Czy myśliwi i wędkarze są równie okrutni jak koty? Czy udomowienie dzików dobrze się dla nich skończyło?

Odniosłem się ostatnio pobieżnie do poruszonego przez prof. Magdę Środę problemu myśliwych. Moje wpisy w blogu są bardzo zwięzłe – można rzec: skrótowe. To taka moja maniera. Zawsze – nawet książki – pisałem bardzo treściwie. Czy to z lenistwa? Czy z niechęci do wałkowania tematu ponad miarę? Sam nie wiem. W każdym razie w reakcji na mój wpis o myślistwie pojawiło się sporo komentarzy. Za wszystkie bardzo dziękuję – bardzo lubię czytać zwłaszcza uzupełnienia lub korekty moich poglądów. Tym razem jeden z komentatorów zaprosił mnie na swój blog, gdzie obszerniej omawia problem zabijania zwierząt. Ma rację (zajrzyjcie na „Patrząc z Rybaków”).

Z mojej strony jeszcze kilka uzupełnień.

Po pierwsze, temat świni. Kiedyś w naszej chacie w Ropkach hodowaliśmy z harcerzami dwa prosiaczki. Były przemiłe, mądre, przyjazne. Czyściutkie. Biegały jak psiaki po okolicy. Zryły nam cały ogródek… ale darowaliśmy im, bośmy je pokochali. Eksperyment był bez sensu – bo jaki mógł być koniec? Ale wtedy pomyślałem (a może usłyszałem), że świnia domowa – ta brudna, w paskudnym zagnojonym chlewie – to dzik, który zadał się z człowiekiem! Fakt: jakiż dostojny, mądry i groźny jest dzik! I jaki piękny!

Po drugie, sprawa znęcania sie nad ofiarą. Że niby tylko człowiek się znęca – a zwierzę szybko i skutecznie ofiarę zabija i zjada, jedynie po to, by przeżyć. Macie w domu kota? Widzieliście jak kot łapie mysz i się nią „bawi”? Jak potrafi godzinami się nad nią znęcać? Niby to ją puszcza wolno – ale nie! Łapą znowu przytrzymuje – podrzuca, gniecie i stosuje  w y m y ś l n e  t o r t u r y ! Widziałem to kiedyś jak siedziałem na wykładzie (jako słuchacz). Przez okno obserwowałem co to cholerne bydlę robiło z tą nieszczęsną myszką! Zaraz po wykładzie pognałem i kota przegoniłem. Uciekł z myszą w pysku… Znienawidziłem koty. Niby miłe – szczególnie młode kociaki. A taki potencjał okrucieństwa! Wiem, że w wielu domach chowacie koty. I kochacie je. I moje gadanie nie robi wrażenia. A może to tylko koty domowe nauczyły się od ludzi tego okrucieństwa? Ktoś wie, czy dzikie koty też tak się zabawiają?

I przypomniało mi się – po trzecie – coś analogicznego, a niesłusznie niedostrzeganego. Chodzi o wędkarstwo! Jeżeli można (i słusznie) litować się nad zwierzyną leśną – to przecież ryby są znacznie gorzej, bardziej okrutnie traktowane. Wędkarze w sposób jawny – rzekłbym: z pewną dumą – dokonują masakry ryb. Przypomnijmy: zakłada się metalowy hak – na niego oszukańczą „przynętę”. Ryba nadziewa się żywcem na ten hak – a niekiedy go połyka i potem z tym hakiem wyrywa się jej wnętrzności. A w najlepszym przypadku nadziewa się ją za wargę i potem – jak przedmiot, po wyrwaniu kawałka ciała – rzuca się ją na piach, by udusiła się powoli bez wody… Często na koniec jeszcze, jak już tę nieszczęsną rybę wyłowią i jak im nie odpowiada na przykład wymiarem, to po okaleczeniu (wyrywanie haka) wrzucają ją z powrotem do wody! Że niby są tacy dobrzy, przyjacielscy i co tam jeszcze… Wędkarstwo jest obrzydliwym znęcaniem się nad zwierzęciem. I poza sportem rzadko służy zbieraniu białka dla przetrwania gatunku (człowieka). Torturuje się owe nieme bezbronne zwierzęta tylko dla przyjemności. Gdyby ryby miały głos, gdyby nadziane na hak skowyczały, wyły, skamlały – wielu „wędkarzy” zrezygnowałoby z tego „sportu”. Panowie wędkarze! Co Wy na to?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s