7 razy dziennie czy 7 razy w życiu?

Przed wielu laty miałem znajomą, która dawała mi konwersacje z niemieckiego. No, tośmy ze starszą Panią godzinami gadali. Była już bardzo leciwa i z tego, co się doliczyłem, miała trzech mężów; no i wielu amantów. Gadało się – tak jak na konwersacji – o wszystkim. Opowiadała mi, że poznała faceta – też staruszka. Że jej pomaga w ogrodzie (była właśnie, jak teraz, jesień). No, ale ona czekała że będzie coś więcej – seks! Dziadek się nie kwapił, co było jej zmorą. Aż zabrała się energicznie – i kiedy do dziadka się jednoznacznie dobierała, uciekł w popłochu. I przestał w ogóle przychodzić…

Zapytała mnie – cóż to może znaczyć? Powiedziałem, że przecież to proste: dziadek jest już impotentem, seks mu nie w głowie (i gdzie indziej też…), i że może mieć w nim przyjaciela. Ale nie kochanka. Na następnym spotkaniu zapytała: czy nie dałbym jakiejś recepty? Powiedziałem (zgodnie ze stanem wiedzy wtedy), że trzeba dać sobie spokój, że seksu już nie będzie. Po paru dniach moja znajoma bardzo smętnie zapytała: „Panie Andrzeju! To po co żyć? Jak beż seksu, to życie nie ma sensu”. I że ona tego nie chce. Bardzo się szybko postarzała, przygasła. Niedługo wylądowała w domu opieki i szybko zmarła.

W tym samym czasie współpracowałem z bardzo leciwą nauczycielką (wtedy emeryci jeszcze pracowali). To była piękna postać – staruszka mogła być z pewnością profesorem na uczelni. A wybrała pracę w powszechniaku (tak się wtedy nazywały podstawówki). Była mędrcem, człowiekiem o wielkich zasługach. W czasie wojny ukrywała Żydów, działała w Podziemiu. Byliśmy w przyjaźni (przynajmniej ja ją bardzo szanowałem i chętnie słuchałem). I któregoś dnia powiedziała do mnie: „Panie Andrzeju! A wie pan, jak pięknym staje się życie, kiedy kończą się te cholerne hormony? Kiedy człowiekowi odechciewa się seksu? Ile spokoju, ile czasu i sił na piękne zainteresowania. Na doznania, których przedtem się nie dostrzegało! Coś pięknego!”.

Te dwie relacje jakoś zbiegły się w czasie. Było to pół wieku (może więcej) temu. A ja pamiętam do dziś.

A jaki wniosek? Prosty: ludzie są bardzo różni. Popęd seksualny jest bardzo zróżnicowany. Kinsey (ten, którego niektórzy dziś tak nie cierpią) pisał: normalny jest ten, który potrzebuje dla zaspokojenia siedmiu orgazmów na dobę, jak i ten, któremu wystarczy siedem przez całe życie. (Dlaczego akurat siedem? Nie wiem…)

Przed wielu laty byłem zaproszony na nocny program do radia. Chyba nazywało się to „rozmowa nocą” (czy jakoś tak). I na pytanie, co sądzę o seksie przedmałżeńskim, powiedziałem (może nieco obcesowo), że nigdy nie polecałbym małżeństwa ludziom, którzy nie znają się pod względem stosunku do seksu, potrzeb i popędu seksualnego. Bo co będzie, jak okaże się, że różnią się krańcowo (jak te dwie starsze wyżej wspomniane panie?). I powiedziałem jeszcze (no, przepraszam – może nie było to zbyt wyszukane), że gdy się kupuje jesionkę, to się ją mierzy, toteż jak można wiązać się na całe życie bez próby doświadczenia? No i rozdzwoniły się telefony. Odsądzono mnie od czci i honoru. Obrzucono wyzwiskami. I nigdy już więcej do „radia nocą” nie zaproszono…

Ot, jako staruszek wspominam sobie to i owo. Kto chce, niech czyta, kto chce niech wierzy. Kto chce – niech wyciąga praktyczne wnioski. Nikogo do niczego nie namawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s