Nie zawsze byliśmy krajem ciemnoty i zabobonów.

Otrzymałem w prezencie z piękną dedykacją nową książkę profesora Zbigniewa Izdebskiego i pisarza Janusza L. Wiśniewskiego: „Intymnie – rozmowy nie tylko o miłości”. To mądra i ciekawie napisana książka-rozmowa. Czyta się lekko, co nie jest regułą. Jednak natknąłem się tam na coś, co mi się nie zgadza – i chcę od razu sprostować. Na stronie 122 autorzy (tym razem nie Izdebski) stwierdzają, że o nieszkodliwości masturbacji  p i e r w s i  n a p i s a l i  bardzo zasłużeni i odważni autorzy amerykańscy: Johnson i Masters. I że było to w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku.

Były to czasy, w których wciąż tworzono przerażające opisy strasznych następstw zdrowotnych tego „nałogu”, zwanego „samogwałtem”. Jak dziś wiadomo, leczenie było równie drastyczne jak poglądy o szkodliwości. Byłem wtedy kierownikiem poradni międzyszkolnej i pamiętam tych nieszczęśników, którym w Polsce wmawiano zgubę doczesną – i potępienie wieczne. Zgłosił się do mnie lekarz, który szukał pracy; oferował „leczenie” onanistów wstrząsami elektrycznymi… Ale w Ameryce szli dalej: jak straszenie piekłem nie pomogło, to dziewczętom amputowano łechtaczki…

I wtedy w 1957 roku wydawnictwo PZWLek wydało książeczkę „Zaburzenia płciowe wieku dojrzewania”, napisaną przez prof. Bolesława Popielskiego.

W tej książce – po raz pierwszy w Polsce – autor obszernie pisze o zjawisku masturbacji (niestety, w książce swojej używał, jak wszyscy prawie wtedy, określenia „samogwałt” – ulubionego do dziś w sferach katolickich). Ale pisze jasno i bezkompromisowo: ani nie jest to choroba, ani do choroby nie prowadzi. Poglądy profesora Popielskiego były wtedy nowatorskie i odważne, bo wciąż panował pogląd o szkodliwości „samogwałtu”. A było to co najmniej 10 lat przed tym, co pisali Johnson i Masters!

Profesor Bolesław Popielski był jednym z najciekawszych i najinteligentniejszych medyków. Lwowiakiem – profesorem medycyny sądowej. Nadzwyczajnym człowiekiem, którego znałem i szanowałem. Prowadziliśmy wtedy z Michaliną Wisłocką poradnię młodzieżową „na Nowogrodzkiej”. Mieliśmy sporo kłopotów, bo Michalina udzielała porad antykoncepcyjnych zgłaszającym się dziewczętom. Straszono nas sądem: że niby samej nieletniej porady udzielać nie wolno („niech zachodzi w ciążę jak jej się zachciewa!”). Żądano, by po taką poradę dziewczęta przychodziły z matką – a przecież żadna dziewczyna z matką by nie przyszła!

I wtedy zorganizowałem spotkanie kilkunastu kompetentnych osób, by zapytać: czy według polskiego prawa wolno nam udzielać porad tego typu? I Profesor Popielski jako medyk sądowy powiedział nam, że osobom od 13 roku życia porad możemy udzielać bez udziału rodziców (natomiast osobom takim nie wolno bez zgody rodziców dokonywać zabiegów). Było to ważne.

Głoszę więc chwałę Profesora Popielskiego. To, co pisze w swej książeczce, jest do dziś aktualne. To on był pionierem! Johnson i Masters do swojej chwały tego pierwszeństwa i tak nie potrzebują, natomiast warto w Polsce pamiętać, że – tak, tak! – nie zawsze byliśmy, jak to chcą niektórzy, krajem ciemnoty i zabobonów!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s