Po co celibat? W czym szkodzi posiadanie rodziny?

W 38 numerze „Faktów i Mitów” pojawił się bardzo ciekawy wywiad z jednym z najmądrzejszych psychologów (z nielicznych, których szanuję i słucham z uwagą) – prof. dr hab. Kazimierzem Pospiszylem. Tytuł: „Kościół kaleczy księży”. Dotyczy psychologicznych (a trochę i psychiatrycznych) problemów, jakie gnębią środowisko katolickich duchownych. Zaczyna się (i pewnie można by na tym skończyć) od stwierdzenia, że przyczyną wielu – znacznie więcej niż to powszechnie znane – problemów duchownych jest celibat. Cytat z wywiadu: ” FiM: – Czy obowiązkowa bezżenność i całkowity zakaz seksu odbija się na psychice mężczyzny? / Profesor: – Celibat jest najbardziej brzemiennym w skutkach błędem Kościoła. Stosunek seksualny stanowi związek człowieka z człowiekiem, stwarzający unikalne możliwości przełożenia naturalnego popędu na najintymniejsze związki psychiczne z partnerem Otrzymaliśmy od natury ten piękny dar, dzięki któremu poprzez połączenie ciał zadzierzgnąć możemy najbardziej trwałe i głębokie związki dusz. Przy czym od razu należy zaznaczyć, że w świetle współczesnej wiedzy partnerem seksualnym niekoniecznie musi być osoba odmiennej płci… „.

Nie mam co do tego wątpliwości. Mam tu w pobliżu duchownych prawosławnych ze wspaniałymi rodzinami. Są wzorcem dla środowiska i jakoś im posiadanie rodziny nie szkodzi (wręcz przeciwnie). Można by z tego przykładu wyciągnąć stosowne wnioski…

Zachęcam do lektury tego wywiadu. Oparty jest na głębokiej znajomości problematyki, ale i na literaturze, wynikach badań. Marzy mi się by ks. Dariusz Oko przeczytał ten tekst i może w przyszłości cytował przytoczone w tekście wyniki badań. Co lubi czynić – tyle że oczywiście nie cytuje prof. Pospiszyla.

A swoją drogą zastanawiam się – czy jeżeli dochodzi do jakichkolwiek kontaktów seksualnych duchownych z młodzieżą, i to nawet kiedy partnerką czy partnerem jest ktoś poza „wiekiem ochronnym”, to czy jest to zło groźniejsze niż się o tym mówi? Bo jest tak, że oficjalnie nakłania się młodych (często kwiecistym językiem) do wstrzemięźliwości, do przestrzegania normatywów „czystości”. A równocześnie daje się osobisty przykład, że głoszone normatywy są lekceważone. Że w praktyce nie obowiązują. Czy nie jest to – poza hipokryzją – nauka, że tak naprawdę  Ż A D N E  normatywy moralne nie obowiązują? Czy nie jest to nauka „relatywizmu moralnego” (ulubiony zwrot w zarzutach czynionych przeciwnikom przez duchownych)?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s