Czy zezwolić na ustawki kiboli?

Jak pewnie wielu Polaków z pewnym niepokojem obserwowałem w telewizji reportaże z rozruchów, jakie w Warszawie (a może i innych miastach) wydarzyły się 11 listopada. Awantury i bijatyki przy różnych okazjach, jakie – prawdę mówiąc i bez okazji – fundują nam ogoleni na łyso, zakapturzeni młodzi ludzie nie są czymś niezwykłym. Powoli się przyzwyczajamy. Mówimy „kibole”, „chuligani”. Tak naprawdę to pewnie policja (tajne służby) wiedzą, kim są owi amatorzy rozróby, bijatyk. Ale już wychowawcy i społecznicy niewiele wiedzą.

Rzadko, bo rzadko, ale i w PRL takie awantury bywały. Pamiętam – przed kilkudziesięciu laty w Warszawie były kilkudniowe awantury i bijatyki. Zaczęło się od studenckiego protestu przeciw likwidacji pisma „Po prostu”. Szybko jednak studenci znikli – w awanturach udział brali młodzi chłopacy – wypisz wymaluj jak dzisiejsi „kibole”. I pamiętam, że pytaliśmy ich: o co walczą? Nie wiedzieli. Im nie szło o żadne cele – o piśmie studenckim nigdy nie słyszeli – oni chcieli po prostu (nomen omen) się bić!

Jak patrzę na rozruchy na stadionach, na te ostatnie 11 listopada, to przypominają mi się tamci „bojowcy”. Też odnoszę wrażenie, że kibolom nie zależy na wyniku meczu – oni naprawdę tylko chcą się bić! Obojętne z kim, gdzie i jak. Wrogów szukają, a już policja jak i służby porządkowe są dla nich idealnym obiektem agresji. Wymarzonym wrogiem!

Nie mam wątpliwości, że w pewnym wieku młodzi chłopacy często odczuwają potrzebę walki. Agresja jest jakby wpisana w ich psychikę. Jeżeli trafią do sportu, najlepiej boksu, judo, zapasów – ale przecież i do innych sportów, w których element walki jest istotny – to ich potrzeby są jakby zdrenowane. I często mają wspaniałe wyniki sportowe i nie wchodzą w konflikt ze społeczeństwem. Nie wszyscy mają jednak takie szczęście. Wielu to ci, żyjący zresztą często na marginesie społeczeństwa, którzy przeżywają frustrację. I awantury uliczne są dla nich wspaniałym wentylem.

Jest jeszcze inny istotny element – jest nim potrzeba bycia w grupie, podporządkowania się wymogom grupy, przeżywanie poczucia więzi, przyjaźni, oparcia. I to wszystko daje im grupa kiboli. Kiedyś zaszokowała mnie szczera rozmowa z 17-latkiem. Powiedział jakoś tak: „Wasze pokolenie było szczęśliwe. Była wojna – mogliście walczyć. A my co? Każecie nam się tylko grzecznie uczyć. A my chcemy walczyć, sprawdzać się, przeżywać awanturę, przygodę…”.

Myślę, że potrzeba bycia w grupie, potrzeba walki i jak to się teraz ładnie mówi (nie do końca słusznie) rozładowania, wykorzystania adrenaliny – jest czymś naturalnym, tkwi w ich psychice.

Oczywiście można sobie wyobrazić, że system oświaty i edukacji znajdzie sposób na społecznie akceptowane rozładowanie napięć. Że zorganizuje się sieć boisk („orliki”!), system rozgrywek, mistrzostw. Chyba jednak to nie zaistnieje, ani też chyba to nie rozwiąże do końca problemu. A restrykcje, aresztowania – już na pewno nie daj Boże sąd i więzienie – to najgorsze rozwiązanie.

Wiem, że grupy kiboli organizują tzw. „ustawki”. Umawiają się, ustalają termin i miejsce – spotykają się i staczają (o ile policja nie zapobiegnie) istne bitwy. Nie wiem, bo nie słyszałem: czy często do tego dochodzi? Czy w wyniku tych bijatyk zdarzają się ciężkie urazy – może kalectwa? Nie wiem, czy „ustawkom” towarzyszą jakieś niepisane przepisy, ograniczenia. Pewnie tak, bo bez tego by się pozabijali i byłoby o tym głośno.

Może należałoby oficjalnie pozwolić na takie ustawki? Jakoś je ucywilizować. Zastrzec, że uczestnicy muszą się ubezpieczyć (byśmy nie ponosili kosztów ewentualnego leczenia). Może zamiar stoczenia takiej bitwy miałby być rejestrowany? Chyba lepiej jednak, by policja – przynajmniej mundurowa – zbyt jawnie tym imprezom nie towarzyszyła. Na pewno sprawa nie jest prosta, łatwa i dla ludzi cywilizowanych dość szokująca. Ale skoro za tę cenę mielibyśmy spokój na stadionach, a cwaniacy polityczni nie mieli by łatwego dostępu do środowisk, którym cel jest obojętny, którym tylko chodzi o awanturę, bijatykę i „sprawdzenie siebie”…

Bo grupy awanturników zawsze, w każdej sytuacji politycznej, są groźne. Dają się łatwo wplątać w jakąś „ideologię” – której ani nie rozumieją, ani rozumieć nie chcą. Chodzi tylko o pretekst. A zawsze niestety mogą znaleźć się jacyś politycy, którzy skorzystają.

Wiem, że pomysł nie jest łatwy do realizacji. Ale przecież to już nie tylko pomysł. Takie imprezy się odbywają. Są nielegalne organizacje (kluby kiboli) i jest praktyka. Kto nie wierzy, niech przejrzy filmy z 11 listopada. Zdaje się, że zafundują nam coś takiego i 13 grudnia…

Patrząc na reportaże – pomyślmy. Może (jak mi się zdaje) udział w ulicznych burdach jest odpowiedzią na naturalne potrzeby wieku pewnych grup młodzieży. Chyba zwłaszcza tej wyłączonej, nie stanowiącej przedmiotu dostatecznej troski społecznej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s