Co słynny „doktorat” mówi o przemianach w środowisku elit?

Pisałem już: jestem szczególnie dumny z tego, że pracowałem na Uniwersytecie Warszawskim. Sam tam doktoryzowałem kilka osób. Nie ukrywam więc, że jest mi szczególnie przykro, iż cała afera z „doktoratem” prezesa Business Centre Club zaistniała na moim Uniwersytecie. Jest bowiem sporo uczelni gorszych. Jednak myślę, że w sumie będzie to afera pożyteczna, bo chyba przysłuży się oczyszczeniu środowiska naszych współczesnych elit intelektualnych.

1. Pisałem już przy okazji tego głośnego przewodu doktorskiego o cytatomanii i o pracach dyplomowych w ogóle. Przypomnijmy: od ludzi pozostających na poziomie magisterium nie wymagałbym pracy badawczej. Magistrowie w swej znakomitej większości nie będą i nie mają być badaczami. Powinni pisać właśnie prace poglądowe, a nie oparte na badaniach własnych. Natomiast już autorzy prac licencjackich powinni wykazać się umiejętnością doboru źródeł i ich krytycznej oceny, a także umiejętnością wyciągania wniosków na podstawie lektury. Jednym słowem: swobodą w operowaniu literaturą. Pisałem też o tym, że doktorat musi dużo wnosić do wiedzy i że kluczowy jest sens pracy doktorskiej i wynik badań. I że dyskusje nad metodologią bywają przesadne, bo metodologia jest ważna tylko jako uwiarygodnienie wyników badań i nie jest sensem doktoratu sama w sobie.

W powyższych sprawach odsyłam do tekstu „Czy „doktorat” mgr. Goliszewskiego wystarczyłby na licencjat?”. Natomiast nieco wbrew powszechnej opinii na temat tego zamkniętego już przewodu doktorskiego nasuwają mi się dwie kolejne refleksje.

2. Jedna z refleksji dotyczy języka pracy naukowej (dla niektórych „doktorat” był napisany zbyt prosto, dla innych zbyt bełkotliwie). Dzień przed głosowaniem w sprawie nadania stopnia doktora prezesowi Business Centre Club na Wydziale Zarządzania UW, na innym wydziale tej uczelni (Wydziale Pedagogicznym UW, w moim dawnym miejscu pracy) odbyło się kolokwium habilitacyjne. Było to kolokwium bliskiej mi osoby, która zapewne niedługo będzie moim następcą (no, nie bezpośrednio, bo następców było już dwoje). Dr Anna Kowalewska, z wykształcenia medyk, poświęciła się kształceniu pedagogów w problematyce biologii człowieka, rozwoju fizycznego, a zwłaszcza fizjologii mózgowia i hormonów – w zakresie potrzebnym pedagogom (no i nauczycielom).

Jej talent polega przede wszystkim na umiejętności przekazywania trudnej wiedzy biologicznej ludziom w tej dziedzinie nieprzygotowanym. Była współautorem podręcznika, jaki pod moją redakcją powstał i funkcjonował. Nieraz pytali mnie ludzie „z boku”: kto to jest ta pani doktor, która tak przystępnie i zrozumiale pisze o tak trudnych sprawach? Tymczasem na jej kolokwium habilitacyjnym padł zarzut, że wykład habilitacyjny jest… bardziej popularno-naukowy niż czysto naukowy. Może to właśnie autor tej uwagi jest wśród tych, którzy doprowadzili do rozkwitu mody na pseudo-naukowy bełkot jako wartość w przekazie? Zbieram przykłady tego bełkotu i może kiedyś opublikuję zbiór tych „kwiatków”; dziś, dla przykładu tylko jeden, mi szczególnie bliski: „adolescencja” zamiast „dojrzewanie” czy choćby już „dorastanie”…

Od dawna tłumaczę na takich przykładach jak powyższy, że teksty popularno-naukowe nie są mniej warte niż naukowe. Muszą bowiem poza wartością naukową mieć też dodatkową wartość: cechy przystępności, łatwości zrozumienia przekazu – właśnie popularyzacji. Tak więc dobry popularno-naukowy tekst naukowca nie jest gorszy – jest lepszy! A to, że wiele osob nie potrafi łatwo i przystępnie przekazywać wiedzy, to inna sprawa, i niestety fakt. Niektórzy zresztą umieją pisać zrozumiale, ale tego nie robią. Znałem uczonego, który swoje teksty naukowe po napisaniu wręcz przeredagowywał, zmieniał nomenklaturę, utrudniał: bo chciał, by tekst robił poważne wrażenie…

3. Jest i ważniejsza (chyba) sprawa: wiele osób stawia powierzchowny zarzut, że profesor promował przyjaciela-biznesmena. Czy takie układy kompromitują? Kiedyś na medycynie w Krakowie wynikła afera z układem rodzinnym. Jak pamiętam, powołano nawet komisję, która miała badać, czy nie zatrudnia się kuzynów i pociotków w klinikach. Wtedy przypomniałem sobie dynastie uczonych medyków. Nestorem polskiej interny był prof. Witold Orłowski, a potem jego syn też był jednym z czołowych internistów. Przypomnieli mi się Bilikiewiczowie, ojciec i syn, profesorowie-psychiatrzy o wielkim autorytecie. I Nielubowiczowie – warszawscy chirurdzy. To zjawisko występuje i w innych branżach. Spójrzmy na aktorów: Jerzy Stuhr i Maciej Stuhr, ojciec i syn. I Kondrat – dziś już znany tylko syn, Marek, a przecież ojciec Tadeusz też był wybitnym aktorem. Rzucam te nazwiska tak z pamięci, a było ich na pewno dużo więcej.

Czy więc ojciec, wybitny specjalista, naukowiec, nie ma prawa sterować rozwojem naukowym syna a potem go promować? A nawet uczynić swym następcą? Jak to jest z kwestią znajomości, związków rodzinnych, protekcji? Nie widziałbym nic złego, o ile rzecz dotyczy środowiska ludzi kryształowo uczciwych. Wówczas ojciec może zatrudniać w swym fachu własne dzieci a przyjaciel promować przyjaciela. Problem jest właśnie w uczciwości. Jak wspomnę sobie moich Profesorów – Władysława Szenajcha, Mieczysława Michałowicza, Jana Bogdanowicza, czy Jana Kossakowskiego – to przekonany jestem, że tam żadne układy prywatne nie decydowały. Może i pomogliby kuzynowi czy znajomemu: ale tylko w tym, by rozwinął się naukowo i osiągnął właściwy dla stopnia czy stanowiska pułap kwalifikacji.

To wszystko zależy właśnie od poziomu etycznego zaangażowanych osób. Widać, że marzy mi się środowisko-ideał. Tymczasem współcześnie gdzieś chyba zagubiło się wyczucie i może obawy czy podejrzenia są usprawiedliwione? Jeśli tak jest, to jak to świadczy o przemianach w środowisku elit?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s