca Poradni. Tyle że niewygodne dla władzy. Kiedy stróżówkę spalili pacjenci z grupy socjoterapeutycznej (niechcący, bo byli bardzo przywiązani do poradni), władza odetchnęła – i ostatecznie nasze badania na temat samobójstw młodych ludzi zamknęła.

Na koniec jeszcze cytat sprzed dwóch lat (sprzed zmiany ministra edukacji) – „Piszę o tym, bo coś jakby się historia powtarzała. Jak patrzę na tę „bidotkę” – panią minister – to niczego mądrego się nie spodziewam. A problem był – i jest”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s