A może Amerykanin ma rację? Może potrzebujemy dyskusji o bierności Polaków wobec holocaustu?

Rozgorzała histeria na temat wypowiedzi amerykańskiego dygnitarza o udziale Polaków w holocauście. Ten temat zawsze wywołuje histeryczne reakcje, a rzeczowej dyskusji brak. Akurat jestem jednym z niewielu już, którzy okupację dobrze pamiętają. I nie mam wątpliwości, że choć Polacy rzeczywiście w przytłaczającej większości z okupantem nie współpracowali – to udział w ratowaniu, w pomocy Żydom, był znikomy.

W filmie Wajdy „Wyrok na Franciszka Kłosa” (i zapomnianym książkowym pierwowzorze z 1947 r.) pokazano jak Niemcy – z pomocą granatowego policjanta, tegoż Kłosa – wymordowali mieszkańców willi wraz z przechowywanymi tam Żydami. Wszystkich. Akurat tak się składa, że wydarzenie to pamiętam; zamordowali tam i mojego kolegę… Działo się to pod Milanówkiem – „na łąkach”, jak się mówiło. A skąd okupanci wiedzieli, że akurat w tej leżącej na uboczu willi mieszkańcy ukrywają Żydów? Przecież nie dowiedzieli się telepatycznie ani tym bardziej za wskazaniem Ducha Świętego. Prawda jest taka, że byli i szmalcownicy, i donosiciele. O tym za rzadko się mówi i pisze. Ilu ich było? Nie znam statystyk. Pewnie niedużo, ale wystarczyło na to, żeby przeciętny Polak bał się udzielić pomocy Żydom. I nie ma co się dziwić – i nie ma potrzeby, by mieć poczucie wstydu czy winy. To wiązało się z kolosalnym ryzykiem.

Ale tym samym nie ma też powodu do histerycznej „walki” o czystość i idealność wspomnień czy ocen historycznych. W Milanówku urząd pocztowy był opanowany przez ludzi z AK. Oni listy adresowane do okupanta otwierali – starali się ustalić, kto jest autorem donosu (co prawie nigdy im się zresztą nie udawało). Listy te potem niszczyli i nie przekazywali do okupanta. I oni niestety mówili, że takie anonimowe donosy nie były rzadkością. Znów: ile ich było? Pewnie IPN tego nie zbadał.

Wątpiących w mało chwalebną rolę Polaków (ilu?!) odsyłam do wspomnień doktora Klukowskiego ze Szczebrzeszyna. Nie przytoczę szczegółów, bo ciarki przechodzą przez plecy… Tej lektury nie ma sposobu zapomnieć. Jednak Milanówek był miejscem szczególnym. Przed wojną zakazywano osiedlania się tam Żydów (tak!), więc były tylko dwie rodziny asymilantów. Nie było też Niemców – volksdeutschy. A jednak pomimo tego, że były to szczególnie sprzyjające warunki do ukrywania Żydów, to jednak takich przypadków było mało. Wyróżniały się zakonnice, urszulanki. Utrzymywały grupę dzieci – w większości ewidentnych Żydów. I chwała im za to. Mam wielki szacunek i podziw dla ich odwagi.

Czy ogólna bierność i obojętność – nawet z uzasadnionego strachu – jest warta wstydu? Zakłamania historii? Nadmiernej wrażliwości na oskarżenia? I czy w ogóle w tym przypadku można oskarżać?

P.S. Może kiedy indziej opiszę jeszcze coś przytłaczającego, co odlegle koresponduje z tematem wpisu. Dziś już nie bardzo jestem w stanie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s