Skąd ten siermiężny PRL miał środki na szczepienia i dentystów w szkołach?

Dokonując poprawki na fakt, że już wiele lat nie jestem czynnym lekarzem – chcę podzielić się historią z mojej pamięci. A z nią – refleksjami o współczesności. Pisałem już, że „idiotyczna likwidacja szkolnej służby zdrowia dała duże oszczędności i powrót chorób, których już nie było”. Zapowiadałem, że do tematu jeszcze wrócę.

Czasy się zmieniają – i ocena szczepień niespodziewanie też. Przed kilkunastu miesięcy dostałem list od amerykańskiej uczonej (poczułem się dumnym – zna mnie i pamięta!), bym podpisał zbiorową, międzynarodową petycję do Światowej Organizacji Zdrowia o likwidację szczepień. Że to więcej szkody niż korzyści. Bardzo uprzejmie odmówiłem: dawno nie jestem praktykiem i nie jestem kompetentnym, by oceniać aktualną sytuację. A wspomnienia sprzed kilkudziesięciu lat mam bardzo jednoznaczne: szczepienia odegrały W T E D Y doniosłą rolę.

Ja jestem pełen kultu szczepień. Bez szczepień i ich cudownych skutków – nie chciałbym być pediatrą! W walce o powszechność szczepień noworodków mam swój udział – walczyłem ostro i jestem z tego dumny. Kiedy więc czytam i słyszę, że odra jest obecnie groźna i że pojawia się jakby epidemia, to uznaję to za wynik braku szczepień.

Choroby zakaźne były kiedyś wielkim problemem. 62 lata temu, kiedy byłem ordynatorem oddziału dziecięcego w szpitalu gorlickim – nie było w ogóle odwiedzin rodziców. Dzieci były brutalnie odrywane od matek i izolowane. Przepraszałem za to parę lat temu, jak mnie zaproszono na Święto Kobiet w Gorlicach. Ale to miało głęboki sens: myśmy strasznie bali się infekcji. Choroby zakaźne spędzały mi sen z oczu. Zwłaszcza gruźlica dziecięca (100% zgonów na zapalenie opon mózgowych; kalectwo po zapaleniu kości i stawów; tzw. „prosówka”). Drugą taką straszną chorobą był dyfteryt (zwany w okresie szału na polskość błonicą). Bardzo trudny do rozpoznania – przeoczony w wysokim stopniu groził zgonem. Przypominam – praktycznie nie było antybiotyków; jedynie penicylina, po którą dla każdego pacjenta osobno (!) trzeba było jechać do Rzeszowa – miasta wojewódzkiego…

I pojawiły się szczepienia. Była tradycja szczepień ospy (tej prawdziwej, nie „wiatrówki”) – starzy lekarze mówili mi, że w górach Łemkowie ze wsi tylko raz w życiu szli do lekarza: do szczepienia ospy. Taka była tradycja – no i lęk. Bo już szczepienia gruźlicze BCG przebijały się z wielkim trudem. Były wielkie opory także w środowisku lekarzy. Ale pojawiały się kolejne szczepienia: przeciw Poliomyelitis (Heinego-Medina), temu cholernemu dyfterytowi – i kolejno inne. Znikła gruźlica dzieci, a dyfterytu to dziś lekarze już nawet rozpoznać nie umieją (nie muszą – przez lata nie było go!).

Choroby zakaźne zmieniają swoją „jadowitość”. Jak słyszę, odra nabrała zjadliwości, daje powikłania i zgony. A w moich czasach była chorobą stosunkowo lekką, mało było powikłań (choć bywały); zgonów nie widziałem… Już nie byłem praktykiem, kiedy pojawiły się szczepienia przeciw odrze (i kokluszowi). Działa to i w drugą stronę – za mojego dzieciństwa szkarlatyna (po polsku płonica) była bardzo groźna i budziła lęk. Było wiele zgonów. A kiedy byłem lekarzem – to była już jedną z najłagodniejszych chorób zakaźnych. 

Wraz ze zbrodniczą likwidacją szkolnej służby zdrowia szczepienia (jak też przeglądy i leczenie zębów) w Polsce znikły. Przyjęto założenie (słuszne teoretycznie – a przede wszystkim: dające wielkie oszczędności Ministerstwu Zdrowia), że o szczepienia i leczenie zębów powinni dbać rodzice – nie lekarz i nie pielęgniarka szkolna. Tyle teoria. Jak ma się teoria do praktyki, zapytajcie swoich znajomych: kto regularnie prowadzał dzieci do przeglądów dentystycznych i kto przestrzegał kalendarza szczepień? Ja takich rodziców nie znam.

W Polsce nie przyjęto poglądu, że szczepienia przeciw odrze nie są już potrzebne. Szczepienia odry zaniedbano nie z powodu namysłu teoretycznego i nie w konsekwencji badań medycznych. Zaniedbano – bo zlikwidowano to, co skutecznie i doskonale działało, czyli szczepienia w przedszkolu i szkole. To samo stało się z opieką stomatologiczną. Dziś już nikt nie chodzi co roku z dzieckiem do przeglądu i wczesnego leczenia. Dziś szerzy się próchnica, a do dentysty idzie się jak dziecko spuchnie i wyje z bólu.

Po co o tym wszystkim piszę? Bo decyzję o szczepieniu lub nie – ma podejmować fachowiec a nie przypadek wzmocniony pozorem dbałości rodziców. Trzeba odbudować to, co było jednym z sukcesów polskiej medycyny: opiekę lekarską i higieniczną nad uczniem. To nie będzie proste, ale może epidemia odry i strach nią wywołany przeważy?

Powiedzą, że nie ma pieniędzy. Pewnie nie ma. Ale niech w takim razie powiedzą: skąd miał na to środki ten siermiężny PRL? I tak na koniec – nie mogę oprzeć się złośliwości. Jak czują się ci, co likwidowali szkolną służbę zdrowia i opiekę stomatologiczną? Co dziś powiedzą ci „uczeni”, z którymi tak ostro wtedy walczyliśmy? Był ostry sprzeciw i próba dyskusji, ale „podstawy teoretyczne i naukowe” likwidacji szkolnej medycyny były w początkach III RP skwapliwie wykorzystane przez Ministerstwo Zdrowia. Od uczonych wywodów do oszczędzonych pieniędzy droga krótka…

* * * 

Kiedy zaczynałem prowadzić blog, zastrzegałem, że są to wypowiedzi po prostu starego człowieka, którego to i owo drażni: pobudza pamięć, opór albo przekorę. Nie miało to być związane z moim zawodem i już na pewno nie z moim statusem profesora. Prosiłem, by tego nie mieszać. Jednak redakcja uznała, że dopisek „profesor” pozwoli nowym czytelnikom jednoznacznie ustalić, o kogo chodzi. I niedawno ktoś, kto nie znał tej inwokacji (opublikowałem ją tu już dawno), „wymyślał” mi w komentarzu od profesorów. Teraz było odwrotnie: akurat to, o czym dziś napisałem, leżało w sferze moich kompetencji. Problem szczepień był zawsze ulubionym moim tematem wykładów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s