Czas na przełom w myśleniu o zdrowiu dzieci: stwórzmy Pediatryczny Wydział Lekarski!

1. Jak wiadomo, dziecko – człowiek w fazie rozwoju i intensywnych przemian biologicznych i psychicznych – jest osobnikiem znacznie różniącym się od dorosłych. Tymczasem , studenci medycyny uczą się wyłącznie o człowieku dorosłym, a o chorobach i leczeniu dzieci tylko w niewielkim stopniu w ramach zajęć z pediatrii. Taka sytuacja ma głęboki korzenie historyczne – dziecko jako kierunek zainteresowania nauki ma krótką tradycję – jeszcze 150 lat temu dzieci w ogóle się nie leczyło (w nielicznych przypadkach konieczności zajmowali się tym ubocznie położnicy), a pediatria dopiero raczkowała. Początek zainteresowań naukowych dzieckiem – to początek XX wieku. Wtedy powstały pierwsze katedry i kliniki pediatryczne (Jasiński, Michałowicz, Groer, Brudziński) oraz pojawili się badacze dziecka w zdrowiu i rozwoju (Korczak). Medycyna, mimo wielkich postępów – jest nauką niezwykle tradycyjną i zachowawczą. Do dziś nie dostrzegła odrębności anatomicznej i fizjologicznej osobników w okresie rozwoju – a większość specjalności medycznych (okulistyka, laryngologia …) do dziś nie dostrzega zasadniczych różnic – zajmuje się dziećmi jakby na marginesie swej działalności.

2. W drugiej połowie lat 50. dwudziestego wieku, wobec wzrostu zainteresowania dzieckiem – i tragicznie wielkiej umieralności niemowląt – powstały pierwsze specjalistyczne oddziały na wydziałach lekarskich. Pierwszy w Warszawie (Szenajch), a potem we Wrocławiu (Hirszfeldowa i Nowakowski) oraz w Gdańsku (Marks-Zakrzewska). Wtedy powstała pierwsza w historii polskiej medycyny (!) Klinika Chirurgii Dziecięcej (Kossakowski) w Warszawie. Powstały tez katedry zajmujące się – po raz pierwszy w historii – dzieckiem zdrowym i pediatrią społeczną (twórcą był Władysław Szenajch – w znacznym stopniu korzystający z dorobku prof. Tura z Leningradu). Oddziały pediatryczne obejmowały dwa końcowe lata studiów – natomiast anatomia, fizjologia i wszystkie przedmioty kliniczne trzech pierwszych lat studiów przyszli pediatrzy studiowali na wydziałach ogólno-lekarskich (czyli pierwsze lata obejmowały tylko wiedzę o człowieku dorosłym).

3. Doświadczenie studiów pediatrycznych było nadzwyczaj pozytywne. Absolwenci po pięciu latach studiów w ogóle (!) okazali się bardzo skutecznymi lekarzami, zwłaszcza zwalczającymi umieralność niemowląt. Mimo że grupy studentów były stosunkowo mało liczne (30-40 osób), to kilkunastu absolwentów zapisało się w historii medycyny złotymi zgłoskami: Jerzy Świderski – kardiolog, Tadeusz Zalewski – gastrolog, Teresa Wyszyńska – nefrolog, jak i (nieskromnie…) Andrzej Jaczewski – seksuolog i pedagog. Profesorów, absolwentów oddziału pediatrycznego, było znacznie więcej, tylko piszący ten tekst nie ma ich wykazu. Ten fakt świadczy o przydatności studiów specjalistycznych: nie były one – jak się obawiano w chwili powstawania – zubożeniem edukacji i produkcją niepełnowartościowych fachowców.

4. Profesor Szenajch miał ideę, by tworzyć kolejno specjalistyczne pediatryczne zakłady dydaktyczne. Był człowiekiem leciwym, miał już ograniczoną „siłę przebicia” i – o ile dobrze pamiętam – udało mu się stworzyć jeszcze zakład dermatologii dziecięcej i higieny szkolnej. W zamyśle miał tworzenie stopniowo oddziałów klinicznych i dydaktycznych wszystkich specjalności medycznych. Niestety, do tego nie doszło. Oddziały pediatryczne po upływie kilku lat stopniowo likwidowano, nie doceniając ich znaczenia. Nie jest to zresztą jedyny przykład niszczycielskich działań ministrów zdrowia – by wspomnieć o likwidacji medycyny szkolnej (lekarzy szkolnych i stomatologów szkolnych). Podobny los spotkał i medycynę przemysłową.

5. Każdy zdrowo myślący lekarz przyzna, że w ramach studiów lekarskich jest znaczna część wiedzy ogólnolekarskiej zbędna w przyszłej pracy zawodowej pediatrów. Nie uczą się przy tym podstawowych przedmiotów w ujęciu pediatrycznym – żeby wskazać, jako drastyczny przykład, anatomię i fizjologię. Rozwój wiedzy o dziecku – osobie w fazie intensywnego rozwoju wymaga, by przyszli pediatrzy odbywali całkiem inne studia. Powinny one obejmować wszystkie przedmioty w ujęciu rozwojowym, a kliniki powinny być wyspecjalizowane w pediatrii. Istnieje (teoretyczne) ujęcie pediatrii jako nauki o fazie rozwoju do 18 roku życia. Jest to fikcja: także i teoretycznie przedmiotem zainteresowania pediatrów powinny być przede wszystkim dzieci w pierwszych trzech latach rozwoju, a górną granicę „wieku rozwojowego” ustaliłbym na 15 lat (znaczenie akceleracji rozwoju: 16-, 17- i 18-latek to już człowiek fizycznie dorosły.

6. Studia pediatryczne powinny też być kuźnią nauk o całościowym rozwoju małego dziecka. Nie istnieje ani psychologia, ani pedagogika niemowlęcia – mimo że nikt dziś nie ma wątpliwości, że okres pierwszych lat życia jest niezwykle dynamiczny i wymaga zarówno badań, jak i działań klinicznych i terapeutycznych. Nie ma ani psychologii niemowlęcia, ani pedagogiki, czy wreszcie: psychiatrii. Naukowo i terapeutycznie nikt nie zajmuje się np. małym dzieckiem uszkodzonym – urazy porodowe, wcześniactwo – a więc w przyszłości niepełnosprawnym.

7. W oparciu o powyższe wywody postuluję zorganizowanie pierwszego w Polsce, a być może na świecie, „Pediatrycznego Wydziału Lekarskiego”. Wydaje się, że miejscem sprzyjającym takiej inicjatywie jest Zielona Góra. Argumenty „za”: (a) Powstaje coś nowego, wydział uniwersytecki od podstaw nowy i nieobciążony tradycją. Związany z Uniwersytetem, a więc wydziałąmi psychologii i pedagogiki. Tylko radziłbym, nawet na tej na bazie już istniejącej, tworzyć odrębne zakłady w ramach wydziału lekarskiego. (b) W pobliżu jest Berlin ze swoją wspaniale funkcjonującą rozległą bazą naukowo badawczą. Wydział pediatrycznej medycyny mógłby korzystać z kadry niemieckiej o wysokich kwalifikacjach w tych dziedzinach, które nie posiadają dostatecznej bazy i reprezentacji w Polsce. (c) Tworząc coś nowego – czym dla Zielonej Góry byłby Wydział Lekarski – łatwiej jest zachęcić organizatorów do nowatorstwa. Tworzenie takiego jak wyżej sugeruję wydziału byłoby tworzeniem czegoś nowego (i głęboko słusznego) w skali nie tylko kraju czy Europy (mimochodem – fundusze Unii!), ale i świata. W ten sposób inicjatywa zielonogórskich naukowców owocowałaby nie jednym z wielu (nie łudźmy się – na początku niedoskonałym) wydziałem – ale czymś nowym, znaczącym, wyróżniającym się.

8. Nie ukrywajmy: wszyscy jesteśmy jakoś tam wrażliwi na pozycję zawodową i społeczną, wszyscy chcielibyśmy pracować w placówce znaczącej i sławnej. A koncepcja tu przedstawiona ma szansę zapewnić taką pozycję. Jestem głęboko przekonany, że z czasem powstaną takie wydziały lekarskie – bo ich potrzeba jest oczywista i dotrze do mentalności decydentów. Nie mamy wielu naukowych sukcesów w skali międzynarodowej, więc pięknie by było, gdyby pionierem była właśnie Zielona Góra.

9. Powtórzmy: dziecko – zwłaszcza w pierwszym okresie życia – jest C A Ł O Ś C I Ą i nie da się oddzielić jego rozwoju fizycznego od psychicznego. Także dziecka zdrowego w teorii i w praktyce nie można oddzielić od dziecka chorego. Jest to jedność psycho-biologiczna i tylko takie całościowe ujęcie (zarówno warsztatu badawczego jak i dydaktyczno-klinicznego) może zapewnić sukces społeczny. W przyszłości będzie to ujęciem oczywistym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s