Dlaczego na 25-lecie wyborów nie wspomniano o Mikołaju Kozakiewiczu?

25-lecie wyborów jako cezury przemian zajęło nam wiele miejsca. Mnie żal, że nie wspomniano o Mikołaju Kozakiewiczu.

Fenomenem było, że wówczas z listy tzw. państwowej (czy jak ją tam zwano) wszedł jako jedyny właśnie Mikołaj Kozakiewicz. Mówiono, że ludzie skreślali niechlujnie i nie wykreślali tych na końcu listy. Ale to nie dotyczy Mikołaja Kozakiewicza: on był w środku listy. Po prostu miał poparcie.

Przypomina mi się takie charakterystyczne wydarzenie: był egzamin wstępny na Podyplomowe Studium Wychowania Seksualnego UW. Mikołaj był jednym z egzaminatorów. Po egzaminie jedna kandydatka, nauczycielka skądś ze wsi (chyba z Bieszczad) poprosiła: „Panie Profesorze, niech mi Pan poda rękę. Będę się chwalić u siebie po powrocie, że uściskał mi rękę sam Mikołaj Kozakiewicz!”.

Był Marszałkiem „kontraktowego Sejmu”: to było bardzo trudne zadanie. Usłyszałem kiedyś, że miał wielki autorytet i że łagodził konflikty, których nie brakło. Mówiono, że kilka razy był „klincz” – zanosiło się na zerwanie porozumień, a On zawsze wtedy działał bardzo spokojnie, kulturalnie. I, co ważne, skutecznie.

Mikołaja znałem kilkadziesiąt lat. Nie jako polityka a właśnie jako działacza na niwie wychowania seksualnego, działacza Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa (które przed wojną założył Boy-Żeleński). Był cenionym autorem wielu książek, w tym zapomnianej ze szczętem ale jakże ważnej „U podstaw wychowania seksualnego”.

Był poliglotą (rzadka umiejętność w tamtych czasach). Cenili go za granicą: był ekspertem i członkiem władz Międzynarodowego Towarzystwa Planowania Rodziny (IPPF).

Mikołaj, choć indyferentny religijnie, współpracował z różnymi wyznaniami. Wydał książkę „Pro i contra”, w której obok wypowiedzi działaczy TŚM były wypowiedzi katolików. Była to jedna z niewielu wtedy szans tego środowiska, by dotrzeć szerzej do przeciętnego odbiorcy. Przyjaźnił się z kilkoma znaczącymi autorami katolickimi. A to nie było przed 1989 r. powszechnie praktykowane. Miał wielki autorytet.

Wielkim przeżyciem był Jego pogrzeb. Kolejno występowali przedstawiciele różnych wyznań. Ekumenicznie – jakby się teraz powiedziało. Był i kaddysz, i chór prawosławny, i modlitwa ewangelików. Nie było tylko obrzędu katolickiego.

I ja przyjaźniłem się z Nim, korzystałem z Jego doświadczenia, wiedzy, mądrości. Imponował mi. Pamiętam jak odchodził (na raka) – z jakim spokojem regulował sprawy, które wymagały decyzji. Jak akceptował fakt zbliżającego się odejścia.

Nie chciałbym, by Jego postać, Jego dorobek, wspomnienie o roli jaką odegrał, poszły w zapomnienie. Niewielu Ludzi Takiego Formatu znałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s