Warszawski Uniwersytet Medyczny lekceważy zasłużonych poprzedników.

Dostałem bardzo miłą dla mnie wiadomość: w Petersburgu nazwano ulicę imieniem Artura Arturowicza Jaczewskiego – czyli mojego rodzonego Dziadka. Był twórcą rosyjskiej – i jednym z twórców europejskiej – mykologii. Pamiętacie co to? Nauka o grzybach, ale głównie nie tych kapeluszowych, które chętnie zjadamy, tylko tych, które rozkładają drewno czy liście.

Równocześnie nazwano sąsiednią ulicę imieniem Nikołaja Wawiłowa – był to uczeń, współautor wielu prac, następca mego Dziadka na stanowisku dyrektora Instytutu Mykologii.

Dziadek miał szczęście: w 1932 roku usunięto go ze stanowiska, ale zmarł śmiercią naturalną. Wawiłow był światowej sławy biologiem i wszedł w ostry naukowy konflikt z Łysenką (kto pamięta to złowrogie nazwisko?). Aresztowany w 1937 roku został wprost na śmierć zagłodzony w celi więziennej.

Przysłano mi nawet wycinek planu miasta – „czort wie” gdzie to jest, to podobno małe uliczki…

Nie w tym rzecz. Tak się złożyło, że akurat niedawno na ręce prof. Tadeusza Zalewskiego wpłynął list od Rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Bo grono starych już bardzo lekarzy i byłych profesorów medycyny (ze mną włącznie) uparcie co jakiś czas domaga się uczczenia pamięci dr. Jana Zaorskiego. Właśnie nas poinformowano, że uczelnia nie przyjmie Jego imienia, że jest tablica pamiątkowa i może nazwą imieniem Zaorskiego jakąś salę. I wystarczy.

O Zaorskim pisałem już. To był twórca i kierownik nielegalnej medycyny w okresie niemieckiej okupacji. Wraz z kilkunastu profesorami uruchomił szkołę kontrolerów sanitarnych (to było najwięcej na co zgadzali się okupanci) i pod pozorem tejże szkoły kształcili lekarzy. Gdyby nie dzieło Zaorskiego i kolegów, po wojnie nie mielibyśmy nie tylko lekarzy – ale nie miałby kto uczyć studentów medycyny.

Kiedy w roku 1947 rozpocząłem studia lekarskie, to znakomita część moich nauczycieli – byli to absolwenci Szkoły Zaorskiego.

Chętnych, którzy chcieliby bliżej poznać dzieło Zaorskiego, namawiam do znalezienia w internecie strony „Lekarze Powstania”. Jest tam obszerna relacja z dziejów tej szkoły.

I pomyślałem sobie: jak my nie potrafimy czcić pamięci naszych zasłużonych poprzedników. Jak inni są (przynajmniej ci moi znajomi) Rosjanie. Jak tam byłem – jako wnuk cenionego przez nich uczonego – pokazywali mi pokój jego pamięci (Wawiłowa też) i pamiątki po nim (zbiory grzybów itp.). I mimo że upłynął więcej niż wiek od założenia owego mykologicznego laboratorium, że zbliża się setna rocznica śmierci – pamiętają o Nich – nawet wydali pamiątkowy medal.

A Zaorski? Jego zasługa, odwaga – narażanie życia dla tej szkoły – idą w niepamięć. Czy tak musi być? Czy my naprawdę nie potrafimy czcić i pielęgnować cywilnej historii? Cywilnych bohaterów? Umiemy doceniać tylko bojowców, którzy ginęli w walce?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s