Likwidują podkarpacką kolej. Postęp? Żal.

Jeszcze nie tak dawno jeździłem koleją. Było sporo pociągów i dużo podróżnych, zwłaszcza młodzieży szkolnej. Teraz pewnie jeżdżą autobusami, może samochodami. Bo właśnie likwidują ostatnią na południu, podkarpacką linię kolejową. Tyle że wzdłuż tej linii nie ma przyzwoitej szosy – nie mówiąc już o autostradzie.

Czytam, że likwidują odcinek Jasło – Zagórz, czyli kolej w Bieszczady. Odcinek Stróże – Jasło załatwili wcześniej (choć po drodze są Gorlice i Biecz – no i kilka mniejszych miejscowości). Ludności protestującej radziłbym, by dali sobie spokój. Nic nie załatwią, tak jak i wtedy nic nie załatwili. Chociaż i ja mam sentyment do tej linii, jak i w ogóle do kolei. Fakt, już 60 lat temu jeździłem tą linią, będąc na nakazie pracy w Gorlicach. I nie sądzę, żeby należało ją likwidować. Następna linia wschód – zachód jest 100 km dalej na północ (Rzeszów – Tarnów – Kraków, gdzie kolej pokrywa się nawet z autostradą). Skoro względy strategiczne nie mają już znaczenia (nie wiem jak to jest teraz…), to może warto policzyć ilu ludzi straci pracę? A poza tym: czy zamiana kolei (ostatnio elektrycznej) na ruch spalinowy jest przejawem postępu ekologicznego?

Tak czy inaczej, epopeja kolei podkarpackiej kończy się. Żal mi także historycznej ciuchci, sapiącej i ciągnącej takie wagony, jakie pewnie są już tylko w muzeum. Wiem, że to akurat majaczenia, a powrót do ciuchci nierealny. Chciałbym więc wierzyć, że likwidacja kolei to postęp i że mam staroświeckie ciągoty. No trudno – trzeba wsiąść w autobus… Przypadek, że prywatnej linii? Czy za likwidacją tej kolei na pewno nie stoją prywatne interesy finansowe? 

Ktoś powie – starzec bredzi. Może mam taką starczą manię, że dopatruję się podejrzanych interesów właścicieli licznych spółek transportowych. Było tak już przy okazji ekranów wzdłuż autostrad: pisałem o tym i ówczesny minister zareagował, przyznając mi rację – tyle że ekrany budują nadal…

Żeby więc dodać coś wesołego – jako podzwonne dla podkarpackiej kolei autentyczna opowieść. Otóż cesarz Franciszek Józef miał zwyczaj odwiedzać w swoim imperium małe miasta. Był w Gorlicach. Wtedy jeszcze nie było odgałęzienia tej linii kolejowej – i kilkanaście kilometrów jeździło się dorożkami. Delegacja ludności wybrała się do Cesarza i poprosiła, by zbudowano kolej do Gorlic. A nawet dalej – przez Wysową do Krynicy. I dobrotliwy cesarz zawołał dygnitarzy i polecił linię kolejową zbudować. Jak ta wiadomość dotarła do dorożkarzy, to wysłali delegację do Cesarza, padli na kolana i prosili, by kolei nie budować, bo nie będą mieli z czego żyć… No i kolei nie było. 

W demokratycznej Polsce przed każdymi wyborami obiecywano, że kolej powstanie. Sam słyszałem taką obietnicę na wiecu przedwyborczym w Gorlicach. Ba, nawet wiem gdzie w Wysowej miał być dworzec…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s