Ochojska nie pojechała idiotycznym pendolino? Bo prywatna kolej lekceważy pasażerów.

Jak zawsze u nas: gdy już mass-media czegoś się czepią, to oglądamy to kilkanaście razy. Na okrągło. Tym razem może i dobrze, bo nagłośnili rzeczywisty problem. Pani Ochojska chciała pojechać pociągiem. Ale wsiadanie stanowiło problem. Dużo o tym mówiła – wiemy nawet, że nie pojechała pociągiem (i to tym za miliony), tylko poleciała samolotem. No, jej sprawa. 

Mnie się przypomniała moja przygoda. W moim, pożal się Boże, papierowym archiwum bloga nie znalazłem kopii tego wpisu, ale jest w sieci. Dla przypomnienia: „Nie tak dawno, wysiadając z pociągu, expresu w Krakowie, spadłem ze schodka i wleciałem między wagon i peron. Potłukłem się – pomoc była bardzo fachowa i życzliwa, skuteczna. No, szczęśliwie pociąg nie ruszył. Kiedy rozeszła się wiadomość w kręgu moich znajomych o tym wypadku, dowiedziałem się, że nie był to wypadek jakiś wyjątkowy. Podobno to trafia się (niestety). I wtedy zastanowiłem się, że może stopnie w wagonach są wyślizgane podeszwami – i są śliskie. Może kolej powinna dokonać jakichś tu zmian . A może należałoby skonstruować jakieś otwierane, wysuwane poręcze? Technicznie pewnie to nie problem. Ludzi starych jest coraz więcej – bo to pewnie raczej starzy spadają – ale będzie ich (nas) coraz więcej i pewnie będą coraz bardziej ruchliwi, będą podróżować. To, co postuluję, to już nie tylko sprawa wygody. Pewnie i odszkodowania, jakie płaci kolej, też są znaczące (namawiano mnie bym o takie odszkodowanie wystąpił, ale mnie się wydaje, że jak na razie to więcej mojej winy niż kolei). A swoją drogą czy kolej ma jakąś statystykę takich wypadkow ? Pewnie raczej nie są one rejestrowane zazwyczaj”.

Ta sytuacja, kiedy w Krakowie spadłem ze schodów pod pociąg, doprowadziła mnie do wniosku, że kolej nie dba o starych. Naprawdę nie było mi łatwo się gramolić – ludzie pomogli, a szczęśliwie pociąg akurat nie ruszał… Postulowałem później, by w wagonach kolejowych były poręcze, urządzenia pomocnicze, no i nie śliskie stopnie. Nie dziwi mnie, że nikt się tym nie przejął – mimo że już wtedy personel, który mi pomagał (bardzo serdeczny, dbały i kompetentny!) poinformował mnie, że takie wypadki są częste…

Dla może niezbyt sprawnych (ale, psiakrew, ciągle żyjących!) staruszków, wysiadanie z pociągu jest akrobatyczne. Nie ma się czego trzymać. Wyślizgane butami stopnie są diabelnie niebezpieczne. Trzeba bez trzymania się zrobić spory krok. Często mając jeszcze ręce zajęte bagażem. Myślałem więc, że te idiotycznie przepłacone i kompromitujące nas nowo kupione pociągi mają już potrzebne ulepszenia. Ochojska stwierdza, że nie mają. Co moglibyśmy zrobić, by właściciele kolei dostrzegli problem? Pewnie nic. Pewnie nasza bezradność jest wpisana w program działania władców. Pewnie i Ochojską „oleją”. Może i nie warto o tym w ogóle pisać? Może już tak musi być, a nam zostaje się przyzwyczaić?

Przypomnijmy, że kolej sprywatyzowano. Pytałem: czy wolno było coś, co jest nerwem państwa, prywatyzować? Teraz okazuje się, że ta swołocz (przepraszam za rusycyzm, może nie na czasie…) przepłacająca za „luksusy” nie zadbała o dość elementarną wygodę w nowych pociągach. Dobrze, że Ochojska – której umiejętności stwarzania publicity odmówić nie można – natknęła się na problem i go rozdmuchała. Chwała jej za to. Tyle że tuziny władców kolei (ile to spółek, a każda z radą nadzorczą i zarządem?) mają przysłowiowo „gdzieś” akurat nas, podróżnych. Nie zatroszczą sie o bezpieczne wejścia nawet gdyby okazało się, że iluś tam podróżnych okaleczyli, a może i wyekspediowali na tamten świat. Nie to jest przedmiotem ich troski. 

* * * 

Powtórzmy jeszcze moje pytania o kolej: „1. Kiedy i kto (personalnie!) podjął decyzję o prywatyzacji kolei? 2. Na ile „spółek” podzielono kolej? 3. Kto podjął decyzję o takim – z góry wiadomo – niesprawnym systemie organizacji? 4. Ile zarabiają „rady nadzorcze” a ile prezesi tych kilkunastu „spółek”? 5. Jak to jest: państwo – i Unia – daje miliardy na kolej; czy jest to prezent dla prywaciarzy? 6. Jak wygląda nadzór, koordynacja „pracy” tych kilkunastu prywatnych spółek? 7. Czy decydenci (kto personalnie?) nie zdawali sobie sprawy, że podział takiego ustroju, poszatkowanego na drobne, wymagać będzie prawie niemożliwych koordynacji? Każda „spółka” (może prościej – „banda”) ma swoje interesy. Zmusić do współdziałania będzie trudno, czy wprost niemożliwe.” 

* * * 

Po powyższym wpisie o kolei dostałem list od bardzo zaprzyjaźnionej i bardzo szanowanej przeze mnie osoby – że źle potraktowałem Ochojską. Przeczytałem jeszcze raz; hmm, może i racja. Otóż o ile ktoś odniósł wrażenie, że nie doceniam działalności charytatywnej Ochojskiej, że chciałem jej „dołożyć” – to prostuję. Jeżeli sama Pani Ochojska (w co wątpię przez skromność) czytała mego bloga i poczuła się dotknięta – to bardzo przepraszam! Nam potrzeba bardzo – w kontraście do swołoczy darmozjadów, złodziei i korupcjonistów (tak się to mówi prawidłowo?) ludzi wrażliwych, aktywnych – podejmujących większe i mniejsze dzieła charytatywne. I taką właśnie aktywną, wrażliwą jest na pewno Ochojska. I skuteczną w działaniu. No, to tyle tytułem komentarza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s