Nadal jesteście zakochani w matematyce? To zróbcie w końcu coś, żeby nauczyciele byli dobrze przygotowani do jej nauczania.

Odbywa się matura z matematyki. A ja kiedyś pisałem – i nadal tak uważam – że matematyka powinna być przedmiotem  N A D O B O W I Ą Z K O W Y M . Bo są ludzie (i ja takim jestem), którzy matematyki nauczyć się nie mogą. Należę do grupy (jak licznej?) tych, którzy dziś przy egzaminie z matematyki nie uzyskaliby matury. Co bym w życiu robił zawodowo?

Z rozrzewnieniem wspominam moją naukę w liceum w Boernerowie – gdzie, ukrywając się przed UB, chodziłem. Tam dyrektorką była matematyczka. W klasie maturalnej zawołała mnie i powiedziała: z matematyki u pana (tak się wtedy mówiło do ucznia!) nic nie będzie. Na maturze postawię panu trójkę. Niech pan sobie na lekcjach czyta jakie książki… Pamięć zawodzi i nie pomnę już jej nazwiska – wiem tylko, że potem (ale nie dlatego!) zamordowali ją na Rakowieckiej (była związana z opozycją… ale to dygresja).

Dziś jest znany fenomen dyskalkulii, rozpoznawany analogicznie do dysleksji. Są jednak wciąż tacy, którym próg matematyki łamie życie zawodowe. Ilu ich w ogóle jest? Może jacyś uczeni prześledziliby: ile, jaki procent uczniów to dyskalkulicy? I jak toczy się ich życie po klęskach? To podobno są wyjątkowo zdolni humaniści. Ale co mogą robić bez matury?

Pamiętam z liceum im. Lelewela siostrzeńca Anny Radziwiłł. Ona była wspaniałym pedagogiem i matematykę znała dobrze. Miała z nim wielki kłopot, bo nie mogła ani rusz przygotować chłopaka do zaliczenia matematyki. Douczała go indywidualnie – i nic. A chłopak był bardzo zdolnym humanistą i poważne pisma wtedy już drukowały jego felietony – zdaje się, że z krytyki teatralnej.

Widziałem w telewizji wywiad ze starszą panią profesor matematyki na temat dydaktyki tego przedmiotu. Ubolewała, że szkoła nie tylko nie rozwija zdolności uczniów, ale je niszczy – i w zakresie matematyki, i z innych przedmiotów też… Niestety, nie dosłyszałem nazwiska Pani Profesor, która może i ma rację, że matematyki można nauczyć. O ile umie się to robić (i o ile się chce…).

Może więc i na przyszłość walczmy o to, by szkoły uczyły matematyki skutecznie i mądrze (choć przykład Anny Radziwiłł wskazuje, że chyba nie zawsze jest to możliwe). Ale póki co, dokąd szkoła uczy jak uczy – przestańmy łamać życie dyskalkulikom.

Gdybym był dość bogaty, ufundowałbym stypendia dla takich, którzy stoją wobec klęski życiowej przez matematykę. Może są kraje, gdzie mogliby uzyskać maturę bez matematyki? Podobno tak było przed laty w kilku stanach w USA. No ale bogatym nie jestem – pozostaje mi tylko naprawdę serdecznie współczuć tym dyskalkulikom. Nawet pocieszać ich nie mogę. Bo niby jak? Czym?

Przed laty mój wpis o matematyce wywołał dyskusję. I spadły na mnie gromy. No dobrze. Jak jesteście tacy zakochani w matematyce, to zróbcie chociaż coś, by nauczyciele byli dobrze przygotowani do nauczania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s