Język elit, popularność faszystów, kibolstwo i rasizm to tylko wierzchołek góry lodowej.

W ostatnim „Przeglądzie” duży artykuł – wywiad z byłą minister (ministrą?) edukacji – Krystyną Łybacką. Nawet sporo tam racji i mądrości. Tylko… dlaczego ta Pani nie zrobiła nic z tych rzeczy jak rządziła?

Nie jest w tym zakresie wyjątkiem. Prawie żaden minister edukacji nie zostawił po sobie osiągnięć, więc niby dlaczego mieć do niej pretensję?

Ja mam osobisty żal. Pewnie (a może nie?) Pani Łybacka przypomni sobie, jak szykowała się do objęcia urzędu. Odbyło się spotkanie w ówczesnym wieżowcu „Intraco”. I dyskutowaliśmy wtedy o seks-edukacji. I były deklaracje… A potem? Uległość katolickim ortodoksom. A był to jedyny w 25-leciu rząd lewicowy i można było mieć (ja miałem!) nadzieję na jakieś zmiany. No, trudno.

Przy tej okazji chcę przypomnieć mój pogląd na temat urzędu ministra oświaty (czy jak tam się kolejno nazywa). Otóż w moim przekonaniu jest to  N A J W A Ż N I E J S Z Y  urząd w państwowej administracji. To, co się dzieje (język elit, popularność faszystów, kibolstwo, rasizm) to tylko wierzchołek góry lodowej. Wychowanie młodego pokolenia zepchnięto konsekwentnie na margines – no i mamy tego efekty. Oj, jeszcze poczujecie tego skutki (Wy, Młodzi)!

Odnoszę od lat wrażenie, że ministerstwo to jest serwitutem, który daje się jakimś tam partyjnie zasłużonym. Kto wymieni (z pamięci!) wszystkich kolejnych ministrów tego resortu?

Ministrem edukacji, a może bardziej wychowania, powinien być ktoś o wielkim społecznym autorytecie. Pozapartyjny. I nie powinien podlegać kolejnym zmianom wraz ze zmianami rządów – czy wedle gustu premiera, czy wodza partii. Powinien to być człowiek z wizją, ale i znajomością przedmiotu swego działania. Powinien mieć poczucie trwałości, bo w ciągu miesięcy czy nawet niewielu lat, niewiele można zrobić. Powinien cieszyć się poparciem parlamentu i rządu. A władza nie może skąpić na działania tego resortu. Takie oszczędności odbiją się czkawką.

Ktoś z przyjaciół, którym przedstawiałem tę wizję, zapytał, czy znam kogoś, czy umiałbym wymienić nazwisko kogoś, komu należałoby powierzyć ten urząd. No, niestety nie… Kiedyś może byłaby to Anna Radziwiłł, która dawno już jednak nie żyje. Ale przecież nie znam wszystkich, nawet tych znanych. Niemniej Panią Łybacką mam (pocieszam – tak jak i innych) w kiepskiej pamięci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s