Kiedyś egzamin ustny był przeżyciem, okazją do osobistego kontaktu. Dziś musi być z niego protokół.

Mam przyjaciela – rówieśnika – antropologa. Jest to prof. Napoleon Wolański. Bez przesady: jest to uczony światowego formatu (wielu takich nie mamy). Zawsze był badaczem, uczonym, ale temperament miał dydaktyka. Będąc na emeryturze, po powrocie z wieloletniego pobytu stałego w Meksyku, Napek (jak go nazywamy) stara się mieć kontakt ze studentami, uprawiać dydaktykę. Tak sobie myślę, że może i szkoda, że On właściwie nigdy tak całkowicie nie poświęcał się dydaktyce. No, tak wyszło.

Prof. Wolański stale jest aktywny. Rozsyła listy do kilkudziesięciu osób – prowadzi dyskusje internetowe. Może szkoda że nie prowadzi bloga?

Ostatnio poruszył bardzo ważny temat – i to wyjątkowo aktualny. Chodzi o egzaminy na uczelniach. Odbyła się dość obszerna dyskusja – a że rzecz ważna i poglądy ciekawe – załączam (za zgodą Napoleona) fragment naszej korespondencji:

„(…) Poprzednia minister [Nauki i Szkolnictwa Wyższego] (…) doprowadziła do zapaści uczelnie akademickie. Na szczęście mamy zmianę i wzywam do podjęcia akcji na rzecz właściwego działania kształcenia i stymulacji myślenia studentów. Jak informuje mnie jeden z korespondentów, a wiem to także od pewnej Pani Dziekan, (…) wszyscy odchodzą od egzaminów ustnych – wszechstronnego, werbalnego sondowania studenta. Powód? Z takiego egzaminu powinien być sporządzony protokół. A zatem musiałbym zatrudnić stenotypistę lub też takie egzaminy nagrywać. Na to jednak nie musi zgodzić się egzaminowany student. Dominuje więc forma testowa. Łatwo się sprawdza, ilość zdobytych punktów nie podlega dyskusji, wszyscy studenci odpowiadają na te same pytania etc. Taki sposób jest wdrażany już od szkoły podstawowej. Niestety. Sytuacja wygląda na patową”.

A to jest mój tekst z tej dyskusji:

„(…) Dla mnie sprawa egzaminów jest czymś zasadniczym. Egzamin  u s t n y  – przeprowadzany przez profesora – jest niezwykłą okazją do  o s o b i s t e g o  kontaktu studenta z profesorem. Ja nigdy (poza studiami zaocznymi – czasem…) nie egzaminowałem inaczej niz ustnie. Zapraszałem do pokoju sześć osób – i nie żałowałem czasu. Rozmawialiśmy – studenci żartowali, że żeby tylko Jaczewskiemu nie przeszkadzać, to sam pyta i odpowiada… No, taki temperament. Nigdy też, za moich czasów nikt nie wymagał ode mnie żadnych protokołów! Myślę, że te wszystkie nagrywania, filmowanie, a nawet protokołowanie pisemne są wynikiem tragicznego obniżenia kultury i etyki tzw. ‚profesorów’ – kiedyś wystarczyło zaufanie społeczne. Egzamin ustny – nie pośpieszny i to właśnie grupowy (dłuższy w czasie kontakt) jest przeżyciem. Dokształceniem. Ja sam pamiętam moje egzaminy jako studenta – u moich Profesorów. To było przeżycie, które pamięta się (jako coś wspaniałego) przez całe życie. A że nie ma pieniędzy? Pensum profesora jest dość skromne, może spokojnie za darmo przeegzaminować. To w końcu jego obowiązek! Naciski w prywatnych szkołach, by przepuszczać wszystkich studentów, są powszechne. Są przyczyną upadku prestiżu wykształcenia. Są w końcu przejawem oszustwa. Obrzydliwość!”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s